Warrant - Dog Eat Dog

Warrant - Dog Eat Dog

Wydawca: CBS / Columbia / Sony
Rok wydania: 1992

  1. Machine Gun
  2. The Hole In My Wall
  3. April 2031
  4. Andy Warhol Was Right
  5. Bonfire
  6. Bitter Pill
  7. Hollywood (So Far, So Good)
  8. All My Bridges Are Burning
  9. Quicksand
  10. Let It Rain
  11. Inside Out
  12. Sad Theresa

Skład: Jani Lane - śpiew; Joey Allen - gitara; Erik Turner - gitara; Jerry Dixon - gitara basowa; Steven Sweet - perkusja

Produkcja: Michael Wagener

Warrant to jeden z tych zespołów, które pomimo późnego startu fonograficznego sprzedały całkiem sporą liczbę płyt. Można go określić jako grupę szczęścia, gdyż zdążył zrobić karierę w ostatnich latach największej chwały hard rocka, czy też hair metalu jak kto woli. Podobny sukces komercyjny odniosło jeszcze Firehouse, Danger Danger, Giant czy Skid Row, poza nimi jeszcze kilka innych zespołów, niemniej jednak sporo grup zasługujących na taką samą sławę nie miało już tej siły przebicia (chociażby Lillian Axe czy Wildside). Wiadomo, jakie potem nastały czasy, najazd barbarzyńskiej hordy Hunów z Seattle w postaci nieokrzesanych muzycznie kapel grunge'owych. W jednej chwili zmieniła się moda, zmieniły się preferencje muzyczne słuchaczy. U progu tego najazdu Warrant nie przejmuje się modą i wydaje w 1992 kolejną rewelacyjną płytę w swej dyskografii - Dog Eat Dog, moim zdaniem ostatni dobry krążek w swojej karierze.

