
Sahara Rain - Eternity
Wydawca: SR Records
Rok wydania: 2011
- Heavy Times
- Forever Young
- Will I Ever Be
- Miss You
- Holy Warrior
- Love Me Loud
- Shout It Out
- Dreams Die Young
- Starlight
- Live Earth
- Since You've Been Gone
Skład: Ricci Domenico - śpiew; Dave Silhanek - gitara; Adrian Honegger - gitara; Boet Dee Haas - gitara basowa; Bo Rebsamen - instrumenty klawiszowe; Levent Sunu - perkusja
Produkcja: Michael Bormann
Dwa lata temu szwajcarska formacja Sahara Rain zadebiutowała udanym krążkiem Sand In Your Hands. Płytę wydano własnym sumptem i pewnie dlatego jej promocja nie była zbyt skuteczna. Niestety utalentowanym zespołem nie zainteresowała się najwidoczniej żadna wytwórnia i raz jeszcze mało kto się dowie, że z górzysty kraj obdarzył nas jeszcze jednym dobrym wydawnictwem.
Drugie dzieło Sahara Rain stworzyła w tym samym składzie co poprzednio, tyle że wzmocniona o drugiego gitarzystę. Za produkcję krążka odpowiada ponownie Michael Bormann i zapewne dlatego momentami nie sposób nie odnieść wrażenia, że tu i ówdzie muzyka Szwajcarów brzmi podobnie do Jaded Heart. Płytę otwiera utwór zatytułowany Heavy Times, który wydaje się być AOR-em z dodatkiem cięższych dźwięków progresywnych, przy czym wszystko zagrane jest z brzmieniem gitar zbliżonym trochę do dawnych produkcji Crystal Ball. Wbrew pozorom twórczość Sahara Rain ciężko jest porównywać do innych zespołów pochodzących z tego samego kraju, bo jednak grają inaczej, co zresztą poczytuję im na plus. Po prostu panowie znaleźli własny patent na granie i oby tak pozostało. W Forever Young pojawiają się wspomniane podobieństwa do Jaded Heart z czasów, gdy śpiewał tam Bormann. Taki dość łagodny i zarazem melodyjny hard rock. Kompozycja z gatunku tych przyjaznych emisji radiowej. Może i nic oryginalnego, ale zarazem łatwo wpadającego w ucho. Will I Ever Be okraszone jest większą ilością klawiszy, choć i tutaj dominują tempa średnie. W refrenach da się wyczuć wpływy innych kapel ze Szwajcarii, a najwięcej jest tu chyba Shakry. Jakoś dziwnie podoba mi się tutejsza solówka, mimo iż nie zawiera wodotrysków i wymiatania - może to przez jej brzmienie, może dzięki artykulacji... Przyszedł czas na balladę sensu stricto - Miss You. Jak przystało, zagrana z wyczuciem, delikatna, nastrojowa, po prostu świetna. Tu również przychodzą mi na myśl pewne porównania, mianowicie z niemieckim Bonfire. Niemcy mieli swego czasu taką pościelówkę o tytule Rivers Of Glory, która też chwytała za serce i właśnie z nią ballada zagrana przez Sahara Rain mi się kojarzy. Chyba jedno z najlepszych nagrań na tej płycie. Dość ciekawym zjawiskiem na krążku jest kawałek Holy Warrior, gdzie mieszają się wpływy kilku gatunków muzycznych. Mamy tu więc i melodyjnego hard rocka (coś jak wczesne White Lion czy Jaded Heart), trochę AOR-u (dzięki klawiszom), a nawet heavy metalu (niektóre zagrywki gitar). Fanom melodyjnego grania kompozycja powinna od razu przypaść do gustu. Love Me Loud to już właściwie czysty AOR, choć przez linie wokalne i aranżacje chórków również nie sposób nie zauważyć podobieństw do niemieckich ekip jak Bonfire (z drugiej połowy lat '80) czy Jaded Heart (z czasów pierwszej płyty). Kto lubi te kapele, z pewnością nie będzie zawiedziony. Ostrzej robi się dopiero w okolicach solówki. Melodie z początku Shout It Out wydają mi się znajome, aczkolwiek nie mogę teraz sobie przypomnieć, gdzie już je słyszałem. To nie istotne, najważniejsze że i tak mi się podobają. Dalej mam pewne skojarzenia z pierwszymi dwoma płytami Bon Jovi, bo to mniej więcej takie samo granie i z tego powodu wrzuciłbym je do wspólnego worka. Mieszanka AOR-u, popu i melodyjnego hard rocka. Dreams Die Young to kolejna udana ballada na płycie. Od razu muszę napisać, że akurat za swoje pościelówki chłopaki z Sahara Rain wstydzić się nie muszą. Tej akurat pozazdrościć mógłby zespołowi np. Bryan Adams, a po pewnych przearanżowaniach nawet Meat Loaf chętnie wyciągnąłby po utwór ręce. Zresztą Gotthard i Jaded Heart też mogłyby zagrać coś takiego. Kolejny numer, Starlight, uzbrojony został w cięższe i ostrzejsze gitary, jednak raz jeszcze całość mocno łagodzą partie instrumentów klawiszowych i melodyjne linie wokalne/chórki. Myślę, że fani starego Bon Jovi powinni być z tego utworu zadowoleni, jest tu też coś z Jaded Heart, może nawet coś z wczesnego Honeymoon Suite. Live Earth od samego początku przypomina AOR-owo/melodic hard rockowe nagrania ze ścieżek do filmów z lat '80. Znalazłoby się tu coś z tamtego okresu zaczerpniętego od Journey czy Foreigner. Dość przyzwoita rzecz i narzekać nie można. Po tytule ostatniej ścieżki w zestawie spodziewałem się naturalną koleją rzeczy coveru słynnego przeboju Russa Ballarda, znanego choćby i z przeróbki w wykonaniu Rainbow. Nic z tych rzeczy, Since You've Been Gone to autorska kompozycja Sahara Rain, w dodatku ballada. Szczerze mówiąc nie przepadam za płytami, gdzie znajduje się zbyt wiele ballad, ale jak już wiemy, szwajcarskiej załodze akurat ballady dobrze wychodzą, więc dajmy Helwetom szansę. Ta pościelówka przypomina mi kilka innych z początku lat '90 i jest jakby zlepkiem pomysłów z nich wyciągniętych. Trochę z Crash Test Dummnies, trochę z Ugly Kid Joe, ciutkę z Mr. Biga... Udało się - mamy nową zgrabną balladę.
Pierwsza płyta Sahara Rain była nieco zagadkowa i potrafiła zaskoczyć, tutaj jest już bardziej przewidywalnie. Spora dawka melodyjnych nagrań, które powinny przypaść do gustu miłośnikom mieszanek złożonych ze stylów gry Jaded Heart, Crystal Ball, Bonfire, Shakry, Bon Jovi, Journey i powiedzmy, Bryana Adamsa.
Oficjalna strona zespołu: www.sahararain.com