Vinnie Moore - To The Core

Vinnie Moore - To The Core

Wydawca: Mascot Records / R.E.D. Distribution
Rok wydania: 2009

  1. Fly
  2. Panic Attack
  3. Off The Hook
  4. Transcendence
  5. Soul Caravan
  6. Jigsaw
  7. Remorse
  8. Tailspin
  9. Over My Head
  10. Into The Open Highway
  11. Into The Sunset

Skład: Vinnie Moore - gitary; Van Romaine - perkusja; John JD Deservio - gitara basowa; Tim Lehner - instrumenty klawiszowe

Produkcja: Vinnie Moore

Długo kazał fanom czekać na swój kolejny studyjny krążek Vinnie Moore, bo prawie 8 lat. To The Core było jedną z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie płyt roku 2009 i naturalną koleją rzeczy spodziewałem się jakiejś kontynuacji Defying Gravity. Niby jakoś do tego wydawnictwa nowy zestaw kompozycji od Vinniego nawiązuje, ale czuć wyraźny nawrót stylistyczny do twórczości Moore'a z połowy lat '90. Przy pierwszym podejściu do albumu poczułem się trochę rozczarowany, na szczęście po kilku przesłuchaniach doszedłem do wniosku, że płyta wcale nie ustępuje swoim poprzedniczkom.