Pies zjada psa, cóż za brutalny ten świat. Crescendo w postaci sprzężenia zwrotnego i rytmiczne uderzenia w perkusję zwiastują Machine Gun, pierwszą pozycję w secie. Tytuł adekwatny do tego, co słyszymy, bo rytmika kawałka jest jak seria z CKMu, do tego jeszcze teksty o podtekstach seksualnych. Bardzo dobra zwrotka i równie czadowy refren (podobnie grywało w owym czasie Skid Row), a i w solówce muzycy się nie oszczędzają, mamy tu doskonale dobrany podkład, przez co całość brzmi wyśmienicie. W porównaniu z kompozycjami z wcześniejszych wydawnictw jest to numer bardzo agresywny, zdecydowanie ostrzejszy, ale fani kapeli nie powinni być zawiedzeni, Warrant bardzo dobrze wypada w takim repertuarze. The Hole In My Wall zdradza zapatrywania na inne gatunki muzyczne, po części z muzyki industrialnej lub alternatywnej, a to ze względu na aranżacje wokalne i niektóre dźwięki gitar. W zwrotkach linia wokalu została przepuszczona przez jaki sampler (podobny zabieg z gitarową solówką), w owym czasie wiele grup eksperymentowało w ten sposób. Z kolei w refrenach słyszymy już klasycznego Warranta, znanego chociażby z pierwszego krążka. Futurystyczny wstęp, a po nim ostrzejsze dźwięki i o to mamy April 2031. Bardzo ciekawy patent na przytłumiony jakby początek zwrotek, same zwrotki niemalże balladowe i ciężkie refreny, gdzie za wokalistą jakiś chór niby dziecięcy powtarza jak echo tytuł utworu, pod koniec numeru jeszcze męski chór osób dorosłych. Jedna z najlepszych pozycji na płycie. Dalej rusza Andy Warhol Was Right, wspaniała ballada z głosem małego dziecka na otwarciu. Akustyczne gitary standardowo, plus ilustracyjne podkłady na klawiszach, ale dalej w środku już ostrzej, pojawiają się gitary przesterowane i porządna solówka. Słychać, że zespół był w najlepszych latach swej kondycji i swej kariery. Powrót do ostrzejszego grania nadchodzi wraz z Bonfire. Jest to kompozycja bardzo silnie nawiązująca do dokonań grupy z czasów debiutu, do tego jeszcze pewne podobieństwa do tytułowego kawałka z Cherry Pie. Potęga chórków i silny refren (Lane chyba pokazuje tu szczyt swoich możliwości wokalnych) oraz solówka to największe atuty tego numeru, aż dziw bierze że od następnego wydawnictwa dobra forma zespołu szła coraz gwałtowniej w dół. Wiadomo, ballady to zawsze była silna strona Warranta, tak jest i w przypadku Bitter Pill. Po raz kolejny wykorzystano patent połączonych sił akustyków i pianina, przeplatanych mocniej zagranymi refrenami. Z pewnością jest jedna z najbardziej charakterystycznych dla tej kapeli kompozycji. W środku kawałka, tuż przed solówką, mamy jeszcze pewien smaczek w postaci niemalże operowych zaśpiewek, coś w klimatach Queen w Bohemian Rhapsody - podobno do odśpiewania tego momentu poproszono niemiecki chór wraz ze wszystkimi, którzy byli akurat pod ręką, wyszło miodnie. Hollywood (So Far, So Good) to już niestety dość przeciętna piosenka w repertuarze formacji, na szczęście nie aż tak tragiczna. Słychać tu pewne nawiązania do poprzedniego albumu, powtarzają się patenty z nakładającymi się na siebie gitarami przesterowanymi i akustycznymi. Na kolejnej pozycji uplasowało się All My Bridges Are Burning, kompozycja zupełnie jakby wyjęta z twórczości jakiejś innej kapeli. Trochę brzmi to jakby z repertuary niemieckiego Bonfire, gdzieniegdzie zalatuje Van Halenem z okresu Sammy'ego Hagara za mikrofonem, czy nawet dosłyszeć można pewne zapożyczenia od norweskiego TNT z czasów Intuition. Ogólnie kawałek przedni, jeden z najbardziej przebojowych na krążku. Znów coraz lepiej, bo dalej mamy Quicksand, typowy hit Warranta, podlany nieco sosem a'la Dokken - te gitarki akustyczne i wokal Lane'a, a nawet solówka brzmią gdzieniegdzie jak ekipa Dona w pierwszej połowie lat '80. Ile może być ballad na płycie? Odpowiedź brzmi: dużo. Ile może być dobrych ballad na krążku? Odpowiedź ta sama, co poprzednio. Let It Rain to typowa "warrantówka", z akustycznymi gitarami, podkładami pianistycznymi i ostrzejszymi refrenami, ale tutaj dodano jeszcze jeden smaczek w postaci ciekawych chórków. Tuż przed finiszem płyty coś, czego byśmy się nie spodziewali po kapeli pokroju brygady Janiego - kawałek punk rockowy. Inside Out to kwintesencja punka, te "oi oi oi" w środku, ale na szczęście jest to zagrane z iście rock'n'rollowym polotem i okraszone wspaniałą solówką. Coś w stylu The Ramones czy Sex Pistols w konfrontacji z Chuckiem Berrym. Płytę zamyka Sad Theresa, ballada z repertuaru Plane Jane, kapeli w której grali kiedyś wokalista Jani Lane i perkusista Steven Sweet. Nie ukrywam, nie cierpię tego kawałka, zawsze go pomijam podczas odsłuchiwania albumu. Gdyby go nie było w zestawie, płyta mogłaby uchodzić za doskonałą.

Niewątpliwie jest to jedno z najlepszych wydawnictw początku lat '90, tego dziwnego okresu, w którym wszystko uległo zawieszeniu, każdy wyczekiwał co też przyniesie kolejne dziesięciolecie. Pomału zbliżała się plaga grunge, MTV edytowało teledyski Beck i Nirvany, zapowiadały się mało ciekawe czasy dla melodyjnego rocka, ale na szczęście Warrant nie zawiódł. Polecam zakup trzech pierwszych płyt tej kapeli, myślę, że resztę spokojnie można sobie odpuścić. Dog Eat Dog zamyka pewien okres działalności zespołu i szkoda tylko, że był to dobry okres.

Oficjalna strona zespołu: www.warrantweb.net