Grand Illusion - Brand New World

Grand Illusion - Brand New World

Wydawca: AOR HEAVEN / Marquee Inc. Japan / Zoom
Rok wydania: 2010

  1. Never Find Her Alone
  2. All Out Of Love
  3. 157th Breakdown
  4. Emily
  5. I'm Alive
  6. Burning Bed
  7. Brand New World
  8. Evil And Pain
  9. Warning Signs
  10. Playing With Fire
  11. Sacrifice
  12. Forever With You
  13. Search For Light [japoński bonus track]

Skład: Anders Rydholm - gitara basowa, instrumenty klawiszowe, gitara rytmiczna; Peter Sundell - śpiew, chórki; Per Svensson - chórki, śpiew
Gościnnie: Gregg Bissonette - perkusja; Tim Pierce - gitarowe solówki; Danny Jacob - gitarowe solówki; Mike Slamer - gitarowe solo w [3]; Roger Ljunggren - gitarowe solo w [10, 11]; Kjell Klaesson - gitara akustyczna w [12]; H.E. Demon Kakka - śpiew w [13]

Produkcja: Anders Rydholm

Znaleźć dobry krążek spod znaku AOR jest coraz ciężej, nie dlatego, że wychodzi tej muzyki mało (bo akurat jest wprost przeciwnie), ale dlatego, że tylko niewielka ilość płyt wybija się ponad sztampę. Jednak czasem zdarza się, że wyjdzie coś naprawdę dobrego i w roku 2010 do takich wydawnictw należy piąte już dzieło z dyskografii zespołu Grand Illusion.

