UFO - The Visitor

UFO - The Visitor

Wydawca: Steamhammer / SPV
Rok wydania: 2009

  1. Saving Me
  2. On The Waterfront
  3. Hell Driver
  4. Stop Breaking Down
  5. Rock Ready
  6. Living Proof
  7. Can't Buy A Thrill
  8. Forsaken
  9. Villains & Thieves
  10. Stranger In Town
  11. Dancing With St. Peter [bonus w digipacku]

Skład: Phil Mogg - śpiew; Vinnie Moore - gitara prowadząca; Paul Raymond - gitara rytmiczna, instrumenty klawiszowe; Andy Parker - perkusja
Gościnnie: Peter Pichl - gitara basowa

Produkcja: Tommy Newton

Niby to z okazji czterdziestolecia swego istnienia, UFO, brytyjska legenda hard rocka nagrała dwudziesty już album studyjny, zatytułowany The Visitor. Rok 1969, w którym grupa powstała, z pewnością pamięta dwóch oryginalnych członków - wokalista Phil Mogg i perkusista Andy Parker. Na nowym wydawnictwie nieobecny jest z powodów zdrowotnych inny weteran z tamtych czasów, basista Pete Way (przewlekłe problemy z wątrobą; na czas sesji zastąpił go wynajęty muzyk), za to klawisze i gitarę rytmiczną obsługuje Paul Raymond (w szeregach zespołu od 1976 r.), gitarzystą prowadzącym jest natomiast najmłodszy nabytek kapeli, Vinnie Moore, dobrze znany fanom gitarowego wymiatania, dzielnie zastępujący od 2003 r. pamiętnego Michaela Schenkera.

