Sinergy - To Hell And Back

Sinergy - To Hell And Back

Wydawca: Nuclear Blast America / Dream On
Rok wydania: 2000

  1. The Bitch Is Back
  2. Midnight Madness
  3. Lead Us To War
  4. Laid To Rest
  5. Gallowmere
  6. Return To The Fourth World
  7. Last Escape
  8. Wake Up In Hell
  9. Hanging On The Telephone
  10. Invincible [japoński bonus track]
  11. Venomous Vixens [koreański bonus track]
  12. The Warrior Princess [koreański bonus track]
  13. Razor Blade Salvation [koreański bonus track]

Skład: Kimberley Goss - śpiew; Alexi "Wildchild" Laiho - gitara; Roope Latvala - gitara; Marco Hietala - gitara basowa, chórki; Tommy Lillman - perkusja

Produkcja: Fredrik Nordstorm

Po ciepło przyjętym przez publiczność debiucie Beware The Heavens z 1999 r. nastąpiły pewne zmiany w szeregach Sinergy. Spowodowane było to tym, że wokalistka Kimberly Goss przeprowadziła się do Finlandii i postanowiła uzupełnić skład grupy samymi muzykami pochodzącymi z tego kraju. Stąd obok znakomitego gitarzysty Alexiego Laiho (późniejszego męża Kimberly, de facto) znanego bardziej z gry w Children Of Bodom, pojawili się nie mniej zdolny gitarzysta Roope Latvala (Stone), basista Marco Hietala (Nightwish, Tarot) i perkusista Tommi Lillman (ex- To/Die/For). Efektem tego aliansu było wydanie w 2000 r. płyty pod wieloma względami płyty znacznie lepszej od debiutu i zarazem najlepszej pozycji w dyskografii zespołu - krążka To Hell And Back.

