
Twisted Sister - Stay Hungry
Wydawca: Atlantic / WEA
Rok wydania: 1984
- Stay Hungry
- We're Not Gonna Take It
- Burn In Hell
- Horror-Teria: The Beginning
Captain Howdy
Street Justice - I Wanna Rock
- The Price
- Don't Let Me Down
- The Beast
- S.M.F.
Skład: Dee Snider - śpiew, chórki; Jay Jay French - gitara rytmiczna i prowadząca, chórki; Eddie 'Fingers' Ojeda - gitara rytmiczna i prowadząca, chórki; Mark 'The Animal' Mendoza - gitara basowa, chórki; A.J. Pero - perkusja, chórki
Produkcja: Tom Werman
"All right Mr. Sister... I want you to tell me... no, better yet, stand up and tell the class... what do you wanna do in your life?!" "I wanna ROCK!" - któż nie zna tych słów. Tak zaczyna się scenka do jednego z teledysków znanego kawałka Twisted Sister, przedstawiciela amerykańskiego hard rocka początku lat '80, czy też jak to trafnie określił mój redakcyjny kolega - pozer rocka. Muzyki skierowanej wybitnie do nastolatków naładowanych rock'n'rollem i pragnących rozwalać śmietniki (to też autorskie określenie wspomnianego kolegi). Pewne jest jedno. Podczas gdy wiele zespołów próbowało być śmiertelnie poważnymi w tym, co robią, ekipa z nowojorskiego Long Island wręcz przeciwnie, starała się podchodzić do wszystkiego z jajami.
Postacią numer 1 w kapeli zawsze był wokalista Dee Snider, wyglądający jak transwestyta z niezbyt umiejętnie zrobionym makijażem. Taki wizerunek zespołu sięga jeszcze czasów, gdy panowie w latach '70 bawili się w modny wtedy glam, później natomiast zainspirowali się hard rockiem, ale image postanowili zachować. I dobrze, dzięki temu mamy jedno z najbardziej oryginalnych zjawisk sceny hair metalowej klasycznych lat osiemdziesiątych. Pierwszy kawałek, Stay Hungry, oryginalnością jak na swoje czasy nie grzeszy. Jest to takie typowe niezbyt zdecydowane granie z pogranicza hard rocka i heavy metalu, coś pomiędzy wczesnym Judas Priest a W.A.S.P.. Jest dość szybkie tempo, ale też nie karkołomne, akordy nie należą do szczególnie rozbudowanych, gitarzyści ograniczyli się do typowych power chords. Posłuchać można, ale rewelacji nie ma się co spodziewać. We're Not Gonna Take It to jeden z bardziej znanych przebojów grupy, pewnie dlatego, że promowany był dość typowym dla kapeli teledyskiem. Samego kawałka słucha się znacznie lepiej, kiedy się ten teledysk ogląda. W niemal każdym klipie występuje ten sam aktor, który wciela się raz to w ojca, raz to w nauczyciela (w innym numerze), a potem obrywa od zespołu w różnych okolicznościach. W tym teledysku najbardziej podoba mi się moment, kiedy pałker rzuca swoje pałeczki w publiczność i zaczyna walić w perkusję pięściami. Sam utwór jest wesoły z natury rzeczy, nie tylko ze względu na tekst, ale też na radosne melodie w podkładach. To jest właśnie takie Twisted Sister, jakie fani uwielbiają najbardziej. Inny patent mamy w Burn In Hell, zespół gwałtownie zwalnia na początku i jakby parodiuje stare kawałki Black Sabbath, lecz później zbliża się tempem do poprzednika. Może już nie tak wesoło, ale nadal żartobliwie. Ta formacja jest żartem samym w sobie i nie trzeba być jakoś szczególnie bystrym, by dojść do wniosku, że to wszystko to jeden wielki żart. Skoro nie trzeba być bystrym, by to dostrzec, to teraz pomyślmy, dlaczego pewne kręgi polityczno-obyczajowe w USA, skupione wokół pani Gore (żona jednego