Vince Neil - Tattoos & Tequila

Vince Neil - Tattoos & Tequila

Wydawca: Frontiers Records / Eleven Seven Music / Universal / Zoom
Rok wydania: 2010

  1. Tattoos & Tequila
  2. He's A Whore (Cheap Trick)
  3. AC/DC (Sweet)
  4. Nobody's Fault (Aerosmith)
  5. Another Bad Day
  6. No Feelings (Sex Pistols)
  7. Long Cool Woman (The Hollies)
  8. Another Piece Of Meat (Scorpions)
  9. Who Will Stop The Rain (Creedence Clearwater Revival)
  10. Viva Las Vegas (Elvis Presley)
  11. Bitch Is Back (Elton John)
  12. Beer Drinkers And Hell Raisers (ZZ Top) [bonus track]

Skład: Vince Neil - śpiew; Dana Strum - gitara basowa; Jeff Blando - gitary; Zoltan Chaney - perkusja

Produkcja: Jack Blades i Marti Frederiksen

Śpiewać każdy może... Vince Neil nie jest może jednym z najlepszych wokalistów świata, ale za to nie ulega wątpliwości, że jest jednym z najlepiej rozpoznawalnych. Poza tym ma facet szczęście do współpracy z dobrymi muzykami, by choćby wspomnieć udany alians ze Stevem Stevensem i resztą ekipy przy okazji pamiętnego, solowego debiutu - de facto, moim zdaniem jednej z najlepszych hard rockowych płyt lat '90. Teraz Vince powraca z kolejnym, trzecim już krążkiem studyjnym sygnowanym swoim nazwiskiem.

