Vixen - Tangerine

Vixen - Tangerine

Wydawca: CMC International
Rok wydania: 1998

  1. Page
  2. Tangerine
  3. Never Say Never
  4. Peace
  5. Barely Breathin'
  6. Bleed
  7. Stay
  8. Shut Up
  9. Machine
  10. Air Balloon
  11. Can't Control Myself

Skład: Janet Gardner - śpiew, instrumenty perkusyjne; Gina Style - gitary, chórki, instrumenty perkusyjne; Roxy Petrucci - perkusja, klarnet, instrumenty perkusyjne
Gościnnie: Mike Pisculli - gitara basowa

Produkcja: Vixen

Praktycznie jeszcze w 1998 r. jedynym sposobem na zapoznanie się z zawartością dowolnej płyty było udanie się do najbliższego sklepu muzycznego i poproszenie sprzedawcy o możliwość odsłuchu przed zakupem. A co jeśli akurat tego krążka sprzedawca nie miał na stanie? Album trzeba było zakupić w ciemno wybierając go z katalogu lub sprowadzając z zagranicy. I tym oto sposobem kupiłem w ciemno jedną z najdroższych płyt w całej historii mojego kolekcjonerstwa i zarazem moje największe rozczarowanie. Kląłem wtedy jak szewc i kawałki mięsa do tej pory jeszcze odbijały się echem w mojej głowie.

Teraz emocje już opadły i do całej sprawy potrafię odnieść się z odpowiednim dystansem, ale pamiętam reakcję, kiedy spodziewając się dobrego hair metalowego albumu w stylu dwóch pierwszych płyt Vixen w moich głośnikach usłyszałem jakiś grunge. Szczerze mówiąc nie wiem, czemu dziewczyny nagrały akurat taki krążek, bo przecież w '98 mało kto już tej muzyki słuchał, a wiadomo też było, że fani hard rocka raczej po to również nie sięgną. Nie wiem, w jakiej ilości płyta Tangerine się sprzedała, ale z racji wspomnianych argumentów zakładam, że raczej słabo. Po 10 latach sięgam po ten album ponownie licząc na to, że będę mógł go ocenić bardziej obiektywnie. I owszem, podoba mi się on dużo bardziej niż kiedyś, ale mimo to będę się upierał, że jest to wydawnictwo ze swej natury słabe. Page, pierwszy numer na dzień dobry brzmi jak granie typowej żeńskiej kapeli ocierającej się lub mającej cokolwiek wspólnego z grungem. Porównania do Hole czy L7 będą tu jak najbardziej na miejscu. Gitary, za które odpowiada tym razem Gina Style, niby grają na początku riff hard rockowy, ale po chwili to już sam grunge. Głos pani Gardner momentami przypomina stare dobre czasy, ale i zarazem stara się dopasować do podkładów i co z tego wychodzi, to już nie trudno się domyślić. Tytułowe Tangerine wzbudza mieszane uczucia. Jest zdecydowanie lepsze od poprzednika i mógłby nawet być z tego niezły hair metalowy numer, gdyby doprawiono go więcej klawiszami oraz gdyby zagrano w sposób nieco bardziej wesoły (to ostatnie niekoniecznie, hair metalowy kawałek nie musi być przecież wesoły). Tego da się już słuchać, choć do ideału jest jeszcze daleko, uszu sobie jednak nie pokaleczymy. Never Say Never to strasznie cieniutki utworek grunge'owy, z tym że można w nim wychwycić kilka dobrych momentów. Uwagę zwraca ciekawa linia gitary basowej i całkiem przyzwoity refren w wokalach, reszta niestety dno. Znacznie lepiej jest w Peace, które brzmi trochę jak dobry przebój hair metalowy, tylko że przearanżowany na wersję grunge. Wystarczy wsłuchać się w partie Janet, by wysłyszeć, że nie zapomniała jak się śpiewa i że ciągnie ją w kierunku takiego śpiewania, jaki miała zwyczaj pielęgnować na starszych krążkach. Barely Breathin' to kompozycja dla odmiany z pogranicza hard rocka i grunge, hard rocka jest nawet sporo w gitarach, ale tego w wersji ostrzejszej. Nie popisała się natomiast wokalistka i zaśpiewała jakby od niechcenia, jakby była senna, dopiero co wstała i jeszcze ziewała. Zabrakło po prostu energii. Dalsze Bleed niczym szczególnym się nie wyróżnia, nie jest ani złe, ani dobre, raczej jakieś takie bezpłciowe. Może nieźle wypadać na małych lokalnych koncertach, zwłaszcza gdy występ odbywa się w studenckiej knajpie i stanowi podkład do picia piwa i palenia papierosów. To samo można odnieść do Stay, więc nie będę się powtarzał i przejdę do Shut Up. Ten kawałek z całego zestawu trafia do mnie najbardziej i lubię go, pomimo faktu, że formalnie nie jest to nic w moim guście. Najlepszy jest tu refren i łapię się na tym, że nucę go razem z zespołem. Jest on dla mnie niejako wizytówką tej płyty i zaryzykuję twierdzenie, że to jedna z najlepszych grunge'owych kompozycji, jakie kiedykolwiek zostały nagrane. Jeśli ktoś nie przepada za Nirvaną i Pearl Jam, a żywi jakiś szacunek do Soundgarden czy Alice In Chains, niech koniecznie tego posłucha. Mieszane uczucia mam natomiast przy Machine. Całościowo numer mnie nie chwyta, nie jest dobry nawet jeśli mierzyć go według kryteriów grungeowych, są jednak momenty, które jakoś do mnie przemawiają. Do najlepszych kawałków z płyty dużo mu brakuje, ale do najgorszych tez nie należy. A teraz jedna z pomyłek, czyli Air Balloon. Więcej bluesa, ale granego jakby bez przekonania, że nie wspomnę o tekście utworu i liniach wokalnych, które do tego wszystkiego zupełnie nie pasują. Głupawy utworek i tyle. Dokładnie odwrotnie będzie w Can't Control Myself, tu już jest więcej wyczucia sytuacji, jest jakiś konkretny pomysł i jego konsekwentna realizacja. Nawet mi się to podoba, z tą tylko różnicą, że muszę mieć szczególny nastrój na słuchanie takich kawałków. Po ostatnim numerze mamy jeszcze wesołą niespodziankę w postaci radosnej kompozycji instrumentalnej. Brzmi to jak kowbojskie country odegrane na przyspieszonych obrotach i miło coś takiego usłyszeć, zwłaszcza kiedy nie spodziewamy się takiego wybryku po ogólnie smutnawym wydawnictwie.

Gdybym miał ocenić ten krążek kilka lat temu, pewnie zrównałbym go z błotem i uznał za beznadziejny. Minęło wiele lat, zestarzałem się chyba i zrobiłem bardziej tolerancyjny, bo nawet zaczął mi się on podobać. Wybaczyłem chyba mu przy okazji cenę, którą za niego zapłaciłem, hehe. Co do ogólnej oceny, to można przyjąć, że jak na mieszankę hard rocka z grungem, gdzie hard rock stanowi może z 10%, to jest to słaba płyta hard rockowa. Jeśli osądzić to z punktu widzenia grunge'owego, to jest to z kolei całkiem dobre wydawnictwo i w dodatku lepsze od większości płyt z tego gatunku. Panie powinny nagrać ten album pod inną nazwą, myślę, że wtedy nikt nie miałby do nich pretensji o szarganie zasłużonego szyldu Vixen.

Oficjalna strona zespołu: www.vixenrock.com