niegdysiejszego kandydata na prezydenta tego kraju), uznały tę grupę wraz z wieloma innymi za demoralizatorską. Wniosek może być tylko jeden - nie wszyscy są bystrzy ;). Horror-Teria to numer podzielony na części, przy czym przez większość czasu trwania jest to raczej granie wolne. Przypomina mi to trochę niektóre kompozycje Lizzy Borden, nieco pod względem wokalnym, nieco partiami gitar. Sama piosenka nie jest niestety zbyt wysokich lotów, więc nie będę się nad nią dłużej rozwodził (warto tylko wspomnieć, że na jej podstawie Snider nakręci wiele lat później film zatytułowany "Strangeland"). Dalej następuje kolejny hit Twistedów, I Wanna Rock, także zobrazowany jajcarskim teledyskiem, z którego cytat pozwoliłem sobie zaczerpnąć na początku niniejszej recenzji. Ponownie widzimy tego samego aktora, tym razem w roli nauczyciela pastwiącego się nad swoimi uczniami. Z pomocą uczniom przychodzi jak zwykle niezastąpiona kapela, której nauczyciel bez powodzenia różnymi sposobami próbuje się pozbyć. Znowu kilka fajnych pomysłów, m. in. "heavy metalowe pieszczochy" i uczniowie walący głowami o szkolne szafki. Numer był na tyle znany, że pojawił się w kilku filmach, nawet tych nakręconych wiele lat po powstaniu piosenki. Zaraz po nim mamy wspaniałą balladę o tytule The Price, utrzymaną bliżej mainstreamowego hair metalu. Zespół brzmi tu inaczej niż uprzednio i, co paradoksalnie, choć gra inaczej, to wypada znakomicie również w takim materiale. Głos Snidera zbliża się tu do wokalisty Scorpions i nie wykluczone, ze numer miał celowo z tą formacją się kojarzyć. Po takiej perełce znów loty się zniżają i muzycy prezentują Don't Let Me Down. Tragicznie nie jest, ale nazwać tego szczególnie udanym utworem też nie można. Brzmienie kawałka jest jakby bardziej rozmazane, a niektóre riffy nawiązują do klasyki hard rocka lat '70, co może się spodobać fanom Deep Purple i Led Zeppelin. Lepiej jest w również klasycznie wypadającym The Beast, przy czym teraz więcej nawiązań do Black Sabbath i solowego Dio. Wokalnie natomiast łatwiej o porównania z wczesnymi kapelami black metalowymi (Venom, Possessed). Nie ma się co dziwić, muzyka hard rockowa wywarła przemożny wpływ na powstawanie takich gatunków jak heavy metal, power metal czy black metal właśnie. Nie najgorszy jest też zamykający płytę numer S.M.F., choć jak na rok wydania albumu brzmi trochę archaicznie. Ponownie na myśl przychodzą pierwsze lata formowania się heavy metalu, co niektóre riffy są jakby wyjęte z AC/DC i by zrozumieć, co przez to rozumiem, najlepiej posłuchać jest starych krążków naszego rodzimego TSA.
Album sprzedał się bardzo dobrze i w związku z tym po latach Twisted Sister zdecydowało się nagrać go ponownie i wypuścić pod nieco zmienionym tytułem,Still Hungry. Nie jest to jakieś wiekopomne dzieło o dużym znaczeniu dla rozwoju gatunku, ale uważam, że powinno się je znać. Raz, że był to zespół dość specyficzny pod względem image'u, dwa, że wyróżniał się ze względu na wyluzowane podejście w stosunku do własnej twórczości i do ram gatunkowych. Jeśli spytać kogoś, kto pamięta jeszcze lata '80 ze swej młodości, o to, by wymienił kilka zespołów charakterystycznych dla tamtego okresu, z pewnością Twisted Sister pojawi się nie dalej niż na dwudziestej pozycji. To chyba o czymś świadczy.
Oficjalna strona zespołu: www.twistedsister.com