Grupa zaczynała swą karierę jako typowa kapela heavy rockowa prezentując klasycznego hard rocka z silnymi naleciałościami bluesa i boogie, by później włączać do swej gry elementy heavy metalu, space rocka, a nawet AOR-u. Początkowo stylistycznie wypadkowa Deep Purple i Led Zeppelin, dzięki wkładowi Schenkera formacja stopniowo uzyskała własną tożsamość. Wraz z pojawieniem się w szeregach zespołu Vinniego Moore'a muzycy powracają niejako do swoich korzeni i zaczynają nagrywać do bólu brzmiące klasycznie albumy. The Visitor to w prostej linii stylistyczna kontynuacja dwóch poprzednich studyjnych wynurzeń z Vinniem na pokładzie, z jednej strony mamy tu tę hard rockową zadziorność z nadzwyczaj udanej płyty You Are Here, ale i solidną dawkę bluesa z wydanego w 2006 r. krążka The Monkey Puzzle. Podobno na potrzeby nowego dzieła muzycy skomponowali aż 35 premierowych utworów, z których jednak zdecydowano się zamieścić raptem zestaw złożony z dziesięciu piosenek. I dobrze, toż to najlepszy sposób na uniknięcie zapychaczy. Jak zwykle jednym z najmocniejszych atutów w grze zespołu jest głos wokalisty Phila Mogga. Jego barwę głosu można z powodzeniem uplasować gdzieś pomiędzy takimi klasycznymi wokalistami jak Plant, Coverdale i Bernie Shaw, przy czym słychać też w jego wokalnej manierze pewne wpływy śpiewaków southern rockowych... Co w połączeniu z southern rockowo brzmiącym pierwszym utworem w secie daje piorunujący efekt. Saving Me pobrzmiewa amerykańskim południem głównie dzięki gitarom Moore'a (m. in. użycie techniki slide) i głosowym atakom Mogga. Nieco klubowo stylizowany środek kompozycji powoduje, że słucha się jej doskonale wczesny wieczorem. Wspomnę jeszcze nieco o solówce zagranej przez Vinniego - powinna przypaść do gustu fanom gitarzysty, zwłaszcza jeśli podobała się im płyta Meltdown. Wraz z On The Waterfront powraca mocno podszyty bluesem brytyjski hard rock. Jest dużo spokojniej, delikatniej, może mniej w tym energii niż u poprzednika, za to nie można zarzucić numerowi finezji, jeśli chodzi o smaczki artykulacyjne. Momenty, w których pojawiają się instrumenty klawiszowe przywodzą mi na myśl dokonania Uriah Heep, być może dlatego, że sporo ich ostatnio słucham ;). W ucho wpada kolejna pozycja na liście, Hell Driver. To wprawdzie prosty do bólu melodyjny, hard rockowy kawałek, ale niesie ze sobą mocną dawkę energii. Słuchając go na siedząco od razu chce się tupać nogą (choć dodam, że szczerze mówiąc, to ciężko przy nim wysiedzieć), a na stojąco całe ciało aż wyrywa się do rytmicznego kołysania, lub przynajmniej do kiwania głową (headbanging). Mimo swej prostoty jeden z moich faworytów na krążku. Stop Breaking Down to idealny utwór dla kogoś, kto wybiera się w dłuższą trasę i zarazem nie zamierza zbytnio cisnąć pedału gazu. Kompozycja posiada niemal AOR-ową aranżację i dobrze dopasowaną solówkę, choć jestem niemal pewien, że jest ona wynikiem improwizacji Vinniego. Tempo całości plasuje się gdzieś między wolnym a średnim, przez co może spodobać się nie tylko rockowej publiczności. Specyficzny i dość przewidywalny jest Rock Ready. Mieszanka bluesa i rock'n'rolla, coś jak krzyżówka Whitesnake z połowy lat osiemdziesiątych z klasycznymi płytami Nazareth i Led Zeppelin. Strukturalnie żadnej rewelacji nie ma, natomiast jest to świetny repertuar na wykonanie koncertowe. Bardzo lubię Living Proof, taki blues z groovem, gdzie barwa głosu Mogga przypomina mi nieco manierę wokalną Roberta Soeterboeka, który śpiewał na pierwszej płycie Wicked Sensation. Wprawdzie ta niemiecka ekipa wykonywała ostrzejsze utwory, to jednak udziela się tu podobny klimat i być może ten kawałek przypadnie do gustu miłośnikom owej kapeli. Dalej coś dla fanów AOR-u. Can't Buy A Thrill jest pozycją bardzo spokojną, nastrojową, na wydawnictwie zapewne pełniącą rolę ballady. Kolorytu dodają jej gitarowe popisy Moore'a, nie tylko same solówki, ale też inne wstawki i smaczki. Dla mnie najistotniejszą rzeczą jest akurat to, że poszczególne utwory na płycie są zróżnicowane i album jako całość nie nuży. Nastrojowo jest też w Forsaken, choć nie robi on już na mnie takiego wrażenia jak poprzednik. Mimo iż nie jest to utwór w stylu country, jakoś dziwnie mi się z tym gatunkiem kojarzy. Kawałek jest na tyle neutralny, że miałby szansę na radiową emisję w ciągu dnia i to chyba w dowolnej epoce. Przy Villains & Thieves pojawił się na mojej twarzy uśmieszek, bowiem jeden z pierwszych riffów otwierających kompozycję przypomina mi Maratończyka z repertuaru naszego rodzimego TSA. Dalej już bardziej granie w klimatach klasycznego Whitesnake z dodatkiem pianinka jak z ery kina niemego. Tak czy inaczej, dobrze się tego słucha. Wspaniałym hard rockowym akcentem płytę kończy Stranger In Town ze swą wprawdzie wolną, lecz rytmicznie nieco zakręconą zagrywką. Chyba najlepsza na całym albumie solówka Vinniego, świetnie wypadające wokale Mogga, intrygująco pobrzmiewające klawisze, dobra partia gitary basowej i może mniej imponujące lecz wciąż poprawne bębny. Specjalna edycja w digipacku zawiera jeszcze bonus track w postaci ponownie nagranego utworu Dancing With St. Peter, który pierwotnie w 2002 r. pojawił się na pobocznym projekcie Phila Mogga zwanym $ign Of 4, niestety tego wydania nie posiadam.

The Visitor to jedna z najlepszych, klasycznych płyt hard rockowych wydanych w 2009 r. Kolejna pozycja po ubiegłorocznych dokonaniach Nazareth i Uriah Heep, którą warto się zainteresować. W moim mniemaniu znacznie lepszy album od poprzedniego dzieła UFO - The Monkey Puzzle, a nawet przebijający solowy krążek Vinniego Moore'a wydany niemal równolegle z The Visitor. Jeśli ktoś jest w posiadaniu adaptera, zapewne ucieszy go fakt, że album dostępny jest też w sprzedaży w wersji płyty analogowej. Polecam.

Oficjalna strona zespołu: www.ufo-music.info