Wicked Sensation - Exceptional

Wicked Sensation - Exceptional

Wydawca: MTM Music / SPV
Rok wydania: 2004

  1. Intro
  2. Shining Light
  3. Back To My Bed
  4. We Arise
  5. Your Beat Inside My Heart
  6. The One You Love Ain't Me
  7. Exceptional
  8. Kiss It Away
  9. Dying With The Wind
  10. Time Will Pass Me By
  11. My Own Misery
  12. Rain On Me

Skład: Fernando Garcia - śpiew; Björn Gref - perkusja; Martin Mannhardt - gitara basowa; Michael Klein - gitary; Bernd Spitzner - instrumenty klawiszowe; Sang Vong - gitary

Produkcja: Michael Klein i Wicked Sensation

Niewiele ukazuje się w ostatnich latach płyt, na które warto wydać pieniądze. Na szczęście od czasu do czasu na rynek muzyczny trafia perełka pokroju Exceptional, ostatnie jak dotąd dzieło formacji Wicked Sensation. Skład grupy wzmocnił wokalista Fernando "El Toro" Garcia wcześniej udzielający się w Victory, obecnie zaś znajdujący się w szeregach szwajcarskiego zespołu Godiva. Wyszła z tego wybuchowa mieszanka doskonałych kompozycji, jakie teraz najczęściej goszczą w moich głośnikach.

Zgodnie z tradycją lat '80 album otwiera zgrabne Intro zakończone grzmotem i jest to zarazem idealny wstęp do ostrego i dynamicznego Shining Light. Z głośników leją się kaskady gitarowych dźwięków, sztucznych flażoletów, sekcja rytmiczna prze do przodu godnie towarzysząc gitarom. Całość dopełnia harmonijnie współbrzmiący z resztą głos Garcii, którego możliwości wokalne w refrenach sięgają chyba zenitu. Genialne aranżacje, ewenement jak na warunki dzisiejszej sceny muzycznej. Spokojniejsze dźwięki mamy w Back To My Bed, choć i tutaj jest ostro, tyle że wolniej. Stylistycznie utwór przypomina mi nieco dokonania takich grup jak Pink Cream 69, Emerald Rain i oczywiście Cornerstone, bowiem wokal Fernando momentami łudząco przypomina głos Doogiego White'a. Kolejna wyśmienita kompozycja. Na szczęście WS nie spuszcza z tonu i We Arise dużo swym poprzedniczkom nie ustępuje, chociaż nie jest już tak przebojowe, również tutaj mamy rewelacyjną solówkę (o poprzednich solówkach nie wspomniałem chyba przez roztargnienie, trudno jest równocześnie pisać recenzję i delektować się muzyką generowaną przez odtwarzacz CD). Pianistyczny wstęp do Your Beat Inside My Head mógłby być zalążkiem wspaniałej ballady, ale tutaj pełni rolę intro do ostrzejszej kompozycji, która przypomina mi nieco dokonania Yngwie Malmsteena z czasów płyty Magnum Opus, czy też niektóre zagrywki z albumu Kaleidoscope Rolanda Grapowa. Podobnie brzmią gitary, podobnie też wypadają aranżacje wokalne i w obu wypadkach uważam to za zaletę tego kawałka. The One You Love Ain't Me to kolejny mocny utwór, nawiązujący bardziej do dokonań hard rockowych z lat '90 niż do tych z wcześniejszej dekady, choć i starszych inspiracji również nie zabrakło. Tytułowe Exceptional zaczyna się ilustracyjnie, dalej już słyszymy niemal kwintesencję grania z lat osiemdziesiątych. Poprawnie zagrane i budujące napięcie zwrotki, ciekawe aranżacje gitar oraz wspaniały refren i zabójcza solówka. Słabszą pozycją na płycie jest Kiss It Away. Oczywiście da się tego słuchać, numer jest zagrany jak najbardziej poprawnie (bardzo dobra solówka), niemniej jednak w porównaniu ze swymi poprzednikami wypada raczej blado. Można go potraktować jako zapychacz, chociaż na koncertach najprawdopodobniej prezentuje się znacznie lepiej. Przyszła pora na balladę - Dying With The Wind. Bardzo dobra kompozycja jak na tę stylistykę, aczkolwiek na kolana raczej nie powali. W zasadzie jest to bardzo dobry utwór, po prostu słyszałem dużo lepsze... Time Will Pass Me By to powrót do stylistyki, w której zespół czuje się chyba najlepiej. Ponownie nasuwają się skojarzenia ze wspomnianymi wydawnictwami Malmsteena i Grapowa, zwłaszcza z tymi wolniejszymi. My Own Misery kierowane jest zapewne do fanów power metalu. Gitary chodzą całkiem przyzwoicie, ale charakterystyczne galopady perkusji, które niegdyś mnie irytowały, teraz po prostu mnie usypiają. Na samym końcu setu znalazł się wesoło brzmiący kawałek Rain On Me, również jedna z najlepszych piosenek na płycie, a przy okazji dużo się od reszty różniąca. Bardziej wprawne ucho doszuka się tu zapożyczeń z dzieł Van Halena, ponadto jeden z riffów brzmi niczym brat bliźniak utworu Mirror Mirror z solowej płyty Dona Dokkena.

Jak dla mnie jest to album roku 2004, w dodatku krążek jest tak dobry, że spokojnie obroniłby się, gdyby wyszedł w dowolnym czasie. Niby nic odkrywczego, a z czystym sumieniem można go włączyć do kanonu hard rocka. Pozycja godna uwagi, pełna przebojów i doskonałych aranżacji, wyróżniająca się wśród współczesnych wydawnictw. Takich płyt życzę sobie i Wam jak najwięcej.

Oficjalna strona zespołu: www.wicked-sensation.com