Główny trzon tej szwedzkiej ekipy, czyli Anders Rydholm i Per Svensson, współpracował już ze sobą we wczesnych latach '80 przy okazji kilku mniej znanych grup. Mimo tego, właściwego początku Grand Illusion należy szukać dopiero pod sam koniec lat '90, kiedy to wyłonił się on z zespołu Promotion. Już jako nowe, AOR-owe wcielenie muzycy zwrócili na siebie uwagę szefa wytwórni Escape Music, któremu spodobała się wysłana mu pięcioutworowa demówka. Po podpisaniu kontraktu ukazała się w 2001 r. debiutancka płyta grupy o tytule The Book How To Make It, a jej sukces spowodował także wydanie dwóch poprzednich albumów formacji, nagranych jeszcze pod nazwą Promotion, ale tym razem opatrzonych logo Grand Illusion. Idąc za ciosem ekipa nagrała jeszcze dwa krążki korzystając z pomocy zewnętrznych kompozytorów oraz autorów tekstów i zmieniając w międzyczasie skład. Zasada przy tym była prosta - każde kolejne wydawnictwa były cięższe i zarazem bardziej melodyjne. Po wydaniu Ordinary Just Won't Do w 2004 r. o kapeli przycichło, bowiem jej muzycy związali się z innymi zespołami, a Anders Rydholm zajął się głównie produkowaniem albumów innych wykonawców. Nagrania do płyty Brand New World rozpoczęły się dopiero w maju 2009 r., kiedy to Anders wyruszył do Los Angeles, by nagrać podstawowe ścieżki pod nowe kompozycje wraz z perkusistą Greggiem Bissonettem (znany muzyk, który współpracował m. in. z Joe Satrianim i Davidem Lee Rothem), do których wkrótce dołączył gitarzysta sesyjny Tim Pierce, odpowiedzialny za większość solówek na nowym albumie. Do odegrania brakującej reszty zaproszono jeszcze kilku innych muzyków, m. in. Mike'a Slamera (City Boy, Streets, Steelhouse Lane, Seventh Key) oraz Rogera Ljunggrena, który grał już solówki dla Grand Illusion na płycie View From The Top. Zawartość muzyczna balansuje między AOR-em a melodic rockiem, sporo tu grania skandynawskiego, ale nie brak i typowo amerykańskich, zapadających w ucho chórków. Płytę rozpoczyna chyba najlepsza kompozycja z całego zestawu - Never Find Her Alone. Kryształowe i bardzo radiowe brzmienie rzuca się w uszy od samego początku ścieżki. Tradycyjnie dla AOR-u mamy tu wprowadzające w klimat zwrotki, które prowadzą poprzez przedrefreny do chóralnego finału w postaci refrenów, o jakie jeszcze 20 lat temu biłyby się wszystkie stacje radiowe. Kapitalny numer. Dalej już trochę bardziej przeciętnie, choć wciąż AOR-owo w All Out Of Love. Warto doczekać do ultra-melodyjnych refrenów, które przypominają mi trochę niektóre utwory klasycznego TNT. Ten kawałek też bardzo lubię. Szybciej i jakby nieco ostrzej będzie w 157th Breakdown. Tu czuć przewagę gitar, chociaż więcej ich tutaj w wydaniu rytmicznym niż prowadzącym. Jeśli chodzi o linie wokalne, to myślę, że usatysfakcjonowani powinni być fani talentu Joe Lynn Turnera, bo sposób śpiewania wokalistów przypomina mi tego muzyka. Z innych smaczków z pewnością trzeba wspomnieć całkiem ciekawą solówkę Slamera. Inne klimaty wprowadza z kolei balladowe Emily. Momentami jest w tym coś z wolniejszych nagrań z muzyki pop, tak poza tym to dość standardowa ballada i jak dla mnie, to poza przyzwoitą bluesującą solówką w zasadzie nie ma tu niczego nadzwyczajnego. Podobać może się następna pozycja z listy, czyli I'm Alive. Tutaj powplatano trochę elementów z hard rocka, ba, nawet niektóre gitarowe riffy brzmią jak trochę szybciej zagrane Dokken. Zapewne cały kawałek byłby jeszcze lepszy, gdyby popracowano dłużej nad refrenami, które tym razem nie są jakoś szczególnie porywające. Trochę mało konsekwentnym utworem wydaje się być Burning Bed. Jest tu nieco eksperymentów jakby z innego gatunku muzycznego, jest i próba wplecenia czegoś z popu czy groove. Fajnie, że panowie kombinują, szkoda tylko, że niewiele z tego wynika. Tytułowe Brand New World to natomiast taka firmowa mieszanka plasująca się gdzieś pomiędzy Toto z wspomnianym już Joe Lynn Turnerem. Z pewnością nie brakuje tu melodii i pompatycznych zaśpiewów, są i udanie zaaranżaowane partie gitar rytmicznych. Balladowo rozpoczyna się Evil And Pain i może się to podobać, do mnie trafiają jednak lepiej późniejsze, nieco mroczniejsze momenty. Kiedy nie ma balladowego grania i kiedy nie nastaje mrok, ekipa gra w podobnych tempach, jak spotykane na wielu płytach z udziałem Michaela Bormanna oraz na krążkachEdge Of Forever. Playing With Fire łatwo do mnie trafia, nie tylko z racji melodyjnych chórków, ale i ze względu na swoją budowę, która przywodzi mi na myśl wspólne dokonania Jana Hamera i Neala Schona, komponowane na potrzeby filmów z połowy lat '80. Duży plus również za fajną solówkę zagraną przez Rogera Ljunggrena. Do jasnych punktów wydawnictwa należy także cholernie dobry numer Sacrifice. Spora w tym zasługa bardzo dopracowanych refrenów, oczywiście bardzo przyjaznych emisji radiowej (żeby tylko ktoś to teraz chciał w radiu puszczać!). Album zamyka udana, oparta o pianistyczne brzmienia klawiszy ballada o tytule Forever With You, w sumie dość typowa jak na Grand Illusion, ale takich rzeczy zawsze miło się słucha.

Udało się Szwedom zamieścić kilka zabójczych utworów na tej płycie i to tak dobrych, że połowa materiału przy nich blednie. W zasadzie obyło się bez wpadek, nad kilkoma ścieżkami wypadałoby trochę popracować, ale całościowo jedna z najlepszych AOR-owych płyt bieżącego roku. Kto jeszcze nie zna tej kapeli, zdecydowanie powinien dać jej szansę.

Oficjalna strona zespołu: www.grand-illusion.se