Veloce Hystoria - Shining & Majestic

Veloce Hystoria - Shining & Majestic

Wydawca: Veloce Hystoria
Rok wydania: 2009

  1. Prelude
  2. Childlike God
  3. Out Of Mind
  4. Damnation
  5. Thoughts In The Garden
  6. Chronology
  7. Written Among The Symbolic
  8. Memory Of Insane
  9. Shining & Majestic

Skład: Poul - gitara; Guilhem - perkusja; Alexis Runier - gitara basowa; Jonathan - instrumenty klawiszowe; Erik "EZ" Blomkvist - śpiew

Produkcja: Thierry Mas

W ciągu ostatnich kilku lat metal progresywny urósł w siłę i pojawiło się w związku z tym wiele nowych grup wykonujących ten gatunek muzyczny. Jedną z nich jest francuska kapela z Bourges - Veloce Hystoria. Wprawdzie zespół istnieje już trochę czasu, ale dopiero teraz, w 2009 r., zdołał wydać własnym kosztem debiutancki album o tytule Shining & Majestic. Trzeba przyznać, że jak na krążek "samowyprodukowany", jest to pozycja nadzwyczaj udana i naprawdę godna uwagi.

Produkcja wydawnictwa stoi na wysokim poziomie, zespół nagrywał materiał w rodzinnej Francji, jednak masteringu dokonano już w Szwecji pod okiem Jonasa Kjellgrena w Black Lounge Studio. Poziom techniczny muzyków celuje wysoko, pewne zastrzeżenia można mieć tylko do wokalisty Erika "EZ" Blomkvista, który znany jest z występów w szeregach grup takich jak Platitude i Dreamscape. Może i nie jest on złym gardłowym, ale jego barwa głosu pasuje do granej przez chłopaków muzyki tylko warunkowo i sprawdza się tylko w niektórych kompozycjach. Zresztą najprawdopodobniej formacja zdawała sobie z tego faktu sprawę i w chwili obecnej Blomquist nie jest już członkiem tej ekipy, jego miejsce zajął André Fuciarelli, który przywędrował tu po przygodach z Wild West i Shooter (śpiewu nowego wokalisty jeszcze nie słyszałem, więc nie mam jak obu panów porównać). Co do stylistyki, w jakiej grupa się porusza, to jest to progmetal z silnymi wpływami neoklasycznymi, częste barokowe podkłady od razu kojarzą mi się z dokonaniami Yngwiego Malmsteena, z czasów od płyty Facing The Animal aż po dzień dzisiejszy, podobnie rzecz ma się z solówkami. W dalszej kolejności natrafić można na pewne podobieństwa do Symphony X, DGM i czasami do Adagio - innej kapeli z Francji. Płytę zgrabnie rozpoczyna Prelude, nieco ponad minutowa miniatura z klawiszami stylizowanymi na klawesyn (skoro już o Francji mowa, to na myśl przychodzi królewski dwór któregoś z Ludwików). Ciekawa orkiestracja, interesująco zaaranżowane chóry, słowem dobry przedsmak dla całego krążka. Dalej rusza żwawo Childlike God, tu już wpływ Malmsteena wyczuwalny jest od pierwszych nut, nawet Erik zmusza swoje gardło, by brzmiało podobnie do klasycznych wokalistów Yngwiego - Soto i Boalsa. Taki styl gry mi odpowiada, chociaż jako wieloletni fan szwedzkiego wirtuoza jestem już z nim na tyle osłuchany, że chyba nic nie może mnie zaskoczyć. Po kilku przesłuchaniach nawet zaczynam tolerować i wokalistę. Na najlepszy moim zdaniem utwór na krążku długo czekać nie trzeba, bo ten szczytowy moment wydawnictwa przypada na trzeci w zestawie Out Of Mind. Numer ten zaczyna się od ostrego, tajemniczego riffu, który całej kompozycji nadaje odpowiedniej motoryki, potem następuje seria nie mniej tajemniczych solówek i w tym momencie nasuwają mi się skojarzenia z innym zespołem, który też mnie pozytywnie zaskoczył w bieżącym roku - bułgarskim Pantommind. Kawałek mógłby być jeszcze lepszy, gdyby gardłowy spisał się lepiej niż uprzednio, w pierwszej piosence wypadł nieźle, tutaj już niestety jest najsłabszym ogniwem w grupie. Druga