Priscilla - High Fashion

Priscilla - High Fashion

Wydawca: Suncity Records
Rok wydania: 2010

  1. Wake Up The Neighborhood
  2. Lick 'N A Kiss
  3. Love In Action
  4. Can't Wait For The Night
  5. (Gimme Lovin') Tonight
  6. Some Like It Hot
  7. Always Think Of You
  8. Just Can't Stop
  9. Rocked Outta Love
  10. Broken Angel
  11. Stay With Me (demo)
  12. High Tonight (demo)
  13. Fade Away (demo)
  14. High Fashion (demo)

Skład: El Mar Kramer - śpiew, chórki; Mike Koloda - gitara prowadząca i rytmiczna; Tommy Frietchen - gitara rytmiczna i prowadząca, chórki; Terry Michael Sommers - gitara basowa, chórki; Jeffrey Mash - perkusja
Gościnnie: Rich Spina - chórki w [11]; Billy Sullivan - chórki w [11]

Produkcja: Sean Beavan i Priscilla

Kto wie, ile jeszcze pozostało zespołów ze złotej ery hair metalu, które w swoim czasie nie zdołały wydać płyty. Na rynku muzycznym działa już kilka wytwórni próbujących wyławiać takie niedocenione perełki, a wśród nich jedną z najbardziej znanych jest Suncity Records, które wydało choćby albumy polskiego Lessdress. Wśród jednych z ostatnich wydawnictw wytwórni znajduje się z kolei glamowa Priscilla.

