Black Water Rising - Black Water Rising

Black Water Rising - Black Water Rising

Wydawca: Black Water Rising
Rok wydania: 2009

  1. The Mirror
  2. Brother Go On
  3. Hate Machine
  4. Black Bleeds Through
  5. Blessed
  6. No Halos
  7. Living Proof
  8. Rise
  9. The River
  10. Sale On Your Soul
  11. Burn It Down

Skład: Rob Traynor - śpiew, gitary; Johnny Fattoruso - gitary; Mike Meselsohn - perkusja; Oddie McLaughlin - gitara basowa

Produkcja: Black Water Rising

Nowy York nie leży w południowych Stanach, mało tego, położony jest też po przeciwnej stronie USA w stosunku do Seattle. A jednak znalazła się w tym mieście kapela, która umyśliła sobie grać mrocznego hard rocka z wyraźnymi inklinacjami ku southern rockowi i wpływami muzyki grunge. Mowa o Black Water Rising, stosunkowo młodej grupie z Brooklynu, jaka zadebiutowała czteroutworowym, eponimicznie zatytułowanym minialbumem w 2008 r., teraz wydającej swój pełnometrażowy krążek. Płytę ochrzczono tym samym tytułem co EP-kę, co wprowadza do całej historii nieco zamieszania.

