
Winger - In The Heart Of The Young
Wydawca: Atlantic Records
Rok wydania: 1990
- Can't Get Enuff
- Loosen Up
- Miles Away
- Easy Come, Easy Go
- Rainbow In The Rose
- In The Day We'll Never See
- Under One Condition
- Little Dirty Blonde
- Baptized By Fire
- You Are The Saint, I Am The Sinner
- In the Heart Of The Young
Skład: Kip Winger - śpiew, gitara basowa, instrumenty klawiszowe; Reb Beach - gitary; Rod Morgenstein - perkusja; Paul Taylor - gitary, instrumenty klawiszowe
Produkcja: Beau Hill
Po 6 miesiącach przygotowań amerykańska grupa Winger nagrała w 1990 r. swój drugi krążek. Produkcją płyty zajął się ponownie Beau Hill, więc chyba nikogo nie dziwił fakt, że album powtórzył wszystkie sukcesy swego poprzednika. Krążek pokrył się złotem już w ciągu kilku tygodni i dość szybko uzyskał tytuł platynowej płyty.
Na otwarciu wita nas kawałek Can't Get Enuff. Mamy w nim efektownie pulsującą partię gitary basowej, na której tle słyszymy później riff bazujący na ostro brzmiącej gitarze. Jest to właściwie klasa sama w sobie, bo w gąszczu podobnie do siebie grających zespołów ekipa Kipa zawsze potrafiła wybić się ponad przeciętność. Zresztą to właśnie za tę oryginalność zawsze ceniłem sobie tę grupę, za to, że poszczególne utwory różnią się od siebie i ... za doskonałe solówki Reba Beacha. W Loosen Up pojawia się kolejna cecha charakterystyczna dla tej formacji, mianowicie ponadprzeciętnie jak na tę muzykę zakręcony riff, którego linia melodyczna zawiera się w więcej niż jednym takcie. Tematyka piosenki jest zgodnie z tytułem jak najbardziej luźna - bardzo dobry numer na jakąś imprezę. Klimat Miles Away zmienia się diametralnie w stosunku do swoich poprzedniczek. Ta promowana teledyskiem piosenka utrzymana została w konwencji romantycznej ballady i zgodnie z ówczesnymi standardami ballad "dopieszczona" została dość sowicie partiami instrumentów klawiszowych. Kiedy słucha się refrenu, od razu wiadomo, dlaczego stała się hitem. Zresztą dopomógł jej w tym dość specyficzny przypadek - amerykańscy żołnierze walczyli wtedy na Bliskim Wschodzie biorąc udział w operacji "Pustynna Burza (Desert Storm)". Piosenką zachwycały się przede wszystkim kobiety, których mężczyźni przebywali daleko od rodzinnych domów i byli zajęci działaniami wojennymi... Easy Come Easy Go swą struktura przypomina pierwszy utwór z płyty, ale jest nieco szybszy i okraszony został jeszcze pewnymi wstawkami mogącymi kojarzyć się z muzyką rozrywkową. Główną zaletą tej kompozycji jest moim zdaniem brzmienie gitar i przyzwoita solówka. Ale też jest to kawałek, który troszkę przypomina mi niektóre zagrywki Warranta z płyty Cherry Pie (wydanej de facto w tym samym roku). Zespół wybrał najwyraźniej konwencję przeplatania żwawszych kompozycji bardziej spokojnymi, oto bowiem nadchodzi Rainbow In The Rose. Ta piosenka brzmi jak mieszanka AOR i muzyki pop, jest też zarazem chyba najbardziej progresywna z całego albumu - można się w niej doszukać podobieństw do grup takich jak Queensrÿche czy Dream Theater z czasów ich największej chwały. Zaraz po niej umieszczono mój ulubiony kawałek z tego krążka - In The Day We'll Never See. Sam do końca nie wiem, co mnie tak do tego utworu ciągnie. Może to te momentami tajemniczo brzmiące linie gitar, może te intrygujące dźwięki, może z pasją brzmiący głos Kipa... Niewątpliwie jednak jest tu bardzo dobra solówka, moim zdaniem jedna z najlepszych, jakie Reb Beach kiedykolwiek zagrał. Uwagę zwracają też galopady perkusisty odegrane na centralkach - nie powstydziliby się ich perkusiści death metalowi czy power metalowi. Under One Condition to ponowny powrót do wolniejszych klimatów. Słychać tu solidną podbudowę na gruncie AOR, a siła tego utworu tkwi chyba w idealnie wyważonych proporcjach pomiędzy poszczególnymi instrumentami. Do tego dochodzi jeszcze quasi bluesowa solówka, której nie powstydziłby się Gary Moore... Znów szybciej będzie w Little Dirty Blonde. Muszę przyznać, że ten patent z mieszaniem kompozycji wolniejszych z szybszymi doskonale się sprawdza. Dzięki temu płyta nie nuży. Akurat ten kawałek podobnie do Loosen Up świetnie nadaje się na jakąś imprezę, a mnie urzekają tu szczególnie zakręcone partie gitar. Wstęp do Baptized By Fire to prawdziwe mistrzostwo świata. Jest to zagrana techniką tappingu miniaturka - brzmi niebanalnie, odegrana została czyściutko, po prostu cudo. Szkoda, że tej klasy muzycy nie utrzymali w dalszej części utworu. Zwrotki są niezbyt ciekawe, ale za to refren mamy tu całkiem przebojowy. Za to następujące po nim You're The Saint, I Am The Sinner to już kompozycja co najmniej o dwie klasy wyższa. Stylistyka riffów przywodzi na myśl klimaty znane z wydanego 3 lata później albumu Pull, jest to zatem niejako zapowiedź przyszłego stylu gry. Na samym końcu znalazła się piosenka tytułowa, In The Heart Of The Young. Muzycy najwidoczniej zapragnęli osiągnąć w niej efekt przestrzenności brzmienia i efekt ten w istocie rzeczy osiągnęli, zwłaszcza w zwrotkach. Mnie za to najbardziej urzeka tu refren, gdyż zaśpiewany i odegrany jest z pasją...
Słychać, że Winger włożył w nagranie tego krążka dużo pracy, że przyłożył wręcz niebywałą wagę do brzmienia i aranżacji. Z jednej strony zachowano przebojowość debiutanckiego albumu, z drugiej zaś strony wzbogacono płytę o elementy progresywne. Jest to płyta bardzo dojrzała i zdecydowanie jedna z najlepszych, jakie nagrano na przełomie lat '80 i '90 ubiegłego wieku. Polecam ją wszystkim, którzy nie tylko lubią muzyki słuchać, ale także tym, którzy lubią się w nią wsłuchiwać.
Oficjalna strona zespołu: www.wingertheband.com