
Winger - IV
Wydawca: Frontiers Records / Shrapnel Records
Rok wydania: 2006
- Right Up Ahead
- Blue Suede Shoes
- Four Leaf Clover
- M16
- Your Great Escape
- Disappear
- On A Day Like Today
- Livin' Just To Die
- Short Flight To Mexico
- Generica
- Can't Take It Back
Skład: Kip Winger - śpiew, gitara basowa, instrumenty klawiszowe, gitary akustyczne; Reb Beach - gitary, chórki; Rod Morgenstein - perkusja; Cenk Eroglu - gitary, instrumenty klawiszowe, efekty; John Roth - gitary, chórki
Produkcja: Kip Winger
Moja pierwsza reakcja na wieść o reaktywacji grupy Winger była dość typowa jak zwykle w takich sytuacjach. Najpierw uczucie radości, że ulubiona formacja powraca, potem równie szybko obawa, czy oby na pewno chłopaki nagrają coś równie dobrego, by ostatecznie czekać na nowy album z myślą "co będzie, to będzie". Solowe wydawnictwa frontmana Kipa Wingera i gitarzysty Reba Beacha jakoś mnie nie przekonały do siebie, a naturalną rzeczą jest doszukiwać się podobieństw do ostatnich nagrań, jakie się słyszało, wszak ścieżka muzycznej kariery większości zespołów przebiega ewolucyjnie. Kip wypowiadał się jeszcze przed wydaniem krążka, że jego zawartość ma się zaczynać tam, gdzie kończył się Pull, ma być podobna nieco do Van Halen i wczesnego Winger, ale też mają się pojawić elementy muzyki progresywnej w stylu Genesis czy King Crimson. Ostatnia część tej wypowiedzi nieco mnie zaskoczyła, bowiem rock progresywny trafia w mój gust bardzo selektywnie, ale cóż, czekałem i się doczekałem.
Płytę nagrano w bardzo elastycznym 5 osobowym składzie, rzecz to osobliwa jak na ten zespół, gdyż w "zamierzchłych czasach" występował on jako kwartet, a nawet trio. Grupę wzmocnił gitarzysta John Roth, znany fanom z uprzednich występów w szeregach Winger, kiedy to po odejściu Paula Taylora wspomagał on muzyków na koncertach. Drugim nabytkiem formacji został turecki klawiszowiec i gitarzysta Cenk Eroglu, wcześniej znany ze swego projektu Xcarnation, w którego de facto nagraniach gościnnie pojawił się Kip Winger. Niezależnie od składu, dla mnie najbardziej istotnym elementem kapeli jest zawsze Reb Beach i jego charakterystyczny styl gitarowego grania, za co właśnie zawsze bardzo ceniłem tego muzyka. Z tym większym zaciekawieniem czekałem na pierwsze dźwięki gitar, jakie w moim mniemaniu utwierdziły by mnie w przekonaniu o klasie tegoż wykonawcy. No i się doczekałem. Po dziwnych dźwiękach, które w zależności od wyobraźni mogą przypominać bądź to dziecięcy śpiew, bądź to syreny alarmowe, bądź to odgłos spadającej bomby, słyszymy gitary. Najpierw akustyczne, bardzo łudząco podobne do tych znanych z Pull, potem i elektryczne, również wydające się dziwnie znajomymi. Right Up Ahead to zdecydowanie wolna kompozycja, brzmiąca zupełnie jak jakiś zaginiony kawałek z sesji do Pull, wygląda na to, że Kip nie puszczał słów na wiatr. Również solówka gitarowa brzmi bardzo przyzwoicie, co jest miłą niespodzianką, gdyż współczesne zespoły mają tendencję do grania solówek skróconych niemiłosiernie, ale na szczęście Winger to Winger. Dalej całkowite zaskoczenie, czegoś takiego po ekipie Kipa się nie spodziewałem. Blue Suede Shoes to bardzo nietypowy kawałek jak na ten zespół. Niby nie jest to hard rock, ale jak się dobrze przysłuchać, to linie wokalne i aranżacje zwrotek oraz refrenów znacznie przypominają najnormalniejszą w świecie hard rockową balladę. Gdyby całkowicie wyeliminować ostrzejsze gitary (które zresztą aż wcale takie ostre nie są), zmienić nieco aranżacje klawiszy, stylistyka kompozycji zbytnio nie różniłaby się np. od takiego Miles Away czy Headed For A Heartbreak. Tak, zdecydowanie "buciki" pełnią tu funkcję ballady. Muszę przyznać, że to jeden z moich ulubionych numerów na krążku. Jeszcze bardziej mnie zaskoczył Four Leaf Cleaver, raz swą jednostajnością, dwa bardzo dziwnym refrenem i swymi chórkami. Na pewno jest to utwór rockowy, z pewnością nie hard rockowy, od rocka progresywnego też się dość