Vinnie Moore - Time Odyssey

Vinnie Moore - Time Odyssey

Wydawca: Squawk Inc. / PolyGram
Rok wydania: 1988

  1. Morning Star
  2. Prelude / Into The Future
  3. Beyond The Door
  4. Message In A Dream
  5. As Time Slips By
  6. Race With Destiny
  7. While My Guitar Gently Weeps
  8. Tempest
  9. Pieces Of A Picture
  10. April Sky

Skład: Vinnie Moore - gitary; Jordan Rudess - instrumenty klawiszowe; Michael Bean - gitara basowa; Joe Franco - perkusja

Produkcja: Vinnie Moore

W dwa lata po ukazaniu się debiutu Vinnie Moore powraca ze swoim kolejnym albumem solowym. Teoretycznie po takim okresie w stylu gry gitarzysty mogłoby się coś zmienić, a jednak ciężko tu wysłyszeć jakieś zmiany, po prostu Vinnie wypracował sobie swój styl i jest mu wierny właściwie po dziś dzień.

Pamiętam, jak w jakimś wywiadzie Vinnie udzielał kilku porad początkującym gitarzystom chcącym doskonalić swój techniczny i muzyczny warsztat. Jedna z rad brzmiała: "znajdź sobie kogoś, kto gra ten sam gatunek muzyczny, a jest od ciebie lepszy". No tak, "a co jeśli nie ma nikogo w okolicy, kto grałby to, co ja chciałbym grać?" - zapytał dziennikarz. "To znajdź kogoś, kto jest dobry, a gra inny gatunek muzyczny. Mnie uczył grać muzyk jazzowy. Teoria muzyki niezależnie od instrumentu i gatunku jest ta sama." - odpowiedział Vinnie. Chciałoby się dodać "Amen". Słucham sobie tego, co gra Moore i jedyne wpływy jazzowe, jakich mogę się dosłyszeć, to skłonność do grania długich improwizowanych solówek przy ogrywaniu adekwatnych skal. Pamiętam również, czym różniła się gitarowa szkółka video Vinniego od tych wydawanych przez innych wirtuozów. Moore nie przygotowywał materiału na swoja szkółkę wcześniej, po prostu siadł z gitarą i na poczekaniu wymyślił kilka przebiegów po skalach (przynajmniej tak to wyglądało). Kiedy słucham jakiegokolwiek nagrania tego wioślarza, od razu słyszę, że większość partii jest zaimprowizowana właśnie w taki sposób. Owszem, jest sporo momentów skomponowanych wcześniej, niemniej jednak lwia część partii to improwizacje. Kiedyś Vinnie powiedział, że ma pomysły na 10 kolejnych płyt. Jeśli będzie je nagrywał w ten sposób, co tutaj, to z pewnością nie skłamał. Ale zostawmy te dygresje i posłuchajmy Morning Star . Muzyka podobna jest do tej znanej z debiutu jak dwie krople wody, tutaj może jeszcze bardziej słychać upodobanie Vinniego do struktur muzyki poważnej. Tak, to słynny styl neoklasyczny, na szczęście odmienny od tego, co prezentował Malmsteen (zawsze powtarzam, że po co komu dwóch Malmsteenów). Moore interpretuje klasykę po swojemu i chwała mu za to. Pewną wadą "strukturalną" w kompozycjach Vinniego jest tempo utworów. Niemal każdy kawałek ma to samo lub zbliżone średnie tempo, dopiero na tym cieście pieczone są solówki, te już w różnych tempach, choć również z przewagą średnich. Pierwszy utwór z setu jest tego doskonałym przykładem. Prelude / Into The Future zaczyna się od arcyciekawej orkiestracji, zagranej jak mniemam na klawiszach przez Rudessa (nie przypominam sobie, by we wkładce była jakaś wzmianka o orkiestrze). Dalej mamy zestaw wesoło brzmiących melodyjek poukładanych w "niby zwrotki" i "niby refreny", do tego jeszcze w środku smaczek w postaci interesującej, choć krótkiej zagryweczki na basie. Ogólnie przypomina