Tony MacAlpine - Tony MacAlpine

Tony MacAlpine - Tony MacAlpine

Wydawca: Favored Nations Entertainment / King Records
Rok wydania: 2011

  1. Serpens Cauda
  2. Ölüdeniz
  3. Fire Mountain
  4. Dream Mechanism
  5. Ten Seconds To Mercury
  6. Flowers For Monday
  7. Angel Of Twilight
  8. Pyrokinesis
  9. Blue Maserati
  10. Summer Palace
  11. Salar De Uyuni
  12. The Dedication
  13. Donostia [japoński bonus]

Skład: Tony MacAlpine - gitara elektryczna, gitara siedmiostrunowa, gitara ośmiostrunowa, instrumenty klawiszowe, programowanie perkusji, gitara basowa; Virgil Donati perkusja w [1, 5, 10]; Marco Minnemann - perkusja w [3, 4, 8, 12]; Philip Bynoe - gitara basowa w [2]

Produkcja: Tony MacAlpine

Kto tylko śledzi wieści ze świata gitary, niechybnie wcześniej czy później musi zetknąć się z nazwiskiem Tony'ego MacAlpine'a. Wirtuoz gitary, wirtuoz klawiszy z masą solowych płyt na koncie, ceniony muzyk, który z racji swej uniwersalności często zapraszany jest do udziału w różnych projektach, również gościnnie udzielający się na krążkach wielu wykonawców.

