Uriah Heep - Look At Yourself

Uriah Heep - Look At Yourself

Wydawca: Mercury / Bronze / Sanctuary / BMG Japan / Castle Music / Phantom Sound & Vision
Rok wydania: 1971

  1. Look At Yourself
  2. I Wanna Be Free
  3. July Morning
  4. Tears In My Eyes
  5. Shadows Of Grief
  6. What Should Be Done
  7. Love Machine
  8. Look At Yourself (Single Version) [bonus na remasterze]
  9. What's Within My Heart (Out-take) [bonus na remasterze i w reedycji]
  10. Why (11'18" version) [bonus w reedycji]
  11. Look At Yourself (alternate single version) [bonus w reedycji]
  12. Tears In My Eyes (extended mix) [bonus w reedycji]
  13. What Should Be Done (alternate version) [bonus w reedycji]
  14. Look At Yourself (BBC live version) [bonus w reedycji]
  15. What Should Be Done (BBC live version) [bonus w reedycji]

Skład: David Byron - śpiew; Ken Hensley - organy, pianino, gitara, gitara akustyczna, chórki; Mick Box - gitara prowadząca, gitara akustyczna; Paul Newton - gitara basowa; Ian Clarke - perkusja
Gościnnie: Manfred Mann - syntezatory w [3]; Ted, Mac i Loughty of Osibisa - instrumenty perkusyjne w [1]

Produkcja: Gerry Bron

W 1971 r. Uriah Heep wydaje aż dwa albumy studyjne i na Look At Yourself, raz jeszcze "tradycyjnie" zmienia perkusistę. Krążek ten to kolejny krok do ugruntowania pozycji grupy na rynku muzycznym, nawet tym razem płyta trafia do zestawień brytyjskich list przebojów. Oryginalne wydanie winylowe dzieła posiadało foliowe "lusterko", w którym słuchacz mógł się przejrzeć i zobaczyć swój specjalnie zniekształcony wizerunek, co miało nawiązywać do tytułu wydawnictwa.