Pochodząca z Cleveland Priscilla pojawiła się na scenie pod koniec pamiętnych lat '80 i nawet przez moment zdołała przyciągnąć większą uwagę fanów. Koncertowała wtedy z nieco bardziej znanymi w branży grupami takimi jak Pretty Boy Floyd czy Hericane Alice, których występy otwierała. Największy sukces odniósł wydany na singlu przebój Wake Up The Neighborhood, bowiem wkrótce po jego edycji odnotowano sprzedaż w ilości 20 tysięcy egzemplarzy. Pełnego krążka jednak wtedy zespół wypuścić nie zdołał, jego czas nadszedł po ponad 20 latach i cieszyć możemy się materiałem pod nazwą High Fasion. Jakość dźwiękowa całości jest, jak to zwykle bywa przy tego typu wznowieniach, różna. Pierwsze 10 utworów brzmi lepiej, a to za sprawą producenta Seana Beavana, znanego z późniejszej współpracy z Nine Inch Nails i Marilynem Mansonem. Oczywiście stylistyka gry formacji nie ma z tymi nazwami kompletnie nic wspólnego, bo mamy tu rasowy glam metal / party rock i najprościej jest określić grupę jako naśladowców swych bardziej znanych w branży kolegów z Poison. Słychać to już w otwierającym album singlowym utworze Wake Up The Neighborhood. Nagranie posiada wszystkie te cechy, którymi charakteryzowały się pierwsze płyty Michaelsa i spółki, a także, choć w mniejszym stopniu, Pretty Boy Floyd. Może to złudzenie, ale wydaje mi się też, że jednak chłopaki grają nieco ostrzej od wspomnianych, lecz to chyba kwestia produkcji. Poszukujący piosenek na jakieś domowe party, uwzględnijcie śmiało ten numer na swoich setlistach. Mógłbym podobne rzeczy napisać o kolejnym Lick 'N A Kiss, ale tym razem wolę przywołać innych glamowców, mianowicie opisywane przez mnie kilka miesięcy temu Talks Cheap. Jakoś nigdy specjalnie nie przepadałem za Poison i ich klonami, jednak nasuwa się prosty wniosek - skoro grupa DeVille'a i Michaelsa zainspirowała tak licznych naśladowców, to jej muzyka musiała być bardziej wpływowa, niż mi się to wydawało. Zaleta tego faktu jest taka, że jak już ktoś chwyci bakcyla, to łatwo strawi wszystko, co w takiej stylistyce zostało i zostanie nagrane. W Love In Action pojawia się świetny riff napędowy, niestety mało ciekawe linie wokalne moim zdaniem rozkładają ten kawałek na łopatki. Po prostu przeciętność i zarazem przekonujący argument, dlaczego wiele tego typu zespołów nie było na tyle mocnych, by zainteresować sobą wytwórnie płytowe. Może się podobać Can't Wait For The Night, chociaż gdzieś u jego podstaw leży punkowa rytmika. Też w sumie żadna nowość, bo punk to ileś tam procent w stylistyce glamowej, jednak dla mnie to raczej wada, bo cenię sobie przede wszystkim dobry, hard rockowy riff, a nie przepadam za garażowym graniem. Prędzej dociera do mnie następny w zestawie (Gimme Lovin') Tonight. Cholera, gdyby go tak solidnie przyprawić klawiszami i często puszczać radiu i TV, to mógłby być niezły hit i śmiało mógłby konkurować z Poison. Tempo średnie, bujające, lecz z tendencją raczej do zwalniania niż przyspieszania, całkiem nieźle brzmiące gitary i tylko trochę markotna solówka. Muzycznie zmienia się grupa w Some Like It Hot, dorzuca do ognia i gra jakby bardziej rock'n'rollowo, choć wokalnie wciąż tkwimy w glamie. Może nie jest to jakiś "killer", mimo wszystko miło się tego słucha, a jak ktoś ma ochotę, to nawet może zatańczyć ;). Coś dziwnie długo nie było wszędobylskiej na takich płytach ballady i oto jest. Always Think Of You pod względem budowy jest niczego sobie, choć wokale brzmią zbyt mało przekonująco. Podobnych ścieżek było w owym okresie całe mnóstwo i chyba Priscilla nie podbiłaby serc niewieściej części słuchaczy MTV (choć mogę się mylić). Wstęp do Just Can't Stop przywodzi trochę na myśl wczesne Bon Jovi, ale dalej mamy powrót do glamu. Tym razem chyba więcej podobieństw do Pretty Boy Floyd. Sądząc po aranżacjach, miało to być chyba coś na wzór nieco ostrzejszej ballady i wyszło nawet przyzwoicie. Po kilku przesłuchaniach numer spodobał mi się na tyle, by mieć ochotę na kolejne odsłuchy, ba, to chyba nawet jedna z najlepszych ścieżek na krążku. Nieźle zapowiadał się także Rocked Outta Love, gdzie wioślarz przypomniał sobie, że potrafi co nieco wyczarować ze swego ramienia tremolo. O dziwo, również basista zaczął być bardziej słyszalny na tle kolegów z zespołu. No, nie powiem złego słowa o tej kompozycji. Broken Angel to łatwo strawny numer, który dobrze spisałby się na koncertach. Nic szczególnie skomplikowanego, za to wpadającego w ucho. Stay With Me otwiera serię demówek i z racji kiepskiej jakości brzmienia wydaje się cieniutkie. Próbuję sobie wyobrazić go, jak by wyglądał, gdyby dopieszczono go w studiu. Może wyszłoby z tego coś w miarę przyzwoitego, ale do przeboju raczej byłoby daleko. Za to żal mi mocno High Tonight, bo mimo iż jego jakość jest produkcyjnie tragiczna, to słychać, że to najbardziej skomplikowany technicznie kawałek formacji. Gdzieś tam przebija się z niego genialna praca gitar i tylko brzmienie leży na całego (jakby ktoś stojąc za drzwiami nagrywał to na zdezelowanym walkmanie). Podobne odczucia mam przy Fade Away, takiej niby to pół-balladzie. Byłaby ona dużo lepsza od zamieszczonej wcześniej niezbyt udanej pościelówki. Wyobraźnia podpowiada mi, że mogłoby z tego wyjść coś apetycznego na wzór semi-ballad Lillian Axe z okresu ich drugiej płyty. Na szarym końcu zamieszczono utwór tytułowy. High Fashion ma spory potencjał na hit i aż dziw bierze, że żadna wytwórnia nie wyłożyła kasy na te i dwa poprzednie kawałki, gdyż z lepszą produkcją byłyby one lepsze od tych z początku setu i miałyby szansę konkurować z topowymi kapelami poruszającymi się w tym samym lub podobnym gatunku.

Ogólny odbiór wydawnictwa jest bardzo pozytywny. Kto lubi stylistykę Poison i Pretty Boy Floyd, może w zasadzie po krążek sięgać w ciemno. Kilka numerów po odpowiednim doszlifowaniu zaprowadziłoby grupę na szczyt. Los bywa przekorny i tak się nie stało. Nie pozostaje nic innego, jak cieszyć się tym, co mamy i posłuchać, jak zespoły próbowały się wybić ponad dwadzieścia lat temu.

Oficjalny profil na MySpace: www.myspace.com/priscillaglam