
Van Halen - MCMLXXXIV
Wydawca: Warner Bros / WEA
Rok wydania: 1978
- 1984
- Jump
- Panama
- Top Jimmy
- Drop Dead Legs
- Hot For Teacher
- I'll Wait
- Girl Gone Bad
- House Of Pain
SSkład: David Lee Roth - śpiew, chórki; Alex Van Halen - perkusja, instrumenty perkusyjne, chórki; Eddie Van Halen - gitary, instrumenty klawiszowe, chórki; Michael Anthony - gitara basowa, chórki
Produkcja: Ted Templeman
W sylwestrową noc 1983 r. miała miejsce premiera szóstego krążka w dyskografii Van Halen. Była to zarazem ostatnia płyta, na której zaśpiewał David Lee Roth, bowiem wokalista odszedł jesienią roku następnego, by poświęcić się karierze solowej. Do jego odejścia przyczyniły się głównie coraz częstsze kłótnie z Eddiem, nieporozumienia doszły do takiego stopnia eskalacji, że obaj panowie nie chcieli widzieć się na oczy i i pozostali skłóceni na ponad 20 lat.
Album ten jest jednym z najpopularniejszych w karierze Van Halen, sprzedał się w ponad dziesięciu milionach egzemplarzy w samym USA, dotarł też do drugiej pozycji na liście Billboardu. Warto dodać, że na pozycji pierwszej znajdował się wtedy Thriller Michaela Jacksona, na której to płycie gościnną solówkę zagrał Eddie w utworze Beat It. Z innych ciekawostek można przytoczyć tę, że "1984" było pierwszym dziełem zespołu nagranym w domowym studiu Eddiego o nazwie 5150 (podobno w Stanach tym numerem policjanci określają narkomana), od którego to z kolei tytuł wziął następny album ekipy Edka. Futurystyczny wstęp w postaci tytułowego 1984 zagrany został na klawiszach przez samego Eddiego, który posiada klasyczne wykształcenie muzyczne jako pianista, na krążku znalazło się tym razem więcej kompozycji, gdzie Edward mógł się pokazać od tej strony. Chociażby singlowe Jump w większości opiera się na klawiszowym riffie i jest to, nie wstydźmy się napisać prawdy, kawałek popowy. Nic dziwnego, że okupywał listy przebojów i był jednym z najczęściej puszczanych utworów roku 1984. Powiem szczerze, że uwielbiałem niegdyś ten numer, ale częste odsłuchiwanie tego nagrania spowodowało tzw. zmęczenie materiału i teraz go po prostu pomijam. Tak czy inaczej, ze względu na sukces, jaki przyniósł on Halenom, aż chciałoby się rzec, że zespół Europe wiedział co robi, kiedy nagrywał dwa lata później swoje The Final Countdown. Dzięki takim kawałkom ten typ muzyki wyszedł poza zamknięte środowiska słuchaczy muzyki hard rockowej. Za to Panama to już hard rockowy hit jak się patrzy. Mój zdecydowany faworyt z tego krążka, chyba najbardziej lubię go za to, że otwarcie nawiązuje do materiału z debiutanckiego albumu. Ostre gitary, zgrabne riffy, refren który chce się wykrzykiwać razem z wokalistą. Siłą rozpędu i chyba na fali sukcesu poprzednich singli również ten dotarł do list przebojów, aczkolwiek już nie na tak wysokie pozycje. Nic dziwnego, w końcu na listy głosują fani muzyki pop, miłośnicy rocka na takie pierdoły nie tracą czasu. Intrygująca gra flażoletami to znak firmowy i Eddiego i kawałka o tytule Top Jimmy. Ten numer pisany był chyba specjalnie pod wokal Lee Rotha, bo podobny materiał usłyszymy na jego wydawnictwach solowych. Utwór ma w sobie coś z pierwotnego rock'n'rolla, mimo to nie jest on tak przebojowy jak poprzednie pozycje. Ma za to bardzo typową vanhalenowską solówkę, jaka będzie klonowana przez setki innych kapel grających w podobnym czasie. Na słuchanie Drop Dead Legs muszę mieć szczególny nastrój, bo czasami wydaje mi się ten numer nudny jak flaki z olejem, zdarza się jednak że słucham go z przyjemnością (podobają mi się te riffy za połową kompozycji), nigdy jednak z wypiekami na policzkach. Nie da się ukryć, że odstaje on od reszty setu, choć ogólnie nie jest zły. Hot For Teacher to też jeden z najbardziej znanych numerów z krążka, jak by sugerował tytuł, kierowany raczej do szkolnej grupy słuchaczy. Szaleńcze tempo i charakterystyczny gitarowy riff oparty na szybkim rock'n'rollu to znaki szczególne tego utworu. Nakręcono do niego całkiem ciekawy teledysk, więc i on szybko stał się popularny. Nadmienię tak na marginesie, że solówka i niektóre zagrywki z niego były zapewne inspiracją do wielu patentów granych później przez Steve'a Vaia. Bazujące na klawiszach I'll Wait wypada o niebo lepiej od przereklamowanego Jump. Pulsujący rytm basu (popularnie zwany "pompką") będzie charakteryzował jeszcze wiele hard rockowych i AORowych kompozycji z lat '80. Dla porównania posłuchajcie chociażby Every Schoolboy Knows z repertuaru Aviator... Wstęp podobny do "Dead...", ale dalej już ostry rocker to Girl Gone Bad. Odnoszę wrażenie, że również tym razem docelowym słuchaczem miała być młodzież szkolna, ale cóż w tym dziwnego, to młodzi mają wystarczająco dużo czasu na słuchanie muzyki i chadzanie na koncerty, od zarabiania pieniędzy są przecież rodzice... i muzycy rockowi ;). Na zakończenie albumu znacznie ostrzejszy i cięższy utwór od swoich poprzedników. House Of Pain pochodzi podobno jeszcze z wczesnych lat istnienia Van Halen, czyli gdzieś z drugiej połowy lat '70. Jedna z lepszych pozycji w zestawie, zdecydowanie, to samo tyczy się zagranej tu solówki.
Płyta ta ma jedną zasadniczą wadę - jest cholernie krótka. Pamiętam, jak przy pierwszym jej odsłuchiwaniu gdzieś w okolicach trzeciego kawałka poszedłem do kuchni zaparzyć sobie herbatę, kiedy wracałem z kubkiem do pokoju, album już dobiegał końca i trzeba było zapodać go sobie jeszcze raz. Ogólnie jest to dobra mieszanka porządnego hard rocka z licznymi elementami muzyki pop, do tego jeszcze fajna okładka, chociaż w mój gust mimo wszystko najbardziej trafia jednak debiut. Tak czy inaczej, obok Kamasutry ( ;) ) jest to jedna z klasycznych pozycji i nie wypada jej nie znać. Jak najbardziej polecam.
Oficjalna strona zespołu: www.van-halen.com