
Various Artists - Shocker: No More Mr. Nice Guy - The Music
Wydawca: Capitol Records / SBK Records / Alive Records
Rok wydania: 1989
- Shocker [The Dudes Of Wrath]
- Love Transfusion [Iggy Pop]
- No More Mr. Nice Guy [Megadeth]
- Swords And Stone [Bonfire]
- Timeless Love [Saraya]
- Shockdance [The Dudes Of Wrath]
- Demon Bell (The Balad Of Horace Pinker) [Dangerous Toys]
- The Awakening [Voodoo X]
- Different Breed [Dead On]
- Shocker (Reprise) [The Dudes Of Wrath]
Skład: The Dudes Of Wrath; Iggy Pop; Megadeth; Bonfire; Saraya; Dangerous Toys; Vodoo X; Dead On
Produkcja: Desmond Child
Lata '80 ubiegłego wieku miały szczęście nie tylko do ogromnej ilości dobrych płyt w ogóle, ale również do wydawnictw typu ścieżki dźwiękowe do filmów. Jednym z moich ulubionych soundtracków jest jakże kapitalne Shocker: No More Mr. Nice Guy - The Music, zestaw utworów różnych wykonawców wybrany do horroru o tym samym tytule.
Shocker to film, do którego widzowie mieli różny stosunek - w momencie jego premiery raczej pozytywny, po latach zazwyczaj dzieło w reżyserii Wesa Cravena traktowane jest jednak z dystansem. Jest ono niby horrorem, ale nie jakoś szczególnie strasznym, a ze względu na liczne zabawne wstawki i mało wyszukaną fabułę (w niektórych miejscach) uchodzić może raczej za komedio-horror. Film opowiada o pogoni za seryjnym mordercą Horacem Pinkerem, który na co dzień naprawia telewizory, a wieczorami zabija całe rodziny. Koniec końców zostaje ujęty i stracony na krześle elektrycznym, jednak dzięki czarnej magii dostaje moc przenikania do urządzeń elektrycznych i do wcielania się w ludzi, których tylko dotknie. Fabułą filmu zajmę się przy innej okazji, tutaj poświęcę więcej czasu samej ścieżce dźwiękowej, która jest po prostu ucztą dla miłośników muzyki z lat '80. Właśnie ona była dla mnie wabikiem do obejrzenia filmu, właśnie dzięki niej do filmu czasami wracam i przede wszystkim mam żal do jego twórców o to, że utwory nie zostały w nim zaprezentowane w całości, a jedynie we fragmentach. Płytę otwiera genialny kawałek o tytule Shocker. Ten sam numer pojawia się w czołówce filmu, kiedy to Pinker reperuje telewizory w swoim warsztacie - przykręca śrubę zakrwawionym nożem a'la Rambo, a na ekranie po jego regulacji pojawiają się czaszki. Wykonuje go ekipa ukrywająca się pod nazwą The Dudes Of Wrath, specjalnie stworzony na potrzeby soundtracku projekt, którego skład jest iście imponujący. Przede wszystkim główne linie wokalne śpiewają w duecie Paul Stanley (wokalista KISS) i Desmond Child, bardziej znany jako kompozytor i producent licznych albumów z lat '80, ale i reszta składu jest nielicha: na gitarach Guy Mann-Dude (występował solowo, grał też w zespole towarzyszącym Michael Angelo Batio) i Vivian Campbell (Dio, Def Leppard), na basie Rudy Sarzo (Whitesnake), za perkusją Tommy Lee (Mötley Crüe), a na chórkach Kane Roberts (Alice Cooper), Louis Merlino (Michael Bolton, Cher) i Michael Anthony (Van Halen). Do tego numeru mam stosunek bardzo osobisty, to m. in. dzięki niemu powróciłem do słuchania hard rocka na początku lat '90 (nawróciłem się z death metalu, hehe). Na pozycji drugiej Iggy Pop prezentuje swoje Love Transfusion. Całkiem niezła kompozycja, która może spodobać się fanom Alice Coopera z czasów płyty Trash. Zresztą i samą barwą głos Iggy'ego mocno przypomina tutaj Coopera. Początek ścieżki jakby syntezatorowy, jednak zasadniczo jest to nagranie rockowe, więc na wszelki wypadek nie uciekajcie tuż po wstępie. Trzecie miejsce na liście zajmuje doskonała, lekko thrashująca aparencja Megadeth o