Wildstreet - Wildstreet

Wildstreet - Wildstreet

Wydawca: Retrospect Records
Rok wydania: 2009

  1. Wanna Get It On
  2. Hard On You
  3. For So Long
  4. Soldier Of Love
  5. Midnight Gypsy
  6. Open Up Your Eyes
  7. The Fist Of Fury
  8. All The Young Dudes
  9. Soldier Of Love (Acoustic)

Skład: Eric Jayk - śpiew, gitara prowadząca, instrumenty klawiszowe; Keith Robert - gitara prowadząca, chórki; Jimmie Marlowe - gitara rytmiczna, chórki; Ali Hassan - gitara basowa, chórki; Brian Beck - perkusja
Gościnnie: Watt White - grupowy śpiew; Kyle Kelso - grupowy śpiew, instrumenty klawiszowe; Jared Lamenzo - instrumenty klawiszowe

Produkcja: Mike Shimshack, Kyle Kelso i Eric Jayk

Po latach niebytu na scenę powraca hair metal. Nowe zespoły poruszające się w stylistyce melodyjnego hard rocka powstają jak grzyby po deszczu. Jedni zmierzają w kierunku AOR-u, inni wplatają elementy glamu, jeszcze inni koncentrują się na sleazie. Kiedy w moje ręce wpadł debiutancki krążek nowojorskiej grupy Wildstreet, pomyślałem sobie, że może to jakaś reedycja, albo kompaktowe wydanie czegoś, co wcześniej wyszło tylko na winylu, lub też jakieś wygrzebane, nie wydane wcześniej demo - wszak płytę wypuściła wytwórnia Retrospect Records. A jednak, Wildstreet to zupełnie nowa kapela, nie sięgająca korzeniami pamiętnych lat '80.

Zespół powstał w 2006 r. z inicjatywy frontmana Erica Jayka i gitarzysty Jimmiego Marlowe'a, do których wkrótce dołączyła reszta muzyków i w tym samym składzie dotrwali do dnia dzisiejszego. Grupa sporo koncertuje po Stanach zdobywając nowych fanów, dostała się nawet do obsady prestiżowego amerykańskiego festiwalu Rocklahoma. Co zjednuje chłopakom sympatię publiczności? Poza spektakularnymi występami przede wszystkim stylistyka gry obrana przez formację. To niesamowite, ale chłopakom udało się samodzielnie uzyskać brzmienie, jakie niegdyś dla Def Leppard stworzył Mutt Lange, stąd i grupę okrzyknięto kolejnym udanym klonem Leppardów. Kolejnym po Loud Lion, jeśli wspomnieć nowsze, czy BB Steal cofając się w latach. Godne uwagi jest to, że muzycy nie kopiują żadnej konkretnej piosenki z repertuaru Leppardów, po prostu na bazie ich stylu próbują opierać własny. Tak więc pierwszy w zestawie utwór Wanna Get It On od razu kojarzy się ze stadionowym rockiem, w tym wypadku nie tylko z Def Leppard (te charakterystyczne chórki i maniera wokalna Jayka), ale i np. z KISS, zwłaszcza z lat osiemdziesiątych (sposób gry perkusji, refreny zachęcające publikę do skandowania razem z zespołem). Brzmienie poszczególnych instrumentów bardzo zbliżone do czasów legendarnej Pyromanii, więc swoich inspiracji muzycy wcale nie starają się ukrywać. To straszne, ale to samo można powiedzieć o Hard On You ;). Tempo średnie, nieco marszowe, co wprawia słuchacza w łapanie odpowiedniego rytmu. Dobry kawałek do wykonywania jakichś cyklicznie powtarzających się czynności; nie pozwoli zasnąć np. przy taśmie produkcyjnej. For So Long jest specyficznie leppardowo-radiową balladą i gdyby ktoś zechciał to puścić w radiu, to zapewne mielibyśmy murowany hit. Te dwadzieścia kilka lat temu pewnie byłby to singiel napędzający sprzedaż albumu na miliony, lecz w związku z konspiracyjną niemal solidarnością hair metalowej ciszy w mediach mało kto w dzisiejszych czasach o piosence usłyszy. Moim osobistym faworytem na wydawnictwie jest utwór Soldier Of Love. Niby nieco AOR-owy w swej wymowie, co w tegorocznej nawale takiej stylistyki mogłoby być wadą, za to tworzy ciepłe, przestrzenne brzmienie. W głosie wokalisty zanikają gdzieś podobieństwa do maniery śpiewu Joe Elliotta, co na tle całego krążka czyni kompozycję najbardziej oryginalną. W instrumentalnym Midnight Gypsy wrażenie robią partie gitar, zarówno same melodie, jak i gustownie dobrane pogłosy. Muzyka wprawdzie prosta, ale bardzo miła dla ucha. Co do wspomnianych melodii, to nie wiem czemu, ale przywodzą mi na myśl zapomniany nieco stary szlagier Bon Jovi, Shot Through The Heart. Powrót w klimaty leppardowskie mamy w Open Up Your Eyes. Kompozycja łagodna, w zasadzie można ją zaklasyfikować jako typową dla Def Leppard pościelówkę. Balladowy charakter piosenki psują niezbyt przemyślane wstawki chóralne (aka "gang vocals"), które tutaj pasują jak ogórek kiszony do mleka. Dynamiczny początek z podbitym tempem i wolne zwrotki to patent na utwór The Fist Of Fury, dodam, że patent udany. Numer wyróżnia się pozytywnie z setu, od razu wpada w ucho i zachęca do kilkukrotnego z rzędu przesłuchania. Do tego dochodzi udana solówka, wprawdzie bez jakichś karkołomnych wyczynów, za to idealnie pasująca do potrzeb ścieżki. Interesujący początek uzbrojony w słodką melodię, a potem ograne tysiące razy pomysły mamy w All The Young Dudes. Niby fajny numer, ale nie trafiają do mnie kompletnie te przeciągane chórki, których jakimś archaicznym prekursorem byli chyba The Beatles. Tym razem prostota kompozycji działa raczej na niekorzyść piosenki, choć znając życie pewnie typowy słuchacz się tym zachwyci. Ostatnia pozycja w zestawie jest akustyczna wersja Soldier Of Love, tak dalece różniąca się od elektrycznego pierwowzoru, że mogłaby uchodzić za zupełnie odrębny utwór. Wiadomo, słowa zostały te same, melodie niby też, ale inaczej rozmieszczone akcenty i odmiennie brzmiący głos wokalisty zrobiły swoje. W sumie dobrze, jaki miałoby sens nagrywanie tego samego kawałka dwa razy, gdyby oba wydania niewiele się różniły?

Raptem dziewięć kompozycji, dziwnie mało jak na dzisiejsze czasy, za to brak wypełniaczy, co jest niewątpliwą zaletą wydawnictwa. Po album niech śmiało sięgają fani hair metalu, zwłaszcza jak uwielbiają Def Leppard, Boulevard i wczesne Bon Jovi. Ta płyta to nowość, a brzmi jak klasyk z lat osiemdziesiątych. Gdyby wyszła powiedzmy w 1987 r., mogłaby zamieszać na ówczesnej scenie. Jedna z perełek roku 2009.

Oficjalna strona zespołu: www.wildstreetmusic.com