to trochę wprawki grane przez gitarzystów dla lepszego opanowania gryfu, ale słucha się tego miło. Znacznie spokojniej i bardziej ilustracyjnie jest w Beyond The Door. Więcej przestrzeni zarezerwowano dla instrumentów klawiszowych, gitarowego wymiatania nie ma tu prawie wcale, ale i być nie musi. To, co jest, dodano raczej dla zasady. W ogóle ten kawałek mógłby spokojnie być typową piosenką z wokalistą, typowa solówka jest tu umieszczona w tym samym miejscu, w którym byłaby, gdyby to był utwór ze śpiewem. Spokojnie będzie też w Message In A Dream. Doskonale dobrano tytuł do zawartości, bo faktycznie jakoś kojarzy się ten utwór ze snem, może dlatego, że ozdobiono go wolnymi bluesującymi zagrywkami, a szybsze momenty zagrane są na nieco łagodniejszym brzmieniu przesteru i z dodanym pogłosem. Od połowy numeru mamy już niestety bardziej typowego Vinniego, niestety, bo mógł z tego zrobić dwa osobne kawałki. As Time Slips By jest kontynuacją spokoju i zgodnie z tytułem kolejną "senną" pozycją. Wstęp mógłby zostać wykorzystany jako podkład do jakiegoś przedstawienia baletowego, dalej to taka przeplatanka bluesów i muzyki poważnej. Piosenka dobra do wieczornego odsłuchiwania. Nadchodzi wreszcie Race With Destiny, mój absolutny faworyt z tego krążka. Szybkie kostkowanie po stłumionych strunach to jest to, co uwielbiam, poza flażoletami oczywiście. Vinnie kostkuje tu wzorcowo i pozostaje jednym z moich idoli pod tym względem. Do tego dochodzą miłe dla ucha melodie rodem z muzyki poważnej i do intelektualnej ekstazy dużo więcej nie potrzeba. While My Guitar Gently Weeps to cover kompozycji Johna Lennona. Nie pamiętam w chwili obecnej, jak wypadał oryginał. ale w wykonaniu Vinniego brzmi to przecudnie. Utwór zmajstrowany bardzo profesjonalnie, nie ma tu niepotrzebnych dźwięków, budowa typowo zwrotkowo-refrenowa. W Tempest powrót do neoklasyki, choć jak na Moore'a jest to dość sztampowy kawałek i pomimo tego, że wszystko zostało poprawnie zagrane, można potraktować go jako zapychacz. Po prostu nie wyróżnia się on niczym szczególnym (z wyjątkiem zamieszczonych w środku smakowitych dwóch miniaturek odegranych na gitarach akustycznych). Bez szczególnego konceptu Vinnie zagrał też Pieces Of A Picture, kolejny zapychacz, dobrze że zamieszczony pod koniec płyty. Więcej w nim akcentów jazzowych, chociaż całościowo jest on bardzo melodyjną pozycją. Myślę, że spodobałby się miłośnikom dźwięków spod znaku Liquid Tension Experiment i solowych krążków Steve'a Morse'a. Album zamyka spokojne April Sky, które ma w sobie coś z nastroju bożonarodzeniowego. Pewnie wywoływanie takich skojarzeń nie było zamiarem Moore'a, ale jednak tak to właśnie wygląda. Kojarzy się z zimą, przymrozkiem na szybach i prezentami pod choinką.

Nie wiem, na ile tego typu płyty mogą spodobać się typowym słuchaczom, którzy szukają czegoś jako podkład "do kotleta". Myślę jednak, że album powinien zadowolić fanów grania gitarowego i chyba ogólnie pojętej muzyki instrumentalnej. Jak ktoś lubi usiąść, wsłuchać się w płynącą z głośników muzykę i filozofować o wszystkim i o niczym konkretnym zarazem, to jest to pozycja dla niego. Dla gitarzystów z kolei jest to jak elementarz dla pierwszoklasisty, absolutny mus. Polecam.

Oficjalna strona artysty: www.vinniemoore.com