Tyketto - Don't Come Easy

Tyketto - Don't Come Easy

Wydawca: David Geffen Company
Rok wydania: 1991

  1. Forever Young
  2. Wings
  3. Burning Down Inside
  4. Seasons
  5. Standing Alone
  6. Lay Your Body Down
  7. Walk On Fire
  8. Nothing But Love
  9. Strip Me Down
  10. Sail Away

Skład: Danny Vaughn - śpiew, gitara akustyczna, harmonijka; Michael Clayton - perkusja, śpiew; Jimi Kennedy - gitara basowa, śpiew; Brooke St. James - wszelkie gitary, sitar, śpiew

Produkcja: Richie Zito

Debiutancka płyta Tyketto o tytule Don't Come Easy to jedna z muzycznych perełek delikatnego hard rocka z początku lat dziewięćdziesiątych. Kiedy wiele zespołów kończyło, bądź zawieszało swoją karierę, ta czwórka Amerykanów dopiero stała u jej progów. Ponieważ muzyka grunge była jeszcze wtedy w powijakach, grupa mogła swobodnie rozłożyć skrzydła. Receptą na sukces okazał się czyściutki głos wokalisty oraz umiejętnie połączone partie gitar elektrycznych i akustycznych, które niestety na kolejnych wydawnictwach zostały maksymalnie wyeksploatowane, co nie wyszło muzyce na dobre. Dodatkowym smaczkiem były tu partie instrumentów klawiszowych idealnie wpasowane w tło, chociaż w składzie zespołu oficjalnie żadnego klawiszowca nie było. Na debiucie podgrywali więc na klawiszach tacy ludzie jak Richie Zito (również producent albumu), Arthur Barrows, ale przede wszystkim Alan Pasqua z formacji Giant...

Zamieszczony na poczatku albumu utwór Forever Young to niebanalny przebój z riffem prowadzącym i solówką, których nie powstydziłyby się największe gwiazdy rocka. Po latach Danny Vaughn wspomina, jak to miło było usłyszeć własną piosenkę puszczaną często w różnych pubach i barach. Do tej kompozycji nakręcono bardzo udany teledysk, podobnie jak i do kolejnej - Wings. Clip do "skrzydełek" w żartobliwy sposób pokazywał, jaką trudną drogę ma do przebycia młoda grupa chcąca podpisać z wytwórnią kontrakt płytowy. Za samym utworem jakoś nieszczególnie przepadam, może dlatego, że wydaje mi się on "słodki na siłę". Słodziutki jest też Burning Down Inside, lecz tym razem jest to słodycz bardziej naturalna, bardziej od serca. Na pierwszy plan wysuwa się głos Danny'ego, bo same podkłady są dość proste i bez wokalisty byłyby niewiele warte. Seasons to kompozycja bardziej oparta o brzmienia akustyczne, słyszalne nawet w tle ciężej zagranych zwrotek i refrenów, bądź co bądź zagranych i odśpiewanych bardzo żywiołowo. Trudno też nie oprzeć się wrażeniu, że głos wokalisty jest bardzo uniwersalny, z powodzeniem mógłby sprawdzić się on również w innych gatunkach muzycznych takich jak country czy gospel. Wszystkie teksty śpiewane są bardzo wyraźnie, można usłyszeć dokładnie każde słowo. Dotyczy to zresztą całej płyty, co osobiście uważam za jej wielką zaletę. Rozwinięciem muzycznej formuły będzie Standing Alone, energicznie zaśpiewana ballada na dość spokojnym tle. Na szczególną uwagę zasługuje tu bridge przed solówką - niby prosty, ale zaaranżowany "od serca" i naprawdę robiący duże wrażenie. W Lay Your Body Down, kawałku już dużo ostrzejszym, bardzo charakterystyczne są linie wokalne, wzięte jakby z country czy też amerykańskiego folku. Może to i dobrze brzmi w przypadku takich zespołów jak Rednex, ale w połączeniu z muzyką stricte rockową raczej razi. Z drugiej strony może takie odśpiewywanie refrenu z towarzyszeniem samej perkusji zachęci publiczność do klaskania i śpiewania go razem z wykonawcą... Dużo lepiej jest już w Walk On Fire. Otwiera go wstęp zagrany na sitarze i gitarze akustycznej, po czym mamy bardzo dobry rytmiczny rockowy utwór. Zdecydowanie jest to jedna z najlepszych kompozycji na krążku - dobry pomysł, dużo energii, powalający riff zagrany z powerem i doskonałą solówka. Nothing But Love powiela schemat swoich poprzedniczek. Ponownie mamy tu wyeksponowaną gitarę akustyczną i nieco za nią schowaną gitarę przesterowaną, wokalista robi to, co potrafi najlepiej - po prostu śpiewa. Zaraz potem mamy "ciekawostkę obyczajową" w Strip Me Down. Zastosowano tu podobną formułę co w Lay Your Body Down, lecz tym razem zrobiono to ze smakiem. Na początku mamy interesującą melodyjkę odegraną na harmonijce ustnej, by po chwili usłyszeć już właściwą piosenkę. I tu dopiero zaczyna się cała jazda. Pojawia się doskonała solówka, a zaraz po niej zagrana ze smakiem partia basu przy wykorzystaniu techniki klang. Co ciekawsze, jest to jeden z nielicznych przykładów na użycie tej techniki w kawałku hard rockowym, gdyż większego uznania doczekała się ona raczej w muzyce funk, więc tym bardziej umiejętne jej użycie zasługuje na uznanie. Koniec albumu to powalający na kolana numer Sail Away. Zaczyna się niepozornie akustyczną gitarką przypominającą bardzo zagrywki ogrywane przy ognisku, by wreszcie po chwili pokazać pazur. Godny uwagi jest przede wszystkim gitarowy riff - zakręcony, potężnie brzmiący i zarazem nie tracący melodii. Istne cudo.

Słuchając Don't Come Easy odnosi się wrażenie, że najlepsze płyty z gatunku hard rocka powstawały na początku lat dziewięćdziesiątych. Wszak były to czasy debiutu Firehouse, któremu pierwsza płyta Tyketto niewiele ustępuje. I to będzie chyba najlepsza rekomendacja dla tego albumu.

Oficjalna strona zespołu: www.tyketto.com