Styl gry zespołu określany jest najczęściej jako heavy power metal, ciężko stwierdzić jednak, czy jest to dobre określenie. Moim zdaniem grupa gra klasyczny heavy metal czy też melodic metal, do którego wpleciono tylko nieliczne elementy power metalu a nawet thrash metalu. Na tożsamość zespołu na pewno miały wpływ takie formacje jak Judas Priest (z czasów Painkillera) czy HammerFall, ale też sporo tu kalki z macierzystej kapeli Alexiego - Children Of Bodom. Ba, rzekłbym nawet, że jest to ta sama muzyka, co u Children, z tym że tutaj oryginalności dodaje kobiecy wokal Kimberly, który zastępuje jakby skrzeczący "black metalowy" głos Laiho, stylistycznie blisko tu też do Wycked Synn (które powstało jednak później pewnie obie kapele nic o sobie nie wiedzą nawzajem). Przede wszystkim nie należy się obawiać nazw, które tu padły, bo zawartość muzyczna krążka jest bardzo melodyjna (st,ad też jej bytność w naszym serwisie), a do tego zaopatrzona w rewelacyjne solówki duetu Latvala / Laiho. Krążek zaczyna się bez owijania w bawełnę. Przed The Bitch Is Back Kimberly oznajmia nam krótko krzykiem nadejście dziwki i od razu zespół rusza z galopem ostro do przodu. Gitary jak brzytwy gnają szaleńczo, a reszta instrumentarium nie pozostaje ani na moment w tyle. Bardzo dynamiczny kawałek i takaż solówka, najeżona flażoletami, techniczna, pomysłowa, melodyjna. Najlepszy dowód na to, że nie tylko hard rock dorobił się utalentowanych technicznie muzyków, że i inne gatunki muzyki też mają swoich wirtuozów. Szyderczy śmiech i ruszamy dalej, gonitwa zdaje się nie kończyć. Midnight Madness to kolejny rewelacyjny numer w secie. Zaczyna się jakby neoklasycznie, czuć że Alexi należał do fanów Yngwie Malmsteena, tylko ostrzejsze brzmienie gitary i tempo utworu maskuje nieco te wpływy. Perłą jest tu gitarowy pojedynek obu gitarzystów, którzy jakby wymieniają się solówkami. Jest to jedna z kompozycji, których można słuchać bez końca, mało tego, minęło kilka lat, a ja dalej podniecam się tymi zagrywkami jak dziecko ;). Inaczej już będzie w Lead Us To War, moim ulubionym numerze z tego albumu. Tu jest już wolniej, ale równie znakomicie, rytmika w podkładach niemalże marszowa. Fajny melodyjny riff i wznoszący się głos Kimberly to chyba główna siła tego utworu. Szybkie tempa ustąpiły tu i ówdzie połamanym rytmom, pozostały natomiast tak lubiane przeze mnie sztuczne flażolety. Słychać, że te kompozycje są po prostu przemyślane. Przy okazji dodam, że również brzmienie płyty jest znacznie lepsze niż na debiucie, co na pewno nie pozostaje bez znaczenia. Malmsteenowo, choć akustycznie, zaczyna się Laid To Rest, dalej jednak jest coś w klimatach HammerFall, nawet pierwsza solówka podchodzi pod tych Szwedów, również refreny w podobnym stylu jak ich co bardziej hymnowe kompozycje, nie wspominając już o ścieżkach perkusyjnych. Przede wszystkim jest to numer znacznie spokojniejszy od swoich poprzedników, ot taka heavy metalowa ballada. Gallowmere to kawałek hard rockowy, tyle tylko, że zagrany znacznie szybciej niż te, do których już się przyzwyczailiśmy. Wprawne ucho wychwyci pewne podobieństwa do stylku takich grup jak Pink Cream 69 czy Wicked Sensation. Podobieństwa tego typu biora się stąd, że Sinergy wplata do heavy metalu zapożyczenia z hard rocka, a wspomniane zespoły dokładnie odwrotnie, do hard rocka wplatają elementy heavy metalu. Typowo metalowy, może niestety zbyt power metalowo będzie w Return To The Fourth World. Niektóre zagrywki to jak mieszanka power metalu z folkiem, co słychać choćby w refrenach i riffach gitarowych, do tego dochodzą prawie mówione recytacje, przywodzące mi na myśl te z któregoś kawałka na Countdown To Extinction Megadeth, czy też z Go To Hell tego samego zespołu. Last Escape to najsłabsza pozycja w zestawie, niby wszystko poprawnie zagrane i tak dalej, ale coś jakby zagrane zupełnie bez pomysłu, tak więc i mamy zapychacz. Szkoda, bo płyta jest dość krótka i skoro mamy tu same dobre utwory, to można się było postarać i nagrać o jeden dobry więcej. Dalej następuje Wake Up In Hell, bardzo różnorodna kompozycja, bo dosłyszeć się można coś a'la Black Label Society (w zwrotkach), ale też kwintesencji stylu samego Sinergy. Duży plus za bardzo dobry refren i kilka ciekawych gitarowych zagrywek. Tuż przed końcem albumu słyszymy trochę ciszy, potem nagły odgłos dzwoniącego telefonu komórkowego (znawcy twierdzą, że to ponoć jakiś znany model Nokii ;)) i oto słyszymy Hanging On The Telephone, brawurowo zagrany cover utworu Blondie. Ostro, szybko, do przodu. Pomysł z doborem tego numeru był przedni, gdyż dobrze uzupełnia płytę, uczepiłbym się tylko głosu wokalistki, bo akurat tutaj jakby zabrakło tych emocji w śpiewie, które towarzyszyły nam na całym krążku.

Do tego, że płyta jest znakomita w swoim gatunku, nie muszę chyba nikogo przekonywać. Polecam ją również fanom hard rocka i melodyjnych odmian metalu, zważywszy na rok wydania tego albumu. W owym czasie niewiele dobrych pozycji ujrzało światło dzienne, tym bardziej wydawnictwo jest więc godne uwagi. Jedna z płyt, która tchnęła powiew świeżości w ten skostniały w schematach gatunek, jakim jest heavy metal.

Oficjalna strona zespołu: www.sinergy.org