Od czasu swego ostatniego solowego wynurzenia sporo się u Vinmana działo. Przede wszystkim dorobił się własnego modelu gitary, jaki przygotowała dla niego firma Dean Guitars, gdzie znalazł się też specjalnie zaprojektowany "pod niego" przetwornik typu humbucker o znamiennej nazwie The Shreadhead. Co ciekawe, kiedyś Vinnie zarzekał się, że nie potrzebuje żadnej gitary sygnowanej swoim nazwiskiem, skoro używane wówczas przez niego seryjne modele Music Mana miały ponoć spełniać wszystkie jego oczekiwania... Ale to w sumie nieistotne, większy wpływ na ewolucję stylu gry Moore'a miała w ostatnich latach jego bytność w szeregach UFO, brytyjskiej legendy hard rocka. Z zespołem tym Vinnie zarejestrował jak dotąd trzy albumy studyjne i jeden koncertowy, przy okazji jeszcze bardziej dając się wciągnąć w muzykę fusion i bluesa. Gdybym miał porównać To The Core do któregoś z wcześniejszych krążków Vinmana, to najbliżej byłoby mu chyba do Out Of Nowhere, zmiksowanego z The Monkey Puzzle "Ufoludków". Tak czy inaczej, po dawnym neoklasycznym stylu, do którego jeszcze gdzieniegdzie gitarzysta próbował powracać np. na The Maze, prawie nic nie zostało. Fly, pierwszy w zestawie utwór bardzo mi się podoba, gdyż przypomina mi eksperymenty Satrianiego. Niby klimat kompozycji obu wirtuozów wydaje się być dość podobny, ale wprawieni słuchacze z pewnością rozpoznają, który wirtuoz gra w danym momencie. Poza tym Vinnie dużo więcej improwizuje. Bardziej typowym dla Moore'a numerem jest pozycja druga, czyli Panic Attack - mogłaby z powodzeniem znaleźć się na którejś z poprzednich solowych płyt gitarzysty. Mamy tu kompozycję utrzymanym w tempie średnio wolnym w podkładach i głównych partiach gitar, co nie znaczy, że wioślarz tu i ówdzie nie poszaleje bardziej. Przyspieszenia mamy choćby w solówkach, lecz nie zabrakło kilku innych smaczków. Jest np. cała masa perfekcyjnych podciągnięć strun, co od pewnego czasu stało się jednym z elementów rozpoznawczych Vinmana. Z Off The Hook powinni być zadowoleni fani hard rocka i bluesa, gdyż gitarzysta prezentuje tu całkiem ciekawą ich mieszankę plus co nieco z fusion (chwilami w solówkach przypomina mi styl gry Bluesa Saraceno. Słychać przy tym, że wioślarz pochodzi z USA. Intryguje Transcendence, kompozycja pełna różnych motywów bliskowschodnich, dość ostro brzmiąca jak na Vinniego. Owszem, na Meltdown muzyk też grał ostro, ale pozostałe płyty były raczej łagodniejsze. Ten kawałek przekonało mnie od razu, stąd też pozostaje jednym z moich ulubionych utworów z krążka. Bluesująco-funkujące, nawet z licznymi elementami jazzu, spokojne Soul Caravan nie jest pozycją, po którą sięgałbym codziennie, lecz w uszy nie kłuje. Myślę, że Vinnie po prostu chciał pokazać swoją wszechstronność jako muzyk i udowodnić, że daje radę nie tylko w stylistyce rockowej. Podciągnięcia strun, wibrata, pauzowanie dźwięku po jego wydobyciu, to wszystko to znak firmowy w kolejnym Jigsaw. Dużo artykulacyjnej wirtuozerii, niemniej jednak ścieżka jakoś mnie do siebie nie przekonuje. Może dlatego, że bliźniaczych zagrywek słyszałem już tysiące, nawet w twórczości samego Vinniego. Remorse znów mógłby zagrać Satriani i tym razem akurat podobieństwa w stylu są na tyle spore, że miałbym trudności z rozróżnieniem obu gitarzystów. Kawałek spokojny, niemal ilustracyjny, dobry na rozluźnienie, nie wymagający jakiejś szczególnej koncentracji. Jako całość nie trafia do mnie Tailspin, choć pewne momenty są niczego sobie. Przede wszystkim jak na mój gust to za dużo tutaj improwizacji, przez co utwór wydaje się być tworem bez ładu i składu, bez jakiejś przewodniej koncepcji. Odnoszę wrażenie, że Vinnie miał po prostu kilka pomysłów, z którymi nie wiedział co zrobić i wrzucił wszystkie do jednego worka. Jeszcze jedna pozycja na rozluźnienie, czyli Over My Head. Spokojny, balladowy blues, odegrany na delikatnym przesterze i znów przypominają mi się czasy Out Of Nowhere. Gdyby ten kawałek znalazł się na owej płycie, ujmy wydawnictwu by nie przyniósł. Cieszy ucho kolejny w secie Into The Open Highway, który wbrew tytułowi niekoniecznie musi kojarzyć się z szaleńczą jazdą po autostradzie. Wyklucza to średnie tempo numeru, a jedyne skojarzenia nawiązujące do jazdy to wplecione odgłosy pracy silnika. Kompozycja bardzo udana, wyrównana, chociaż kilka momentów można by w niej wyróżnić. Jednym z nich jest np. riff z podkładów w końcówce utworu, niezbyt wyszukany, ale wciąż w moim guście. Na samym końcu Moore serwuje kawałek ilustracyjny, również silnie osadzony w bluesie. Into The Sunset jest zasadniczo wolny, tylko miejscami przyspieszający. Doskonale nadałby się jako podkład muzyczny pod jakiś film, gdzie jeden z bohaterów wyszedłby przed dom, by obejrzeć zachód słońca, lub przez szybę wpatrywał się w dal.

Album podoba mi się, mimo iż nie jest jakoś szczególnie odkrywczy. Znający dyskografię Vinniego Moore'a w zasadzie nie znajdą tu niczego, czego by nie znali z wcześniejszych krążków, a zwłaszcza z Out Of Nowhere, za to znajdą wysoką jakość, jakiej od wirtuoza oczekują. Poza kolejnym zestawem udanych kompozycji Vinnie dostarczył coś jeszcze - rewelacyjną produkcję. Na Defying Gravity perkusja i bas były nieco mętne, tutaj wszelkie mankamenty tego typu zostały całkowicie wyeliminowane. Fanom instrumentalnej muzyki gitarowej płytę oczywiście polecam.

Oficjalna strona artysty: www.vinniemoore.com