Wszystko zaczęło się od pomysłu, który powziął Rob Traynor, dotychczasowy wokalista i kompozytor zespołu Dust To Dust. Po wydaniu dwóch albumów ze swą macierzystą formacją Rob zapragnął grać muzykę bardziej mroczną, sięgającą korzeniami Black Sabbath, ale i mocno doprawioną southernowym sosem, plus coś w klimatach Alice In Chains. W tym celu zaprosił w 2006 r. do współpracy perkusistę Mike'a Meselsohna (wcześniej w Boiler Room), gitarzystę Johnny'ego Fattoruso (zdobywał szlify w Stereomud) i mniej znanego światu basistę Oddiego McLaughlina. Co ciekawe, grupa pozostaje wciąż bez kontraktu płytowego, oba wydane dotąd krążki zespół wypuścił własnym sumptem. Pierwszy rzut oka na okładkę i pierwszy plus, szata graficzna wywołuje dobre skojarzenia z południem Stanów. Album otwiera piosenka The Mirror i jest ona dobrą wizytówką dzieła. Spróbujmy wyobrazić sobie mieszankę Lynyrd Skynyrd z Pride & Glory, względnie z lżej zagranym Black Label Society - takie to mniej więcej jest granie. Kawałek robi pozytywne wrażenie, a barwa głosu Traynora nawet bardziej mi odpowiada od możliwości strun głosowych Zakka. Problem pojawia się, gdy słuchamy dalszych kompozycji. Im częściej zabieram się za ten krążek, tym bardziej dochodzę do wniosku, że utwory są tu do siebie bliźniaczo podobne. Brakuje tutaj pomysłowości, która charakteryzuje np. poruszających się w podobnej stylistyce Black Stone Cherry. Z drugiej strony, jak ktoś gustuje w takich zespołach, po Black Water Rising może sięgnąć z czystym sumieniem. Drugi numer, Brother Go On, promowany jest teledyskiem. Nie wiem, czemu akurat to nagranie wybrano do tego celu, moim zdaniem jest słabsze od poprzednika, przynajmniej przy pierwszym kontakcie. Trochę tu elementów w stylu Alice In Chains, wpleciono tez niestety nieco wstawek modern rockowych. Z drugiej strony piosenka po kilku przesłuchaniach przyciąga jak magnes. Silną jej stroną są te rozwlekłe wokale Roba w refrenach. Tak więc mamy niezbyt udane zwrotki i całkiem przyzwoite refreny. Co do Hate Machine mam mieszane odczucia. Mocny wstęp na nutę Pride & Glory, znów ciekawe refreny i znów całkowicie skopane zwrotki. Po raz kolejny muszę stwierdzić, że numer zyskuje wraz z każdym następnym przesłuchaniem, Zaczyna się przymykać oko na niedostatki, a wyczulać na co lepsze fragmenty. Od razu spodobało mi się natomiast nagranie o tytule Black Bleeds Through, mimo iż rozpoczyna się w klimatach industrialnych i po tym wstępie można byłoby się spodziewać czegoś na wzór Marylina Mansona. Rytmika zdecydowanie wolna, niemal transowa, taka wolniejsza i lżejsza kopia Black Label Society i pewnie dlatego jest to muzyka łatwa w odbiorze. Można potupać do tego nogą, można pokiwać głową. W Blessed mamy natomiast zagraną technicznie mieszankę grunge'u i punk rocka. nasuwają się skojarzenia z mroczniejszym obliczem np. The Offspring, przy czym linie wokalne akurat od tej kapeli znacznie odbiegają, jest w tym też coś z muzyki alternatywnej (to niesamowite, ile gatunków muzyki rockowej powstało na bazie tego samego, klasycznego hard rocka). No Halos też ciągnie ku muzyce alternatywnej, znajdą się nawet zapędy do grania w klimatach Deftones. Fani melodyjnego hair metalu w zasadzie na całym krążku nie mają czego szukać, ale miłośnicy mrocznego hard rocka w "sabbathowskim" wydaniu znajdą tu coś dla siebie. W Living Proof odnaleźć można echa Hendriksa, może nawet Kravitza, ale numer mimo swej prostoty bardzo mi się podoba. Chyba jeden z najlepszych kawałków na płycie. Wprawdzie swoich poprzedników przypomina stylistycznie Rise, jednak kilka czynników sprawia, że ta ścieżka wyróżnia się "in minus". Są to porykiwania wokalisty w środku, moim zdaniem zupełnie niepotrzebne, no i bardzo słaba produkcja perkusji. Talerze brzmią fatalnie, zlewają się w jedną bezkształtną masę, tworzą mało przyjemną ścianę dźwięku. Jeśli ktoś nie wypił co najmniej trzech piw, niech do tej kompozycji nie podchodzi. Nadszedł czas na jakąś pozycję radośniejszą i w tej roli dobrze sprawdza się The River. Struktura kawałka nie jest jakoś szczególnie skomplikowana, podejrzewam, że kapela zbyt długo nad nim nie myślała, udało jej się za to uchwycić pewien rodzaj spontanicznej energii. W efekcie numer naprawdę posiada kopa. Sale On Your Soul mogłoby uchodzić za hołd oddany Black Sabbath, gdyby wokalista nie zdecydował się śpiewać w stylu szeptanym. Z tego powodu z utworu zalatuje trochę alternatywą, choć echa wczesnych Sabbathów wciąż pozostają słyszalne. Black Stone Cherry z kolei nie powstydziłoby się kawałka o tytule Burn It Down. Trochę się tu dzieje, aranżacje instrumentów, melodie, wstawki (np. coś na styl dzwonów kościelnych) cieszą ucho, z liniami wokalnymi jest już różnie, ale ponieważ całość ścieżki jest kapitalna, śpiew też jest do zaakceptowania.

Nieczęsto zdarza mi się słuchać zespołów tak grających, nie jest to po prostu mój preferowany gatunek muzyczny, czasem jednak nachodzi mnie ochota na tę stylistykę. Kto może śmiało sięgać po ten krążek? Z pewnością fani starego Black Sabbath, może nawet Led Zeppelin, coś dla siebie znajdą miłośnicy Alice In Chains, Black Stone Cherry, Black Label Society i Pride & Glory, zwłaszcza jak ich w uszy nie kłują nieliczne wstawki z muzyki industrialnej, modern rocka i alternatywy. Tym wszystkim płytę polecam.

Oficjalna strona zespołu: www.blackwaterrising.com