Vinnie Moore - The Maze

Vinnie Moore - The Maze

Wydawca: Shrapnel Records
Rok wydania: 1999

  1. The Maze
  2. King Of Kings
  3. Cryptic Dreams
  4. Never Been To Barcelona
  5. Watching From The Light
  6. The Thinking Machine
  7. Eye Of The Beholder
  8. Rain
  9. In the Healing Garden
  10. Fear And Trepidation

Skład: Vinnie Moore - gitary; Tony MacAlpine - instrumenty klawiszowe; Dave LaRue - gitara basowa; Shane Gaalaas - perkusja

Produkcja: Vinnie Moore

Kontynuując tradycję wydawania solowych płyt pod koniec XX wieku Vinnie Moore uraczył fanów jeszcze jedna pozycją sygnowaną swoim nazwiskiem. Kupiłem ten krążek w ciemno, zaraz jak tylko wyszedł, bo akurat leżał w Empiku, tak się złożyło, że dystrybutorem Shrapnela na Polskę był w owym czasie sławny/niesławny Metal Mind Productions. Przy pierwszym przesłuchaniu album nie powalił mnie na kolana, spodobały mi się raptem dwa czy trzy utwory, przy kolejnych podejściach do mego gustu przemówiło więcej kompozycji.

Pierwszy numer, czyli tytułowe The Maze, to istny labirynt dźwięków poskładanych w większości wedle struktur neoklasycznych z niewielkim dodatkiem muzyki fusion. Bardzo przypomina to twórczość samego Vinniego z czasów jego drugiej płyty i kawałek mógłby się tam naturalną drogą znaleźć. Jest to jedna z moich ulubionych pozycji w zestawie, między innymi ze względu na tę wolniejszą klasyczną wstawkę w środku utworu, gdzie Moore ogrywa kilkakrotnie pewien schemat zmieniając w nim za każdym razem ostatni dźwięk. Coś podobnego zagrał już na swym debiucie w numerze N.N.Y., który również zawsze należał do moich faworytów. Na uwagę zasługują także ciekawe aranżacje instrumentów klawiszowych (w tej roli jak zawsze wielki Tony MacAlpine) oraz kilka zagrywek na gitarze basowej, zwłaszcza ta grana klangiem (tutaj popisał się z kolei Dave LaRue). King Of Kings to dość typowy jak na Moore'a utwór w średnim tempie i o neoklasycznych koneksjach. Zaczyna się wolno i bez szczególnego wymiatania, potem nieco szybszych nut i kilka zagrywek zapożyczonych jakby od Satrianiego, także jeden z najlepszych numerów na krążku. Ciężki riff to początek Cryptic Dreams, chyba najbardziej rockowe nagranie z setu, riffy pojawią się jeszcze w środku, reszta trochę znów na nutę Satrianiego, ale takie zapożyczenia to nic złego. Całościowo raczej spokojna kompozycja z elementami muzycznego niepokoju. Przewrotny tytuł Never Been To Barcelona i oto nadchodzi flamenco w komercyjnym wydaniu. Że Vinnie potrafi grać w takim stylu, wiadomo było już od czasów jego pierwszej płyty. Tam zagrał tak tylko na początku jednego utworu, tutaj zrobił cały numer w wersji flamenco i trzeba przyznać, że dodaje on wydawnictwu kolorytu. Niespodzianka wraz z nastaniem Watching From The Light, pierwsze nuty to dosłownie muzyka country, dalej nie brak country-bluesowych klimatów, choć całość zagrana jest na przesterze. Ponownie nasuwają się skojarzenia z Satrianim, gdybym nie wiedział. czego akurat słucham, pomyślałbym, że to jakiś nowy kawałek Joego. Powrót do rockowo-neoklasycznej stylistyki następuje w The Thinking Machine i pomimo mało ciekawego wstępu reszta brzmi wyśmienicie. Jak dla mnie jest to kompozycja nr 3 na płycie, zaraz za kawałkiem tytułowym i wspomnianym wyżej utworze w stylu flamenco. Bardzo klimatycznie jest w Eye Of The Beholder, mamy dźwięki rodem ze Star Treka, do tego jeszcze w środku numeru gitara basowa tworzy specyficzny nastrój, również kojarzący się z filmami science-fiction. Przypomina mi to nieco jedną zagrywkę z solowej płyty Michaela Romeo, nie pamiętam tylko, który z panów nagrał coś takiego wcześniej. Znów przychodzi kolej na coś spokojniejszego i oto mamy ilustracyjne Rain . Formuła kawałka bardzo podobna do "Watching...", także tutaj klimatycznie sporo nawiązań do Satcha, takie skojarzenia wywołują nie tylko bluesowe melodie, ale również samo brzmienie gitary i podkładów. Takich kompozycji najlepiej słucha się wieczorami lub niedzielnym popołudniem, działają odstresowująco. Niewiele szybciej będzie w In the Healing Garden, tyle tylko, że to już bardziej charakterystyczne granie jak na Vinniego. Utwór nawiązuje silnie do kilku innych nagranych na pierwszych krążkach, ale ozdobiony został ponadto smaczkami w postaci wstawek flamenco. Pomimo faktu, że to inna stylistyka, jakoś pasują one do całości, Vinnie po raz kolejny potwierdza swoją klasę. Ostatnie na płycie Fear And Trepidation jest jakby klimatycznym miksem tego, co już pojawiało się na albumie w różnych kompozycjach. Nie są to oczywiście te same melodie, niemniej jednak tempa i specyficzne rozwiązania aranżacyjne brzmią znajomo. Moore wydaje się grać głównie dla własnej satysfakcji, a że podoba się to przy okazji innym, to już tylko plus dla Vinniego.

Moim zdaniem to wydawnictwo nie ustępuje w niczym klasycznym płytom Moore'a, jest równie dobre, choć już nie tak odkrywcze. W przypadku muzyków z tak długim stażem brak innowacji nie musi być wcale wadą. Vinnie ma swój styl i się go trzyma, jak wielu przed nim i po nim. Płyta wyszła w 1999 r., kiedy to bardzo mało wykonawców nagrywało dobre i melodyjne dzieła. Tym krążkiem Vinnie przekonał mnie, że jego albumy można kupować w ciemno.

Oficjalna strona artysty: www.vinniemoore.com