Dream Theater - Awake

Dream Theater - Awake

Wydawca: EastWest / Atlantic
Rok wydania: 1994

  1. 6:00
  2. Caught In A Web
  3. Innocence Faded
  4. Erotomania (instrumental)
  5. Voices
  6. The Silent Man
  7. The Mirror
  8. Lie
  9. Lifting Shadows Off A Dream
  10. Scarred
  11. Space-Dye Vest

Skład: James LaBrie - śpiew; John Petrucci - gitara; John Myung - gitara basowa; Kevin Moore - instrumenty klawiszowe; Mike Portnoy - perkusja

Produkcja: John Purdell i Duane Baron

Po wydanym w 1992 roku albumie Images And Words przed zespołem Dream Theater stało nie lada zadanie. Ustawiona wtedy poprzeczka była bardzo wysoka i wszyscy oczekiwali z niecierpliwością nowej płyty, zadając sobie jednocześnie pytanie, czy grupa sprosta wyzwaniu. Muzycy zaskoczyli jednak wszystkich i odcinając się od spekulacji nagrali po prostu zupełnie inny stylistycznie krążek. Wprawdzie słychać tu jeszcze echa jego poprzednika, jednak tym razem Dreams podążyli zupełnie inną ścieżką...

Przede wszystkim zmienili się producenci płyty i razem z nimi studia nagrań, bo było ich kilka. Samo brzmienie zostało dość podobne, chociaż tym razem perkusja brzmieniowo wypada już dużo gorzej, jest jakby bardziej mętna. Na szczęście nie ujmuje to ani trochę muzycznej zawartości płyty. Pierwszy kawałek, 6:00, powala na kolana swoim klimatem, gdyż melodie idealnie pasują do jego tytułu. Możemy poczuć ból porannego wstawania, odgłosy budzącego się nagle miasta. Caught In A Web to dość ciężka kompozycja, momentami kojarząca się z dokonaniami takich zespołów jak thrashowa Pantera, momentami zaś z demonicznymi klawiszami, a refren to już typowy Dream Theater, tym razem bardziej progresywny niż na poprzednich wydawnictwach. Dla odmiany Innocence Faded to bardzo spokojna piosenka, która wytyczy dalsze metamorfozy muzyczne Dreamów, słyszalne później na albumie Falling Into Infinity. Tuż przed solówką slychać wpływy jakby Van Halena, zaś samo gitarowe solo utrzymane jest w stylu Steve'a Vaia. Trzy kolejne utwory zostały ujęte w tryptyk o nazwie "A Mind Beside Itself". Otwiera go instrumentalna Erotomania z klawiszowym wstępem przypominającym nieco Perfect Strangers Deep Purple. Dalej mamy już nieco bardziej progresywne granie, z większą ilością improwizacji przemieszaną z pięknymi melodiami ocierającymi się nawet o neoklasyczne struktury. Od razu można dostrzec, że muzycy szukali inspiracji, gdzie tylko się da. Voices jest z kolei bardzo spokojnym utworem, gdzie dominującą rolę pełni chyba pianistyczny podkład połączony z intrygującym tekstem wyśpiewywanym przez wokalistę. Solówka grana jest bardzo artykulacyjnie, momentami łudząco podobna jest do stylu Joe Satrianiego. Następna piosenka, The Silent Man, jest nastrojową balladą opierającą się na akustycznej gitarze, gdzie nawet gitarowe solo zagrano "unplugged". Jest krótko, ale treściwie. The Mirror zaczyna się ciężko, znów słychać wpływy Pantery, po czym wchodzą nastrojowe klawisze przeradzające się po chwili w intra, jakimi swego czasu raczył nas King Diamond. Druga połowa numeru stylistycznie nieodparcie musi się kojarzyć już z samym Dream Theaterem. W Lie Gitarzysta John Petrucci po raz kolejny udowodnił swoją muzyczną klasę grając ciekawą solówkę, chwilami wściekłą, chwilami nastrojową. Kompozycję tę wybrano do teledysku promującego płytę. Powrót spokojnych klimatów mamy w Lifting Shadows Off A Dream. Jest to bardzo ambitna piosenka o bardzo ilustracyjnym podkładzie. Może kiedyś ktoś wykorzysta ją w jakimś soundtracku, a ja bardzo chętnie ten film obejrzę. Początek Scarred to jakby mieszanka jazzu, bluesa i swingu, czemu nie należy się dziwić, bo umiejętne wykorzystanie różnych stylów jest w pewnym sensie znakiem firmowym Dreamów. Dalej jest już bardzo progresywnie, rytmicznie i przede wszystkim długo, gdyż jest to najdłuższy numer na krążku. Płytę zamyka bardzo smutne Space Dye Vest, oparte na specyficznym klawiszowym motywie, a w tle można usłyszeć jakieś głosy. Kawałek ten nieodparcie kojarzy mi się z dokonaniami zespołu Queensryche z czasów Empire, choć nie za bardzo potrafię te skojarzenia uzasadnić...

Awake jest płytą, która może nie od razu wpadać w ucho, przez co jest trudniejsza w odbiorze od genialnego Images And Words. Wymaga od słuchacza koncentracji uwagi i zmusza do myślenia, co chyba jest jej zaletą. W swoim gatunku jest to zdecydowanie jedno z najlepszych wydawnictw.

Oficjalna strona: www.dreamtheater.net