Przede wszystkim od razu ucieszy fanów fakt, że po kiepskim albumie Carved In Stone, gdzie wokalista uległ modnym wówczas dźwiękom z gatunku industrial/alternatywa, mamy wreszcie powrót syna marnotrawnego do tego, co uczyniło go sławnym - do hard rocka. Na Tattoos & Tequila wspomaga Neila doborowa brygada - dwóch członków zespołu Slaughter - gitarzysta Jeff Blando i basista Dana Strum, plus mniej znany, ale obiecujący bębniarz Zoltan Chaney. Ponadto warto zwrócić uwagę na producencki zestaw składający się z Jacka Bladesa (Night Ranger, Damn Yankees) odpowiedzialnego tu za większość materiału złożonego z coverów i Martiego Frederiksena (współpracował m. in z Aerosmith, Def Leppard i Buckcherry), który wyprodukował dwie premierowe kompozycje, a jednej z nich jest nawet współkompozytorem. Właśnie od niej, utworu tytułowego rozpoczyna się płyta. Trzeba przyznać, że numer choć brzmi trochę nowocześnie, jest całkiem niezły. Jedyne, do czego mógłbym się przyczepić, to niestety... linie wokalne Vince'a. Nie wiem, czy nie lepiej byłoby je odśpiewać, zamiast wstawiać partie mówione. Podobną klimatycznie ścieżkę zarejestrował w zeszłym roku Stryper i tamtejszy gardłowy poradził sobie z tym wyzwaniem w sposób znacznie bardziej udany. Pierwszą serię coverów zaczyna świetna przeróbka He's A Whore z repertuaru Cheap Trick. Oryginał miał coś w sobie, ale to dopiero wersja Neila pokazała moim zdaniem, jak dobry jest to utwór. Może po prostu wokaliście udało się uwypuklić największe zalety tego kawałka, a przy okazji zaaranżować go w sposób bardziej nowoczesny (oryginał przypominał trochę dokonania punkowego The Clash). Następne na stole operacyjnym znalazło się AC/DC, pierwotnie grane przez glamowe Sweet. Vince raz jeszcze śmiało i bez kompleksów uwspółcześnił ten przyzwoity skądinąd numer i zarazem nadał mu piętno charakterystyczne dla własnego stylu. Gdybym nie znał oryginalu i gdyby ten cover dorzucono do pierwszego solowego wynurzenia tego muzyka i biznesmena (wokalista Mötley Crüe prowadzi kilka firm, tak na marginesie), to mógłbym pomyśleć, że to jedna z jego autorskich kompozycji. Za przerabianie wczesnych nagrań Aerosmith brało się wiele grup, zabrał się i Neil, a za cel wybrał sobie Nobody's Fault. Tu też nasz bohater zdał egzamin na wysoką notę. Oba wykonania mają w sobie dużo energii, oba brzmią nieźle. Muszę pochwalić też pracę towarzyszących Vince'owi instrumentalistów, bo zagrać proste rzeczy tak, by miały "pałera", to też jest sztuka. Another Bad Day to już coś łagodniejszego i nie da się ukryć, że to ballada. Podobno napisał ją Nikki Sixx do spółki z Traciim Gunsem (L.A. Guns) na potrzeby krążka New Tattoo Motleyów, ale z jakichś powodów piosenka nie weszła w skład tamtejszego zestawu utworów (najprawdopodobniej po prostu nie pasowała tam stylistycznie). Komentował nie będę, zanotuję tylko zwyczajnie, że jak tylko Vince chce, to potrafi odnaleźć się i w takim materiale. To, że Neil lubił czasem posłuchać punk rocka, to tez żadna nowość, wszak tu i ówdzie pojawiały się już jego interpretacje kawałków z takiej stylistyki. Tutaj mamy kolejny - No Feelings z repertuaru Sex Pistols i choć nie lubię takiego grania, muszę stwierdzić, że frontmanowi Motleyów wyszło to zdecydowanie lepiej (ale nie czarujmy się, każdemu sprawnemu technicznie muzykowi wyszłoby to lepiej niż Pistolsom). Cieszy ucho również Long Cool Woman (In A Black Dress), gdzie i tym razem Vince wyszedł z pojedynku zwycięsko. Już oryginał miał w sobie coś jankeskiego, a gardłowy nie tylko to dostrzegł, ale i zadziałał jak wzmacniacz - w jego wykonaniu numer jest jeszcze bardziej kowbojski. Nie jestem jakimś szczególnym znawcą tego gatunku, ale wersja Neila bardziej mnie przekonuje. Dalej umieszczono cover Another Piece Of Meat, w sumie jeden z klasyków Scorpions. Pierwotne wykonanie mocno kojarzyło mi się z dokonaniami Led Zeppelin, u Neila raczej już takich skojarzeń nie mam. Najbardziej zawsze podobał mi się przebojowy refren, tym razem również on jest najmocniej przekonujący - dodam tylko, że głos Neila silnie przypomina mi manierę śpiewania i barwę wokalisty Axxis. Brawurowym pomysłem było sięganie po Who Will Stop The Rain Creedence Clearwater Revival, jak by nie było jest to jedna z kultowych już piosenek tego wykonawcy. Nasz muzyk podszedł do tematu bardzo dyplomatycznie i z pewnością nie urazi fanów jednego z prekursorów southern rocka (co ciekawe, pochodzili z okolic San Francisco - sam się tego dowiedziałem dopiero niedawno). Nowa wersja posiada bardziej krystaliczne brzmienie i w zasadzie nie różni się poza tym jakimiś większymi szczegółami. Bardzo ciekawiło mnie, co też Vince wymyśli przy okazji Viva Las Vegas. Równać się z Elvisem Presleyem mało kto może, a to akurat jedno z najlepszych jego nagrań. Po prawdzie, to uwielbiam tę piosenkę w wykonaniu ZZ Top i uważam za równie dobrą jak oryginał, do grona udanych coverów zaliczę i wersję Neila. Mocno odchodzi od pierwowzoru, ale tym razem to jednak zaleta - dzięki szybkim i ostrym gitarom numer nabrał "pałera". Ścieżki The Bitch Is Back nie znałem wcześniej (bo nie słucham Eltona Johna na co dzień), zapoznałem się z nią dopiero po usłyszeniu coveru gardłowego Motleyów. Cóż, żadna z wersji nie powala mnie jakoś na kolana, wydaje mi się jednak, że obie są całkiem strawne (Neil wplótł jeszcze jako "smaczek" mały cytat z Won't Get Fooled Again The Who). Warto sięgnąć po wydanie krążka z bonusowym utworem Beer Drinkers And Hell Raisers, w pierwowzorze wykonywanym przez sympatycznych brodaczy z ZZ Top. Z dość przeciętnego bluesującego kawałka udało się Vince'owi Neilowi zrobić porządnego rockera z podbitym tempem. Jak dla mnie rewelacja i zarazem jedna z najlepszych pozycji na płycie.

Trzeba przyznać, że z coverami wokalista Mötley Crüe uporał się bez zgrzytów, a fani mogą słuchać Tattoos & Tequila z podniesioną głową. Na koniec słowo o nadzwyczaj sugestywnej okładce wydawnictwa. Kojarzy się z typowym życiem muzyka rockowego, który kiedy tylko nie koncertuje i nie komponuje, wypoczywa w jakimś luksusowym hotelu w Los Angeles popijając drinki, serwowane zresztą przez cycate blondynki. Wygląda na to, że Vince nie przepił wszystkiego, jak to by wynikało z wywiadów, a zainwestował (ma własny hotel, linie lotnicze, markę tequili, bar i salon tatuażu).

Oficjalna strona artysty: www.vinceneil.net