
Yngwie Malmsteen - The Seventh Sign
Wydawca: Pony Canyon / CMC / Music For Nations / Steamhammer
Rok wydania: 1994
- Never Die
- I Don't Know
- Meant To Be
- Forever One
- Hairtrigger
- Brothers
- The Seventh Sign
- Bad Blood
- Prisoner Of Your Love
- Pyramid Of Cheops
- Crash And Burn
- Sorrow
- Angel In Heat [japoński bonus track]
- In The Distance [bonus track w reedycji Steamhammer]
Skład: Yngwie Malmsteen - gitary i bas; Michael Vescera - śpiew; Mats Olausson - instrumenty klawiszowe; Mike Terrana - perkusja
Produkcja: Yngwie J. Malmsteen
Dwa lata minęły od czasu poprzedniego wydawnictwa Yngwie Malmsteena - Fire & Ice. W międzyczasie zmienił się nieco skład zespołu, a także amerykańscy i europejscy wydawcy artysty. Nie były to jedyne zmiany, bowiem i brzmienie poszło w nieco innym kierunku. Stało się nieco cięższe i ostrzejsze. Można powiedzieć, że wydana w 1994 r. płyta The Seventh Sign to nowy rozdział w historii Malmsteena...
Wraz z pierwszymi taktami Never Die usłyszeć można galopujące rytmy perkusji i dość ciężkie zakręcone riffy gitarowe. Pomysł ten rozwinięty będzie jeszcze na innej płycie, mianowicie na Alchemy. W kwestiach "sprzętowych" słychać coraz większy wpływ tzw. "kaczuszki" na ogólne brzmienie solówek gitarowych. Wrażenie takie potęguje również wstęp do drugiego utworu, I Don't Know, gdzie efekt Wah-Wah został użyty w celu artykulacyjnego naśladowania mowy ludzkiej. Podobne sztuczki robił niegdyś Steve Vai, więc i Yngwie musiał dorzucić swoje przysłowiowe 3 grosze. Meant To Be może zaskoczyć przede wszystkim aranżacją gitary, która w podkładzie do zwrotki łudząco przypomina zagrywki skrzypcowe, bądź też wiolonczelowe. Solówka tym razem niestety nie jest taka rewelacyjna, sprawia wrażenie, jak by była zagrana na siłę - nie wykluczone, że Malmsteen wymyślał ją na poczekaniu. Klimat zmienia się nieco wraz z utworem Forever One. Początek jest bardzo spokojny, nastrojowy i typowo neoklasyczny. W zwrotce ciekawie zaaranżowany został podkład pod wokalistę, mianowicie główną rolę odgrywają tu klawisze zrobione "pod pianino". Do tego dodano gitarę, która gra dość rozwlekle i bez szczególnych fajerwerków - pewna ich porcja pojawi się dopiero w solówce. Hairtrigger to powrót do galopującej perkusji i ponownie można usłyszeć Yngwiego zabawiającego się "kaczuszką". Instrumentalne Brothers jest pewnego rodzaju chwilą wytchnienia od galopad i spokojnie może stanowić ekwiwalent dla środków nasennych. I nie jest to żadną miarą wada tego utworu, po prostu Malmsteen zadbał o to, by album nie był monotonny stylistycznie, choć i tu zdarzają się szybsze zagrywki. Klasyczne gitary rozpoczynają tytułowe Seventh Sign, bardzo udaną kompozycję, nieco apokaliptyczną w warstwie tekstowej. Wokalista śpiewa tu jakby bardziej z gardła, prawie krzyczy. Dla odmiany Bad Blood to rockowa piosenka zagrana z bluesowym zacięciem i trzeba oddać honor Yngwiemu, że całkiem nieźle mu to wychodzi; z jednej strony słychać, że jest to blues, z drugiej słychać też, że wirtuoz nie zatracił swojego stylu, czego najlepszym przykładem będzie solówka. Prisoner Of Your Love to typowo malmsteenowska ballada, która wzruszy co wrażliwsze dusze, ale twardzieli raczej nie rozmiękczy. Prawdziwą niespodzianką jest Pyramid Of Cheops. Już pierwsze dźwięki zagrane na sitarze przeniosą słuchacza w czasy starożytnego Egiptu, a ciężkie gitary zobrazują trud i cierpienie budowniczych piramid. Jest to chyba najcięższy numer, jaki w swej dotychczasowej karierze zagrał Yngwie i zarazem najbardziej charakterystyczny kawałek na płycie. Crash And Burn to istna ciekawostka. Tekst utworu jest raczej mało wesoły, za to muzyka wydaje się bardzo radosna. Dopiero bridge (pre-chorus) między zwrotką a refrenem zdaje się pasować do słów utworu. Na samym końcu zamieszczony został instrumentalny kawałek o tytule Sorrow, który jakoś mi się z tytułowym smutkiem nie kojarzy. Na myśl przychodzą raczej jakieś melodyjki z średniowiecznego zamku. W europejskiej reedycji płyty z wytwórni Steamhammer zamieszczono jeszcze jedną kompozycję jako bonus track. Instrumentalne In The Distance to typowa "malmsteeneria"z wplecioną w środek klasyczną miniaturką, raczej niczym szczególnym się nie wyróżniająca.
Podsumowując, jest to bardzo dobry album zawierający kilka ciekawostek, ale jeszcze nie rewelacyjny. Stanowi on dobrą rozgrzewkę, czy też wyostrzenie apetytu przed doskonałą płytą Magnum Opus, która ukazała się rok później.
Oficjalna strona artysty: www.yngwiemalmsteen.com