Pretty Maids - Future World

Pretty Maids - Future World

Wydawca: Epic / CBS / Sony
Rok wydania: 1987

  1. Future World
  2. We Came To Rock
  3. Love Games
  4. Yellow Rain
  5. Loud 'N' Proud
  6. Rodeo
  7. Needles In The Dark
  8. Eye Of The Storm
  9. Long Way To Go
  10. Rock Zone [bonus track]
  11. Bring On The Bad News [bonus track]

Skład: Ronnie Atkins - śpiew; Ken Hammer - gitara; Allan Delong - gitara basowa; Phil Moorhead - perkusja; Alan Owen - instrumenty klawiszowe; Morgan Fisher - gościnnie instrumenty klawiszowe; Graham Bonnet - gościnnie chórki

Produkcja: Eddie Kramer

Trzeci album w dyskografii Pretty Maids to najlepsze wydawnictwo tego duńskiego zespołu i zarazem kolejny przykład na to, że najlepsze grupy hard rockowe niekoniecznie muszą pochodzić z USA. Płyta ma bardzo dobre brzmienie, co może być zasługą nowojorskiego studia nagrań, a same utwory są niebagatelne, zapewne dlatego że na ich skomponowanie formacja miała prawie trzy lata. Tak czy inaczej, Future World to płyta po którą warto sięgnąć.

Jak prezentuje się zawartość krążka? Otóż jest to przedni hard rock / hair metal, okraszony dodatkowo heavy metalowymi wstawkami. Płytę rozpoczyna tytułowe Future World z futurystycznym intro przechodzącym w dynamiczną metalową kompozycję. Podstawą jest tu ostry i szybki riff, powala na kolana bombowa aranżacja instrumentów klawiszowych. W tej samej lub w podobnej stylistyce będzie utrzymanych jeszcze kilka utworów, mianowicie Yellow Rain (choć początek piosenki jest balladowy), częściowo Loud 'N' Proud, Needles In The Dark (prawie power metal). Wokalista śpiewa tam głównie głosem gardłowym, trochę w stylu zespołów takich jak Icon, Axxis, Malice i Accept. Muzycznie najwięcej podobieństw można doszukać się do niemieckiego Bonfire z czasów płyt Don't Touch The Light i Fireworks z przewagą tej pierwszej. Z całego setu "Ślicznych Panienek" bardziej odpowiadają mi jednak utwory stylistycznie osadzone w hard rocku lat '80. We Came To Rock bliższe jest wczesnym dokonaniom Mötley Crüe, Europe czy W.A.S.P., chociaż wokalnie bardziej przypomina to mieszankę Udo Dirkschneidera i Ronniego Jamesa Dio. Jest przede wszystkim ostro, ale wolno, nieco monumentalnie, nawet marszowo. Love Games to niemalże kalka brzmień z Van Halena z połowy lat '80, Yngwie Malmsteena z czasów płyty Trilogy, Europe z nieśmiertelnego The Final Countdown, Journey, Thin Lizzy i Rainbow z czasów, gdy wokalnie udzielał się tam Joe Lynn Turner (nic w tym dziwnego, Pretty Maids zaczynało jako cover band wykonujący piosenki Rainbow i Thin Lizzy). Bardzo podoba mi się kompozycja Rodeo, chociaż i tutaj jest dużo zapożyczeń, tym razem ze starego Scorpions, a głos wokalisty bardzo przypomina Joey'a Tempesta z pierwszych płyt Europe. Na uwagę zasługuje również piękna i klimatyczna ballada Eye Of The Storm, jednak i tutaj doszukać się można identycznych podobieństw jak wyżej opisane. Zamykające krążek Long Way To Go to piosenka bardzo specyficzna, bowiem łączy w sobie wiele cech kompozycji poprzednich. Jest tu coś na bazie Van Halena i Accept, ale z domieszką lżejszego śpiewania a'la Rainbow i klawiszowymi wstawkami.

Płyta jest w zasadzie doskonała, pozostaje więc zadać sobie pytanie, dlaczego nie sprzedała się tak dobrze jak albumy innych zespołów, do których nawiązywała. Co jest największa siłą tego krążka, jest też jego największą słabością. Z jednej strony mamy esencję i przekrój brzmień całych lat osiemdziesiątych, z drugiej strony jest to niejako klon innych znanych grup. Cały czas ma się wrażenie, że już się gdzieś to słyszało, za mało jest oryginalności. Płytę jednak gorąco polecam, bo jest miła dla ucha i z pewnością nie zawiedzie fanów hair metalu.

Oficjalna strona zespołu: www.prettymaids.com