
Firehouse - Firehouse
Wydawca: CBS / Sony
Rok wydania: 1990
- Rock On The Radio
- All She Wrote
- Shake & Tumble
- Don't Treat Me Bad
- Oughta Be A Law
- Lover's Lane
- Home Is Where The Heart Is
- Don't Walk Away
- Seasons Of Change
- Overnight Sensation
- Love Of A Lifetime
- Helpless
Skład: C.J. Snare - śpiew, instrumenty klawiszowe; Bill Leverty - gitary; Michael Foster - perkusja; Perry Richardson - gitara basowa
Produkcja: David Prater
Czytałem kiedyś w amerykańskim magazynie muzycznym recenzję debiutanckiej płyty Firehouse. Recenzent pisał tam, że zespół nie wnosi nic nowego, że wszystko, co grają, słyszało się już gdzieś wcześniej. Jest to tylko połowa prawdy, bo druga połowa jest taka, że jest to jedna z najlepszych płyt w historii hard rocka czy też hair metalu. Amerykanie zebrali tu wszystko, co było najlepsze w tym gatunku i w dodatku doskonale wyprodukowali, co jest zasługą Davida Pratera i Bear Track Studio (dwa lata później w tym samym studiu i z tym samym producentem Dream Theater nagra swoją najlepszą płytę - Images And Words). Nic dziwnego, ze płyta szybko sprzedała się w ponad dwumilionowym nakładzie (do chwili obecnej w pięciomilionowym), a kilka utworów z niej dotarło do szczytów amerykańskich list przebojów. Poza Stanami grupa była jeszcze bardzo popularna na Dalekim Wschodzie, ale w Europie przeszła raczej bez echa. Pewnym wyjątkiem były tylko Niemcy, gdzie piosenki Firehouse często leciały na prywatkach...
Rock On The Radio to bardzo dobry utwór na rozpoczęcie albumu. Stanowi jakby rozgrzewkę przed tym, co nas czeka dalej. Jest jak lokomotywa ciągnąca za sobą resztę kompozycji. Zaskakuje rewelacyjne brzmienie i idealnie wyważone proporcje między poszczególnymi instrumentami. Mamy tu nie tylko tradycyjnie dobrze brzmiące gitary i wokalistę, lecz także perfekcyjną jak szwajcarski zegarek sekcję rytmiczną. Firehouse nie dał nam długo czekać na deser, bo już na drugiej pozycji znalazło się promowane teledyskiem All She Wrote. Pierwsze słowa pojawiające się w piosence mogą nieco zniechęcić ambitnych słuchaczy, gdyż "Bye bye Baby, bye bye" faktycznie brzmi nieco głupawo. Teskt utworu jest w rzeczywistości dużo poważniejszy, niż się wydaje - opowiada o mężczyźnie porzuconym przez kobietę. Już tutaj "strażacy" pokazali swą umiejętność komponowania kawałków zarazem prostych i wpadających w ucho od pierwszego przesłuchania. Tutaj też słyszymy, jak bardzo harmonijnie gitarowa solówka łączy się z resztą utworu. Od tej pory będzie to znak rozpoznawalny Firehouse. Nie da się ukryć, to jeden z najlepszych kawałków na płycie i również jeden z moich ulubionych. Shake & Tumble jest kompozycją nieco cięższą, bardziej przypominającą to, czym zespół uraczył nas na początku krążka. Chociaż mamy tu tylko jedną gitarę, całość brzmi naprawdę potężnie, słychać też, że każdy z muzyków zna swoje miejsce w zespole. Kolejny numer i kolejny wielki przebój - Don't Treat Me Bad. Jeden z najbardziej znanych utworów drużyny strażackiej i zarazem ten, który najczęściej leciał na niemieckich prywatkach. Znowu słyszymy strukturę prostą, a powalającą - prawdziwa sztuka. Pewną ciekawostką jest fakt, ze do tej kompozycji Amerykanie nakręcili aż dwa różniące się pod względem wizualnym teledyski. Oughta Be A Law nawiązuje melodycznie do Shake & Tumble, ale jest zdecydowanie bardziej dynamiczny, większą rolę zaczynają odgrywać chórki. Solówka gitarowa jest tu szczególnie wściekła. Jeszcze większą dynamiką odznacza się Lover's Lane. Całość jest dużo szybsza, perkusista pokazuje, jak wiele można zagrać na dwóch centralkach, które dzięki triggerom brzmią z powerem. Nie muszę dodawać, że wszystko zagrane zostało perfekcyjnie równo i z czuciem. Na wstępie do Home Is Where The Heart Is umieszczono akustyczną balladkę, która później przechodzi w typowo rockowy utwór. Zwrotka jest jak najbardziej "firehousowata", za to refren niesie w sobie spory ładunek ciepła. Jest to jeden z tych kawałków, które fani tej muzyki po prostu pokochają. Don't Walk Away jest już kompozycją wolniejszą, gdzie ponownie poruszono temat rozstań damsko męskich. Rytm jest tu bardzo charakterystyczny, pulsujący, nieco bluesowy, w sam raz by się trochę pokołysać. Identyczną rolę, jak rodzynek w cieście, pełni instrumentalne Seasons Of Change. Początek to majstersztyk - szybka sekwencja dźwięków zagrana na gitarze akustycznej, później już dużo wolniejsza balladka, a na samym końcu miniaturka pasująca swym stylem do muzyki poważnej. Na finiszu jeszcze popis umiejętnego wykorzystania naturalnych flażoletów. Miód, malina. Zaraz po tym następuje najszybsza kompozycja na płycie i de facto moja ulubiona. Overnight Sensation to doskonała zwrotka, rewelacyjny refren i bardziej wymiatana solówka (fajnie brzmią tu te króciutkie arpeggia i szybkie staccato). "You're Headed fro the spotlight, I know you can go far, You can do anything, just follow your heart..." śpiewa C.J. Snare. Niezdecydowanych podbuduje, zdecydowanych zachęci do dalszego działania... Ballada Love Of A Lifetime jest kolejnym dowodem na to, że pomysłów na przeboje muzykom z Firehouse nie brakuje. Melodia z niej była tak słodka, że z powodzeniem zastąpiła ponoć w Las Vegas na pewien czas marsza weselnego. Ostatnią, ale nie najmniej ważną kompozycją na krążku jest Helpless. Ponowny powrót do grania bardziej dynamicznego, szybszego. Dobrze się słucha zwłaszcza fragmentu łączącego refren solówką, ale przede wszystkim samej solówki. Jest ona najlepszym zestawem gitarowych dźwięków na całym albumie.
Pewnie będę ekstremalnie subiektywny, ale moim zdaniem Firehouse jest jedną z najlepszych płyt w historii muzyki hard rockowej i być może w historii muzyki w ogóle. Nie wyobrażam sobie mojej płytoteki bez tego krążka. Dodatkową rekomendacją niech będzie fakt, że Firehouse otrzymał w 1991 r. nagrodę American Music Award w kategorii najlepszego nowego zespołu rockowego, jeszcze przez moment ratując cały hair metal przed zbliżającym się zalewem muzyki ze Seattle...
Oficjalna strona zespołu: www.firehousemusic.com