M.ill.ion - Electric

M.ill.ion - Electric

Wydawca: Blue Stone Music / Majestic Rock / 3D Japan
Rok wydania: 1998

  1. Wrong Side
  2. Candyman
  3. Get Down To Biz
  4. Eye Of The Storm
  5. Step On The Breaks
  6. Liar
  7. Opinion Machine
  8. Warblind
  9. Narrow Mind Land
  10. Magic Woman
  11. Tears Of Pain
  12. Kiss Of Death
  13. Candyman [video bonus track]

Skład: Hasse Johansson - śpiew; Stefan Wetterlind - gitara prowadząca; C.T. Rohdell - gitary, chórki; B.J. Laneby - gitara basowa; Mikael Bohnke - instrumenty klawiszowe, organy Hammonda, chórki; Per Westergren - perkusja i instrumenty perkusyjne

Produkcja: Martin Henderstrom i M.ill.ion

Na trzecim studyjnym krążku szwedzkiej formacji M.ill.ion (ach, te kropki) pojawiają się dwie nowe postacie w osobie perkusisty i klawiszowca, lecz zmian w stylistyce gry zbyt dużo zaobserwować nie można, choć muzyka stała się jakby nieco cięższa. Grupa niewątpliwie swymi korzeniami sięga hard rocka, choć nie unika nawiązań do innych gatunków, szczególnie do melodic metalu i power metalu (na szczęście jest w tym oszczędna i sięga po nie niezbyt często). Po Electric sięgnąłem retrospektywnie dopiero teraz, wcześniej znałem tylko dwie inne pozycje z dyskografii Szwedów, które zresztą uważam za lepsze. Chciałem jednak usłyszeć, jak zespół brzmiał bliżej swych początków, a konkretniej to, jak by nie było, 10 lat temu.