solówka na ścieżce ma już inny klimat, bliższy muzyce spod znaku fusion, nie ma już neoklasycznych naleciałości, ze względu na tę odmienność również bardzo mi się podoba. Wiele niespodzianek czai się w kolejnym nagraniu, Damnation. Jego początek jest wolniejszy i delikatniejszy, sugerując się nim można spodziewać się progresywnej ballady, ale nieco dalej zespół ni stąd ni zowąd rusza z kopyta speed-powermetalową galopadą, a ponadto pojawiają się growle, których tutaj najmniej byśmy się spodziewali. Mnie to odpowiada, takie lub podobne patenty zastosowało w tym roku i Adagio, jeśli ktoś jednak podchodzi do muzyki śmiertelnie poważnie i nie wybacza kapelom wyłamywania się poza gatunkowe schematy, to jego gust może źle to przyjąć. Z kolei Thoughts In The Garden w kilku momentach przywodzi mi na myśl dokonania włoskiej formacji DGM, choć akurat pozostaje za nią nieco z tyłu. Obu kapelom nie udało się uniknąć power metalowego "dyliżansu", który moim zdaniem do kompozycji nie wnosi żadnego artyzmu. Rozumiem jednak względy komercyjne i fakt, że ten gatunek sprzedaje się całkiem nieźle i niektóre zespoły chcą coś dla siebie z tego tortu nieco wykroić. Zresztą Symphony X także takie momenty miewało... Formacje progmetalowe często zamieszczają na krążkach utwory instrumentalne i tutaj też takowy mamy. Chronology przypomina mi starego, dobrego Dream Theatera z czasów pamiętnego Images & Words, stąd i mój odbiór kawałka jest bardzo pozytywny. Nawet styl gry Poula mocno wzorowany jest na Petruccim. Sporo się tu dzieje i jak ktoś preferuje łatwo strawne i proste w strukturach utwory o popowych inklinacjach, to raczej nie jest to pozycja dla niego. Sympatię do Written Among The Symbolic pozyskał mi zespół podobieństwami do dwóch innych grup, które bardzo sobie cenię - Vindictiv (przez większość kawałka, z pominięciem linii wokalnych, które jednak są odmienne) i Children Of Bodom (klawisze we wstępie i niektóre partie gitar). Zabrakło mi tylko jakichś zapamiętywalnych melodii w chórkach i ogólnie w wokalach, ale cóż, najwyraźniej nie można mieć wszystkiego na raz. Memory Of Insane jest jak stylistyczna krzyżówka Dream Theater, Symphony X i Hollow Haze. Znów kompozycja "palce lizać", ale i znów niestety można się przyczepić do linii wokalnych. Śpiew wysokich lotów może podciągnąć każdy utwór w górę, lecz nie za dobry wokalista może zdołować nawet najlepsze muzyczne arcydzieło. Tytułowe i zarazem ostatnie w zestawie Shining & Majestic powala przestrzennością brzmienia, no i raz jeszcze irytuje wokalizami. Zależy kto czego oczekuje po kompozycji, na szczęście liczba partii instrumentalnych jest ogromna i śpiew Erika można po prostu ignorować delektując się pozostałymi dźwiękami płynącymi z głośników. Mnie przyciąga tu tajemniczy klimat i rytmiczne łamańce, w których gitarzysta i klawiszowiec prowadzą techniczne i melodyczne pojedynki.

Aż dziw bierze, że grupa nie znalazła wydawcy dla swego materiału i jestem niemal gotów się założyć, że nie szukała po prostu zbyt wytrwale, lub też nie zapukała do odpowiednich drzwi. Materiałem mogłyby być zainteresowane takie specjalistyczne wytwórnie jak Scarlet Records, Lion Music czy Escape Music i na miejscu zespołu tam uderzyłbym w pierwszej kolejności. Mam nadzieję, że już z nowym wokalistą muzycy podpiszą odpowiedni kontrakt. Płytę polecam fanom Dream Theater, Hollow Haze, DGM, Symphony X, Adagio i "nowego" Malmsteena.

Oficjalna strona zespołu: veloce.hystoria.free.fr
Oficjalna strona zespołu na MySpace: www.myspace.com/velocehystoria