tytule No More Mr. Nice Guy, cover starego hard rockowego klasyka z repertuaru Alice Coopera. Uwielbiam ten kawałek i podobają mi się niemal wszystkie jego wersje kiedykolwiek zagrane. Ekipa Mustaine'a nagrywała go w trzyosobowym składzie, bowiem w czasie przetasowań personalnych nie była w stanie znaleźć na czas gitarzysty prowadzącego (wszystkie gitary zagrał Mustaine). Dalej kolejny kapitalny numer, mianowicie Sword And Stone. Jest to wykonanie niemieckiego Bonfire i pochodzi z czasów sesji do ich trzeciego albumu, ale sama kompozycja jest autorstwa Paula Stanleya i Bruce'a Kulicka, udanie zmajstrowana we współpracy z Desmondem Childem. Powstała na potrzeby demówek do krążka Crazy Nights, ale finalnie z jakiegoś powodu się na tym dziele KISS nie znalazła - szkoda, bo słyszałem wykonanie oryginalne i jest ono równie powalające co tutejsza prezencja Niemców. Numer pełen energii, zresztą podobnie jak poprzednie i słychać, że utwory dobrano na soundtrack nieprzypadkowo. Nadeszła pora na coś bardziej romantycznego i ta rola przypadła balladzie Timeless Love granej przez Saraya. Kompletnie inny klimat niż wcześniej, więc i kontrast silny. Pościelówka ta powinna spodobać się wszystkim tym, którzy lubują się w balladach Heart. W Shockdance powracają The Dudes Of Wrath i masakrują motywy znane z kawałka Shocker. Utwór przerobiono w ten sposób, że zmieniono ścieżkę perkusji na jednostajną, gitary schowano do tyłu, a główne linie wokalne powierzono Alice Cooperowi, który tutaj pobawił się w rapera. Podchodząc do tematu z pewną dozą humoru i bez uprzedzeń, można to nagranie polubić. Po nim prawdziwy dynamit i kolejna perła z tego albumu. Demon Bell (The Balad Of Horace Pinker) to mój ulubiony numer z repertuaru Dangerous Toys, kapeli, która zaczynała od grania thrash metalu i która potem poszła w sleazujący hard rock. Z pewnością kawałek trafi w gusta wszystkich fanów grup pokroju Guns N' Roses, Britny Fox i innych, gdzie wokalista śpiewa falsetem. Piosenka jest tak specyficzna, że kiedy przypominam sobie film, jej kilka pierwszych gitarowych riffów od razu przychodzi mi na myśl. Fajnie rozpoczyna się The Awakening z repertuaru Voodoo X, ten balladowy wstęp jest wręcz genialny, niestety dalej ścieżka przeradza się w bardzo przeciętny zestaw nut. Po kilku przesłuchaniach stwierdzam, że uszłaby, gdyby nie mało ciekawe linie wokalne (momentami solista próbuje podrabiać Coverdale'a z pamiętnego numeru Whitesnake Still Of The Night, tyle że średnio mu to wychodzi). Przedostatni w secie jest utwór Different Breed grany przez Dead On. Bardzo przeciętny i raczej nieciekawy, ot taki galopujący do przodu speed/heavy metal, jakiego pełno było pod koniec lat '80. Producenci filmu mogli zatrudnić na to miejsce Malice, oni pewnie zrobiliby coś podobnego, ale z większym polotem. Zamknięciem wydawnictwa jest Shocker (Reprise), gdzie raz jeszcze daje o sobie znać ekipa The Dudes Of Wrath. Jest to w prostej linii rozwinięcie jednego z tematów utworu tytułowego. Najbardziej wybija się przed szereg głos Paula Stanleya, lecz i gra Viviana jest tu mocno słyszalna. Kto wie, czy pierwotnie obie ścieżki nie były ze sobą złączone.
Nie będę się już rozpisywał, jaka ta płyta jest wspaniała, bo to wynika z recenzji i z daty jej wydania. Napiszę tylko, że jest to obowiązkowa pozycja dla fanów melodyjnego hard rocka / hair metalu lat '80. Na jednym krążku uzbierano kilka utworów ciężko dostępnych gdzie indziej i jak ktoś nie ma ochoty zbierać singli i EP-ek, tu ma wszystko w jednym. Gorąco polecam.
Brak oficjalnej strony projektu