istotnie różni. Na uwagę zasługuje wspaniała solówka, która zyskuje jeszcze bardziej, gdy słucha się jej głośno. Powrót do klimatów "pullowych" następuje wraz z M16, piosenką o najlepszym przyjacielu amerykańskiego żołnierza - jego karabinie maszynowym. Od razu nasuwa się skojarzenie z okładką albumu, bardzo zresztą naszpikowaną specyficzną symboliką. Oto żołnierz prowadzony jest przez dwa rodzaje duchów opiekuńczych, czyli anioły i niezawodną "emszesnastkę". Uwielbiam ten kawałek. Your Great Escape nieodparcie kojarzy mi się z solowymi dokonaniami Reba Beacha. To typowy rocker, bardzo dynamiczny utwór, z jednej strony słychać tu echa stylu prezentowanego przez muzyków w piosenkach takich jak Seventeen, ale też z drugiej strony numer stał się bardziej typowy - w sensie "bardziej podobny" do tych granych przez inne zespoły. Chłopaki udowodnili, że nadal potrafią dać czadu. Pozycja 6 w secie to mój absolutny faworyt na tym wydawnictwie. Disappear brzmi jakby był wyjęty z Pull i bez problemu dorównuje najlepszym kompozycjom z tego znakomitego CD. Co tu dużo pisać, tego trzeba posłuchać. Te aranżacje gitar, te refreny, te połamane rytmy, intrygujący wstęp, to wszystko składa się na niepowtarzalność tegoż kawałka. Zazwyczaj przy odsłuchiwaniu albumu tę pozycję zapuszczam kilka razy z rzędu... Wysoki poziom trzyma też bardziej typowa jak na balladę On A Day Like Today. Ta kunsztowna kompozycja idealnie nadaje się do emisji radiowej i w mojej opinii jest to jeden z najlepszych utworów, jakie skomponowano po 2000 roku. Na uwagę zasługuje sposób, w jaki Kip śpiewa tu zwrotki i refreny, jego głos wspaniale wpasował się w potrzeby piosenki. Fakt, Kip już wcześniej miewał podobne pomysły na swych solowych wydawnictwach, ale, powiem nieskromnie, teraz zaśpiewał jeszcze o 2 poziomy wyżej, jeśli chodzi o melodykę i czystość partii wokalnych. Living Just To Die brzmi dziwnie znajomo, gdzieś już słyszałem podobne dźwięki, głowy nie dam sobie uciąć, ale chyba na Dysfunctional lub innej płycie Dokken. Jest to jeden z utworów całkiem przyzwoitych (zwłaszcza te typowo wingerowskie refreny), nie powala przy pierwszym przesłuchaniu, za to wiele zyskuje przy każdym kolejnym. Szczerze mówiąc właśnie takich refrenów spodziewaliśmy się czekając tyle lat na wydanie tego krążka. Winger zadbał o różnorodność kompozycyjną płyty, co potwierdza Short Flight To Mexico. Mamy tu ciekawą mieszankę riffów wesołych i ponurych, ale też po raz kolejny nie sposób nie doszukać się podobieństw do dokkenowskiego Dysfunctional, ba, pewien fragment utworu brzmi jak zapożyczenie z Rust In Peace thrashowej formacji Megadeth. Wielu osobom ten kawałek podoba się najbardziej z całego zestawu, ja się wyłamuję, wolę utwory wcześniejsze. Generica to jedna z tych pozycji, które się pomija, moim zdaniem kompletne nieporozumienie. "Czwóreczka" z pewnością mogłaby się obyć bez tego numeru, w którym zabrakło jakiegokolwiek pomysłu, czegoś, co by przyciągało uwagę słuchacza. Naprawdę nie rozumiem, po co to tutaj i chyba już nigdy nie zrozumiem. Dobrze, że na końcu pojawia się jeszcze kawałek o tytule Can't Take It Back. Bardzo spokojny numer z dobrymi zwrotkami i jeszcze lepszymi refrenami, do tego grupa przemyciła tu kilka ciekawych riffów.
Po wielokrotnym odsłuchaniu ostatniego dzieła Wingera z przyjemnością stwierdzam, że to wspaniała płyta. Myślałem, że będzie znacznie, znacznie gorzej, a zostałem pozytywnie zaskoczony. Zespół nagrał 4 naprawdę znakomite płyty, każda z nich była inna, co mnie bardzo cieszy, bo słychać że potencjał twórczy ekipy Kipa daleki jest od wyczerpania. Ciężko jest prognozować co do tego, jaki materiał zaprezentują nam muzycy na następnym wydawnictwie, ale jeśli będzie tak dobry jak ten z recenzowanego, z pewnością z uśmiechem na twarzy i radością w sercu powitam go w mojej kolekcji. Dla fanów Wingera rzecz bezsprzecznie obowiązkowa, dla innych bardzo wskazana.
Oficjalna strona zespołu: www.wingertheband.com