
Uriah Heep - Salisbury
Wydawca: Vertigo / Mercury / Island / Santurary Records / Castle Music / BMG Japan / Earmark / JVC Victor
Rok wydania: 1971
- Bird Of Prey
- The Park
- Time To Live
- Lady In Black
- High Priestess
- Salisbury
- Simon The Bullet Freak [bonus w remasterze]
- High Priestess" (single edit) [bonus w remasterze]
- Here Am I [bonus w remasterze]
- Lady In Black (edit) [bonus w remasterze]
- High Priestess (alt. version) [bonus w remasterze]
- Salisbury (edit) [bonus w remasterze]
- The Park (alt. version) [bonus w remasterze]
- Time To Live (alt. version) [bonus w remasterze]
Skład: David Byron - śpiew; Ken Hensley - gitara slide, gitara akustyczna, chórki, pianino, harpsichord, organy, wibrafon; Mick Box - gitara prowadząca, gitara akustyczna, chórki; Paul Newton - gitara basowa; Keith Baker - perkusja
Produkcja: Gerry Bron
Salisbury to drugi studyjny krążek w dyskografii Uriah Heep, kontynuujący drogę obraną na debiucie, choć o pewnych inklinacjach progresywnych. Zespół wymienił w składzie perkusistę, a pod względem muzycznym bardzo się rozwinął w kierunku większej różnorodności stylistycznej w swych utworach. Tytuł albumu wraz ze swoją okładką nawiązuje do wojskowego okręgu w Wielkiej Brytanii, stąd też i angielski czołg typu Chieftain na obwolucie. Wydawca amerykański okładkę zmienił; powody tej zmiany nie są znane.
Na przykładzie płyty Salisbury można pokazać, jak niewiele różnił się rock progresywny od hard rocka w owym okresie. Struktury utworów nadal są proste w swej formie, opierają się na prostych riffach powtarzanych cyklicznie, urozmaicają je jednak partie linii wokalnych i instrumentów klawiszowych, dzięki czemu całość nie jest monotonna i nie nuży. I tak na przykład numer o tytule Bird Of Prey, pierwszy w zestawie, jawi się już jako muzyczna opowieść. Sporo w niej elementów niemal teatralnych, jakie nieco później zaadoptuje do swej twórczości inna legenda brytyjskiej sceny, grupa Queen. Charakterystyczny śpiew Byrona budującego z napięciem swoje linie, do tego jeszcze równie specyficzne chórki i inne przyśpiewki, a wszystko to na bazie podkładu z rytmicznie powtarzanych hard rockowych zagrywek. Drugi na krążku The Park to taki muzyczny poemat, skomponowany w całości przez Hensleya. Folkująca ballada, trzeba przyznać - bardzo subtelna, z nieco psychodeliczną solówką wykonaną na klawiszach pod koniec utworu. Słychać, jak bardzo pod względem nastroju kawałek różni się od swego poprzednika. W Time To Live powrót do ostrzejszego, a w każdym bądź razie cięższego grania. Wielką rolę grają tu partie instrumentów klawiszowych, harmonijnie powiązanych z partiami gitar rytmicznych. Ścieżka jest pod względem brzmienia bardzo typowa dla lat '70, ale przy tym jakby wygładzona. Niestety nie wiem, czy tak było w oryginale, bo płytę znam tylko z remasterowanego wydania japońskiego. Ktokolwiek za efekt końcowy odpowiada, chwała mu jednak za wykonanie dobrej roboty. Najbardziej znanym kawałkiem z płyty jest epicka ballada Lady In Black. Zbudowana w oparciu o partie czterech gitar akustycznych piosenka łatwo wpada w ucho. Opowiada o nagłym pojawieniu się nieznanej kobiety w czerni, która odwodzi bohatera od planów zamiany jego nudnego życia na wyprawę przeciw wrogom. Dziś mało kto komponuje jeszcze tak sugestywne i poruszające utwory. W High Priestess słyszę pewne nawiązania do twórczości Argent z podobnego okresu ich działalności, chociaż i na upartego można by doszukać się choćby ZZ Top. Taka fuzja lat '60 i '70, z bardzo melodyjnymi wokalami i dość łagodnym brzmieniem pozostałych instrumentów. Oficjalny zestaw z pierwotnego wydania kończy długa, ponad 16 minutowa kompozycja tytułowa - Salisbury. Znajdziemy tu pewne elementy teatralne, operowe, może nawet musicalowe. Dla zbudowania odpowiedniego klimatu zespół uciekł się do zatrudnienia orkiestry złożonej z 24 muzyków. Ciekawie wypada głos wokalisty, aczkolwiek momentami wydaje się być zbyt słabo nagłośniony, zakładam jednak, że to zabieg celowy, dla uzyskania efektu napięcia. W środku kawałka mamy awangardowo-jazzową linię basu oraz klawiszową solówkę utrzymaną na nieco psychodeliczną nutę, która znów wycisza się ustępując miejsca pląsającej gitarze basowej. Nieco uwagi poświęcę jeszcze nagraniom bonusowym, jakie znalazły się na wersji remasterowanej. Simon The Bullet Freak to bardzo spokojny numer, zagrany z manierą bluesową, chociaż ma w sobie coś "hendriksowskiego", przy czym wciąż pozbawiony jest w sobie tej zadziorności. Nadawałby się do emisji radiowej w godzinach porannych i mógłby być dobrym podkładem muzycznym dla słuchaczy przygotowujących sobie akurat śniadanie... Niepublikowany wcześniej Here Am I najprawdopodobniej jest jakimś odrzutem z sesji nagraniowej, pojawia się więc pytanie, dlaczego nie wszedł na oficjalną listę zwykłego wydania płyty. Powód mógłby być głupawy i to natury technicznej - album bez niego trwa prawie 40 minut, numer to z kolei blisko 8 minut muzyki i nie zmieściłby się na analogowy krążek mogący pomieścić 44 minuty nagrań. Tak czy inaczej, jest to jeszcze jedna kompozycja bardzo spokojna, zaskakująca mocniejszym uderzeniem w środku, co raz jeszcze przywodzi mi na myśl grupę Queen (z pewnymi elementami The Eagles w okolicach solówki). Pozostałe ścieżki bonusowe nie różnią się jakoś szczególnie od ich albumowych odpowiedników, z wyjątkiem Salisbury, które zostało tym razem bardzo brutalnie skrócone z szesnastu minut do raptem czterech.
Jakoś wolę debiutancki krążek Uriah Heep od "dwójki", ale jest to tylko kwestia mojego subiektywnego podejścia do obu płyt. Pewne jest natomiast to, że Salisbury to bardzo ambitne wydawnictwo, zaskakujące słuchacza różnorodnością połączonych stylów muzycznych. Prasa niejednokrotnie zarzucała zespołowi kopiowanie dokonań Deep Purple, lecz tak się czasami zastanawiam, czy nie było przypadkiem odwrotnie. Proponuję wysłuchać pierwszych kilku płyt obu formacji i wyrobić sobie na ten temat własne zdanie.
Oficjalna strona zespołu: www.uriah-heep.com