Cornerstone - Two Tales Of One Tomorrow

Cornerstone - Two Tales Of One Tomorrow

Wydawca: Massacre Records / Fono Records
Rok wydania: 2007

  1. Misery
  2. One Mans Hell
  3. Mother Of Mercy
  4. Two Tales Of One Tomorrow
  5. Prey
  6. Blinded
  7. Starlight And Mystery
  8. The Dance
  9. Wicked
  10. We Are The Dead

Skład: Dougie White - śpiew; Kasper Damgaard - gitary; Steen Mogensen- gitara basowa, instrumenty klawiszowe; Allan Sørensen - perkusja; Rune Brink - instrumenty klawiszowe

Produkcja: Steen Mogensen

Nie da się ukryć, że od kilku lat jestem wielkim fanem Cornerstone, grupy która z interesującego projektu wyewoluowała w równie interesujący regularny zespół. Choć debiutancki krążek Arrival (2003 r.) nie powalił mnie na kolana, to wszystkie kolejne wydawnictwa tej kapeli konsekwentnie dbały o moje dobre samopoczucie. Udany alians Mogensen / White wraz z doborową obsadą muzyków wypracował sobie własny styl i niewątpliwie jest jedną z najciekawszych pozycji na hard rockowej scenie XXI wieku. Wydanie Two Tales Of One Tomorrow, czwartej studyjnej pozycji w dyskografii CS, było wydarzeniem, na które czekałem z niecierpliwością i finalnie się nie zawiodłem. Cornerstone zyskało sobie u mnie miano kolejnej grupy, której płyty można kupować w ciemno.