Był rok 1998 i w sumie nie dziwi mnie brzmienie gitar, które słyszę na tym krążku. Jest to poniekąd granie zbliżone Black Label Society, gitary wypadają podobnie ciężko jak w kapeli Zakka (nawet flażolety wioślarz wyciska niemal jak pan Wylde), tyle tylko, że zostały dodatkowo podrasowane klawiszami. Słychać to już w otwierającym wydawnictwo utworze Wrong Side, gdzie moim zdaniem najlepiej wypada wokalista. Jego sposób śpiewania może się kojarzyć z takimi głosami jak Ronnie James Dio czy Steve Grimmett, przy czym głos Johanssona ma nieco inną barwę. Stąd podobieństwo raczej w artykulacji, frazowaniu i ogólnie w akcentach. Oryginalność to nie jest to, czego możemy się po tej grupie spodziewać, więc nie zdziwi nas fakt, że w kolejnym Candyman też jej nie znajdziemy. Tutaj chłopaki plasują się jeszcze bliżej klasycznego hard rocka, gdzieś pomiędzy Purplami a Zeppelinami, jest też sporo podobieństw w stylu do drugiej płyty XYZ, a refreny są niemal jak w KISS. Zaznaczę tylko, że całośc wypada dość ciężko, więc fani AORu zdecydowanie nie mają tu czego szukać, natomiast miłośnicy hard rocka są jak najbardziej mile widziani. W zasadzie to samo można napisać o Get Down To Biz, ponownie hard rock, tym razem wokalista zdaje się podążać śladami Coverdale'a. Brzmienie gitar pozostaje brudne i bardzo przypomina wczesne lata '70. Myślę, że muzycy nawet nie starają się ukrywać faktu, jak wielki wpływ na nich wywarła klasyka rocka. I jeszcze więcej klasyki. Eye Of The Storm to moja ulubiona kompozycja z tego albumu. Przywodzi mi na myśl najlepsze moim zdaniem kawałki Dio (także Black Sabbath) i może właśnie dlatego robi na mnie tak silne wrażenie. Jest wolniej, tajemniczo, instrumenty wszystkie na raz tworzą wspaniały klimat. Dla takich numerów sięgam po ten krążek. Dalej w Step On The Breaks stylistyka powraca już gdzieś w okolice KISS wymieszanego ze Slaughterem i XYZ, nie zabrakło rytmów rock'n'rollowych. Numer rewelacyjny nie jest, ale potrafi rozbujać i o to chodzi. Nadszedł czas na coś spokojniejszego i oto mamy jak na zawołanie balladę Liar. Jest nastrojowo, bluesująco, są ilustracyjne instrumenty klawiszowe, wokalista wypada całkiem przekonująco (choć linie wokalne mogłyby być jeszcze lepsze), są też mocniejsze akcenty. Nie jest to typowa ballada, do jakich zdążyliśmy się przyzwyczaić i chyba na tym polega jej siła. Następne w kolejności Opinion Machine jest z jednej strony podsumowaniem tego, co było przedtem, z drugiej zaś pewna zapowiedź płyt kolejnych. Pojawia się więcej melodyki, aczkolwiek sama struktura utworu opiera się głównie na charakterystycznych rytmach. Aż dziw bierze, że takie kawałki chciało się komuś nagrywać w 1998 r. Rytmika jest także kluczem w Warblind, ciężkiej, choć na szczęście nie hałaśliwej hard rockowej piosence. Wokale brzmią bardziej agresywnie niż wcześniej, pasuje to dobrze do muzyki, zwrotki wypadają lepiej niż refreny, co w sumie rzadko się zdarza. Jeden z najmocniejszych numerów na płycie. Narrow Mind Land jak pętla powraca do stylistyki z pierwszej pozycji w zestawie, to niemal jej siostra bliźniaczka. Jest w tym jakaś dawka rock'n'rolla, choć przyprawiona momentami power metalem. Perkusista był na szczęście miłosierny i nie zapodał tu typowych dla tego gatunku galopad na centralkach. W środku utworu, tuż przez solówką, grupa pokusiła się o klasyczną hard rockową wstawkę i wyszło to nieźle. O Magic Woman nie można powiedzieć niczego, co nie zostałoby powiedziane wcześniej. Po raz kolejny hard rock z charakterystycznymi Hammondami, które muszą ręcz kojarzyć się z Deep Purple, wokalnie też nawiązania do Purpli, Zeppelinów i wczesnego Whitesnake. Jeśli komuś brakowało klasyki w owych latach, śmiało mógł sięgnąć po niniejsze dzieło Szwedów. Początek Tears Of Pain jest jakby podszyty Malmsteenem i gdyby nie fakt, że dalej nie następuje żadne neoklasyczne solo, mógłbym pomyśleć, że to jakaś kompozycja Yngwiego. Doszukamy się też podobieństw do solowego Dio i Sabbathów, ale to nic nowego, płyta jest bowiem dość eklektyczna i sporo czerpie z klasyki. Także jedna z moich ulubionych kompozycji z tego albumu. Na końcu zamieszczono Kiss Of Death i nie jest to bynajmniej cover kawałka z repertuaru Dokken. To jeszcze jedna pozycja utrzymana w stylu klasycznego hard rocka z szaleńczym przyspieszeniem w środku piosenki, dodającym sporo energii i powodującym u słuchacza mimowolne tupanie nogą.

Płyta jest bardzo spójna, ale może wydać się nieco nużąca właśnie przez to, że zawarte tu numery są po prostu zbyt do siebie podobne. Niemniej jednak, jak podejrzewam, grono odbiorców tej muzyki było z założenia z góry ustalone i miało celować w fanów Deep Purple, Led Zeppelin, Whitesnake i Dio. Właśnie wszystkim tym fanom można polecić album i być pewnym, że im się spodoba, zatem im polecam. Spragnionych większego urozmaicenia w muzyce zapraszam natomiast do odsłuchania kolejnych wydawnictw M.ill.ion, gdzie dzieje się nieco więcej.

Oficjalna strona zespołu: www.million.o.se