Można długo dyskutować nad tym, czy wydawanie dwóch albumów tego samego roku to dobry pomysł, zawsze bowiem istnieje prawdopodobieństwo, że w pośpiechu zespół zarejestruje materiał słabszy od poprzednika. W moim odczuciu Look At Yourself wcale dużo nie ustępuje dwóm poprzednim krążkom kapeli i równocześnie muszę przyznać, że nowe kawałki są wciąż nadzwyczaj przyzwoite. Nadal głównym kompozytorem lwiej części utworów jest Hensley, stąd i partie jego instrumentu często dominują w piosenkach. I tak na przykład jest już w otwierającym dzieło numerze tytułowym i zarazem wydanym na singlu, czyli Look At Yourself. Organy obsługiwane przez Hensleya nadają całej kompozycji potęgi, przez co ścieżka brzmi bardzo monumentalnie. Partie wokalne są dość typowe dla tego okresu i słychać, że Uriah Heep eksplorowało podobne rejony co Deep Purple (wystarczy posłuchać i porównać ten kawałek np. z takim Demon's Eye Purpli). W I Wanna Be Free zanika gdzieś ten tajemniczy, demoniczny klimat z wcześniejszej kompozycji, natomiast wkradają się gdzieniegdzie wpływy folkowe. Od folku odróżniają jednak nagranie zdecydowanie mocne partie gitar. Bardzo wesoło wypada gitarowa solówka Micka i warto zauważyć, że gdyby ten kawałek wyemitowano w radiu, to byłby dość łatwo strawny dla słuchacza nieobeznanego z muzyka rockową. Rzuca się też w "uszy" podobieństwo zakończenia piosenki z poprzedniczką - w obu kulminacyjny punkt kompozycji umieszczony został przy końcu utworów, gdzie grupa gra jakby mocniej i więcej do powiedzenia wydaje się mieć perkusista. Drugim singlem promującym album było July Morning, wydane singlowo w USA dopiero w roku 1973, ale lepiej późno niż wcale. Brzmienie tego kawałka jest łagodne i jakoś kojarzy mi się z latami '60. Trzeba przyznać, że utwór jest bardzo przebojowy i mimo iż nie jest utrzymany w stylistyce, jakiej słuchałbym na co dzień, to bardzo mi się on podoba. Wrażenie robią pochody basowe brzmiące iście barokowo, szkoda natomiast, że w piosence pojawiają się zaśpiewki typu "la la la la" - gdyby zastąpić je jakimiś normalnymi tekstami, numer byłby po prostu rewelacyjny. Podobne uwagi miałbym w stosunku do kolejnej kompozycji - Tears In My Eyes, gdzie znów pojawia się coś w stylu "na na na", choć raz jeszcze otrzymujemy naprawdę świetny kawałek. Umiejętnie połączono tu partie gitar elektrycznych i akustycznych, co jak mi się zdaje, zapewne natchnęło zespoły pokroju Tyketto. Jest tutaj też kilka ciekawych patentów, jakie w podobnym czasie stosowało Nazareth, zwłaszcza pomysł na użycie tulejki slide, co stanowi dodatkowy smaczek. Wysokiego poziomu poprzedników niestety nie trzyma już Shadows Of Grief, co nie oznacza, że to słaby numer. Znając jednak możliwości tej grupy, pozostaje pewien niedosyt. Pierwsza część ścieżki jest szczerze mówiąc taka sobie, natomiast znacznie lepiej wypada jej druga połowa, poczynając od momentu, kiedy zespół wyhamowuje, zwalnia i od tej chwili budowany jest interesujący nastrój, którego kulminacja przypada na organowe, solowe popisy Hensleya. Dalej mamy udaną balladę w postaci What Should Be Done. Poszukiwaczy pościelówek w stylu lat '80 od razu uspokoję, to nie jest ballada tego typu. Więcej wspólnego ma z wolnymi kawałkami The Beatles i ścieżkami dźwiękowymi do jakichś musicali. Jest w niej jednak coś uspokajającego, a do tego jeszcze miło jest posłuchać tu linii pianina. Zaskakuje też swoim głosem Byron; nie spodziewałbym się po nim, że zaśpiewa barwą i manierą zbliżoną do wokalistów soulowych i gospelowych. Aż dziwne, że mając takiego wokalnego kameleona w składzie, grupa rozwiązała z nim później współpracę. Album zamyka żwawy kawałek o zaczepnym tytule Love Machine. Raz jeszcze mamy udane duety organowo-gitarowe, tworzące potężną, imponującą ścianę dźwięku, w przeciwieństwie do wielu współczesnych zespołów mająca jakiś sens. Gitary rytmiczne wraz z takąż sekcją prą do przodu niczym lokomotywa, chociaż nie sposób nie oprzeć się wrażeniu, że właśnie z powodu tego tempa utwór wydaje się być dziwnie krótki - te 3 i pół minuty to zdecydowanie za mało. Zresztą słuchając całej płyty słuchacza najść mogą podobne refleksje, ale takie to były czasy. Kosztem długości albumu dostajemy za to zestaw bardzo dobrych piosenek i dzięki temu nie musimy "skipować" zapychaczy. A komu mało, ten po prostu posłucha krążka po raz kolejny z rzędu.

Moim zdaniem Uriah Heep było jednym z najlepszych hard rockowych zespołów pierwszej połowy lat '70 i kolejne płyty tej grupy stanowią tego ewidentny dowód. Słuchanie kilku pierwszych albumów Brytyjczyków to doskonała podróż sentymentalna do owego okresu, kiedy to muzyka hard rockowa nabierała odpowiednich kształtów. Warto posłuchać i zobaczyć, jakie wtedy były trendy i ile z nich utrzymało się do dnia dzisiejszego. Look At Yourself gorąco polecam.

Oficjalna strona zespołu: www.uriah-heep.com