Na wstępie mamy coś w rodzaju akustycznego intro, ni to muzyka poważna, ni to flamenco. Dalej Misery rozwija się w typowy dla Cornerstone utwór, jaki mógłby się spokojnie znaleźć na Once Upon Our Yesterdays. Odetchnąłem z ulgą, chłopaki nie uraczyli nas typową modern rockową papką modną ostatnio, ani też nie poszli na łatwiznę jak większość współczesnych kapel. Jak widać, mają coś do powiedzenia. Styl zespołu to bardzo zgrabne połączenie hard rocka lat '70, '80 z bardzo delikatną domieszką dźwięków współcześniejszych (ale to naprawdę bardzo delikatna domieszka). Głos wokalisty może przypominać nieco Ronniego Jamesa Dio, choć moim zdaniem Dougie to po prostu Dougie, dorobił się już własnej maniery wokalnej. Dodam jeszcze, że produkcja krążka stoi tradycyjnie na wysokim poziomie, kolejny punkt na plus w zalewie dzisiejszej produkcyjnej tandety. W One Mans Hell muzycy niestety nieco spuszczają z tonu, kompozycja wydaje się dość przeciętna (ratuje ją tylko przyzwoita solówka), powiedzmy, że mamy oto pierwszy zapychacz na płycie. Słuchać się tego oczywiście da, tylko po co zmuszać się do tego, skoro w secie mamy dużo ciekawsze utwory. Znacznie lepszy skromnie rzecz ujmując jest kolejny Mother Of Mercy, interesująca mieszanka brzmień a'la hard rock lat ''70 i ballady, prawdziwa piosenka z duszą. Zaleca się głośne słuchanie tego kawałka. Muszę przyznać, że to właśnie dzięki Cornerstone patrzę na muzykę z lat '70 coraz bardziej przychylnym okiem. No i mamy kawałek dynamit - Two Tales Of One Tomorrow, nic dziwnego, że to od niego wziął tytuł cały album. Najpierw mamy na otwarciu intrygujące dźwięki orientalno-arabskie, które będą się jeszcze przewijały w trakcie numeru, potem zaś gitary grające w sposób, jak się wydaje, bardzo luzacki. Muzykom udało się stworzyć rewelacyjny utwór, który nadaje się i na kompaktowe wydawnictwo i na klubowe koncerty. Za solówką mamy do tego niesamowity fragment perkusyjny, prawdziwy smaczek, podobnie jak i zamykająca kompozycję orkiestracja, ale fani kapeli zdążyli się już do tego przyzwyczaić, że zespół częstuje nas takimi smakołykami. Robi się zdecydowanie ciężej, wolniej i bardziej smutno. Pray uzyskuje bardzo specyficzny klimat poprzez wykorzystanie ciężkich gitar i zwolnienie tempa, niemałą rolę odgrywa tu też gitara basowa. Do mnie najlepiej przemawia środek kawałka, bowiem komuś, kto nie zna wokalu Dougiego White'a, można go zaserwować jako typowe wokalizy tego śpiewaka. Ten styl Dougie wypracował sobie gdzieś w czasach wydania Stranger In Us All, skądinąd znakomitej płyty równie fenomenalnej grupy Rainbow. Może nie każdy lubi taki "wilkołaczy" typ śpiewania, ale mnie to akurat odpowiada. Kolejna ballada na krążku, Blinded, tym razem bardziej standardowa. Podobnie jak w przypadku poprzedniej kompozycji i tym razem bardziej podoba mi się środek. Jest to dowód na to, że takich wydawnictw nie można słuchać "po łebkach", bo wiele smaczków można w ten sposób stracić. Piosenkę polecam szczególnie amatorom bluesa, gdyż bluesowej nuty tutaj nie brakuje, co słychać szczególnie w solówkach. Cornerstone nie przestaje zaskakiwać. Ciekawe dźwięki na starcie Starlight And Mystery już idealnie oddają tytuł utworu. Dalej pojawiają się arpeggia rodem jak z Malmsteena, tyle tylko że odegrane są na klawiszach, a nie na gitarze. W ogóle odczuwa się, że cały nastrój kawałka budują właśnie instrumenty klawiszowe i głos wokalisty, reszta instrumentów stanowi jakby tło dla tych pierwszych. Niesamowita kapela, każdy muzyk znajdzie tutaj kilka chwil, by zaprezentować swoje umiejętności aranżacyjne. To nie jest zespół jednego wirtuoza. The Dance to bardziej typowy numer Cornera, można się tu doszukać wielu zapożyczeń z poprzednich płyt. Wypieków na policzkach nie dostaniemy, ale też nie uciekniemy od naszego ulubionego odtwarzacza kompaktów. Takie kompozycje traktuję jako chwilę wytchnienia i refleksji nad pozostałym materiałem z krążka. Mało interesujący wydaje się wstęp do Wicked, na szczęście dalej to już całkiem przyzwoity utwór. Są tu takie fragmenty, które budują ciekawą ścianę dźwięku, jeden z idealnych momentów w muzyce, by zademonstrować komuś potęgę lampowych wzmacniaczy. Na sam koniec grupa zapodała najdziwniejszy chyba utwór na płycie - We Are The Dead. Piosenka wydaje się strasznie rozwlekła, choć gdzieniegdzie pojawiają się dość ciekawe aranżacje gitar (nieco jakby z innego gatunku muzycznego). Klimat numeru jest ogólnie "przybity", do tego potęgują go jeszcze te dziwne chórki, kompozycja w sam raz nadałaby się jako soundtrack do jakiegoś horroru czy thrillera.

Co tu dużo mówić, mnie jako fanowi zespołu ciężko jest zachować obiektywizm w ocenie tego wydawnictwa. Przy pierwszym przesłuchaniu wydawało mi się ono gorsze od poprzednich krążków, ale na szczęście tylko przy pierwszym. Przy każdym kolejnym wyraźnie słyszę, że to bardzo dobra płyta, a już z pewnością jedna z najbardziej godnych uwagi, jakie wyszły po 2000 roku. Jeśli zobaczycie ją w jakimś sklepie muzycznym, nie przechodźcie obok niej obojętnie. Gorąco polecam.

Oficjalna strona zespołu: www.cornerstonemusic.dk