Od momentu wydania Chromaticity, poprzedniego studyjnego, solowego dzieła MacAlpine'a, mija dziesięć lat. W międzyczasie jego kunszt i umiejętności mogliśmy podziwiać w CAB, Planet X, czy u Steve'a Vaia. Tony pojawił się też w roli koncertowego wsparcia dla Michela Polnareffa, znanej we Francji gwiazdy popu, a także jako aktor zaliczył występ w filmie "Crazy: The Hank Garland Story". Nie tak dawno temu uformował z kolei progresywny zespół o nazwie Seven The Hardway, gdzie partiami gitar dzieli się z gitarzystką Stefanią Daniel. Jak by na to wszystko nie patrzeć, na przestrzeni lat styl gry MacAlpine'a zmienił się w pewien sposób i oczekiwanie od niego materiału na wzór pierwszych solowych krążków byłoby chyba naiwne. Płyta o tytule Tony MacAlpine jest z jednej strony bardzo nowoczesna, z drugiej na szczęście powinna zadowolić też i fanów, którym właśnie pierwsze wydawnictwa muzyka przypadły najbardziej do gustu. Album otwiera kompozycja o łacińsko brzmiącym tytule Serpens Cauda. Początkowe dźwięki gitar rytmicznych, wspomagane specyficzną rytmiką perkusji nieco mnie przeraziły, bo to, co usłyszałem, za bardzo przypominało nu-metal. Na szczęście dalej już mamy takiego Tony'ego, jakim go lubimy najbardziej. Ilustracyjnie prowadzone linie gitary jak na, powiedzmy, Maximum Security oraz nieco zagrywek progresywnych czy fusion muszą cieszyć ucho, zwłaszcza że nasz bohater nie zapomina o melodyce, a i dba o miłośników wymiatania na poziomie. Ölüdeniz od pierwszych nut zapowiada granie progresywne, ale potem następuje także cała seria melodii odegranych jak mniej więcej w czasach płyty Evolution. Nawet brzmienie instrumentów jest dość podobne, mimo iż Tony używa obecnie gitar siedmio i ośmiostrunowych (zakładam, że to "zboczenie" to wina dłuższego pobytu w ekipie Vaia). Rytmicznie swoim nu-metalowym wstępem znów straszy Fire Mountain, szczęśliwie jednak dalej jest więcej czegoś z gatunku fusion i progmetalu. Wiedziałem, że MacAlpine kaszany nie odstawi, nawet jak pokusi się o bycie nowoczesnym i komercyjnym. Najlepsze patenty moim zdaniem otrzymujemy za połową ścieżki, bo tam jest więcej melodii i shreddingu (w wielu momentach styl gry Tony'ego jakoś przypomina mi granie Grega Howe'a). Dream Mechanism jest przede wszystkim kompozycją wolniejszą, momentami ciężkawą, a chwilami radośniejszą. Tutaj jakoś na myśl przychodzi mi czasem, że gdzieniegdzie inspiracją mógł być Joe Satriani, zwłaszcza jak brać pod uwagę jego ostatnie płyty, ale i nie brakuje przecież typowego MacAlpine'a. Bardzo fajny utwór, który swoimi liniami melodycznymi zachęca do myślenia (bo nie da się ukryć, że ta muzyka to nie jest prosta i tania rozrywka na biesiady). Kolejny numer to Ten Seconds To Mercury, tym razem już szybciej i z nastawieniem na większą ilość wymiatania. Generalnie kawałek mi się podoba, bo znów przypomina mi czasy krążka Evolution, nie mogę tylko jakoś strawić tego motywu ze wstępu. Fajnie brzmią aranżacje instrumentów klawiszowych w środku nagrania, coś jakby Chopin zagrany z zacięciem fusion (dobrze, że coś takiego się tu znalazło, bo na płycie tym razem Tony nie zamieścił ani jednej kompozycji naszego sławnego rodaka w swoim wykonaniu). Miłośników czegoś bardziej klasycznego powinien ucieszyć utwór zatytułowany Flowers For Monday. Nagranie bardzo spokojne, o dość tradycyjnej melodyce, trochę wywołujące uczucia nostalgiczne i kojarzące się z chłodem za oknem. Nie ma tu sekcji rytmicznej, całość aranżacji opiera się na fortepianowych dźwiękach z towarzyszeniem gitar akustycznych. Intrygującą pozycją jest Angel Of Twilight, a to z racji następujących tu nastrojów. Raz mamy granie bluesowe, gdzie dużą uwagę przykłada się do feelingu, a innym razem dostajemy niemal power metalowe galopady. Spory kontrast, nieprawdaż? W tym wypadku lepiej trafiają do mnie te bluesowe fragmenty... Ostro i ciężko będzie w Pyrokinesis, ale w zasadzie tylko w podkładach rytmicznych, bo gdy dochodzi do solówek, znów mamy bardziej typowego MacAlpine'a. Słychać, że Tony nie chce się całkowicie odcinać od swojej przeszłości, ba, on chyba nie zamierza się wcale od niej odcinać (do takiego wniosku dochodzę po wysłuchaniu całego krążka). Ot, choćby te charakterystyczne dla niego naprzemiennie występujące serie wycieczek ilustracyjnych i szybkich przebiegów po skalach, to wypisz-wymaluj Tony w pigułce. Blue Maserati otwiera riff, który pasowałby na którąś z płyt Black Sabbath lub Dio. Dalej jednak coraz więcej wkrada się elementów muzyki fusion/progresywnej i mamy okazję posłuchać, jak dobrze w improwizacjach radzi sobie nasz wioślarz. W nastrój Summer Palace specyficznym wybijaniem rytmu wprowadza słuchacza Virgil Donati, a potem serię improwizacji i linii ilustracyjnych serwuje w owe takty Tony MacAlpine. W sumie niczego odkrywczego tu nie znajdziemy, bo wszystko słyszeliśmy już gdzieś wcześniej na innych albumach Tony'ego, ale znowuż nie wiem jak inni, ale ja wcale eksperymentów od tego gitarzysty nie oczekuję. Po prostu chcę dostać kolejną dawkę dobrych melodii opartych na starych schematach. I właśnie coś takiego dostaję wraz z Salar De Uyuni. Urzeka sprawność techniczna gitarzysty (do tej pory zastanawiam się, czemu G3 z Tonym w składzie nie przemianowało się na G4), zadziwia kreatywność w układaniu melodii, które mimo wszystko brzmią znajomo. Ostatnią pozycją w zestawie jest nastrojowe, momentami nawet kołysankowe The Dedication. Tę rzecz polecam tym fanom MacAlpine'a, którzy z łezką w oku wspominają jego neoklasyczne początki. Oczywiście na nutach kojarzących się z muzyką poważną się tutaj nie kończy, muzyk dołożył i coś od siebie.

Mimo iż na płycie uświadczyć można nieco "nowoczesności", jest to przede wszystkim dzieło bardzo podobne do dawnych dokonań Tony'ego MacAlpine'a. Najwięcej tu chyba podobieństw do czasów Evolution / Violent Machine, lecz oczywiście krążek polecam sympatykom dowolnych wydawnictw Tony'ego, który raz jeszcze udowodnił, że wciąż należy do czołówki najlepszych gitarzystów (i klawiszowców) świata.

Oficjalna strona artysty: www.tonymacalpine.com