Down & Dirty - Taste Of Rock & Roll

Down & Dirty - Taste Of Rock & Roll

Wydawca: Down & Dirty
Rok wydania: 2011

  1. R U Ready
  2. Taste Of Rock & Roll
  3. Free & Young
  4. All In
  5. Fallin
  6. Wild Child
  7. Hurts So Good
  8. Party With Me
  9. Get It Right
  10. You
  11. Gotta Luv It

Skład: Majyk - śpiew; L.A. - gitara, chórki; 9 Volt - gitara basowa; Joey The Kidd - perkusja

Produkcja: Chuck Macak

W USA wciąż pojawiają się grupy grające sleaze/hard rocka tak, jak się go grało ponad dwadzieścia lat temu, tylko nikt o tym nie "trąbi". Wytwórnie płytowe jakoś nie kwapią się do podpisywania z nimi kontraktów, promocja nie idzie pełną parą i słuchacze zazwyczaj w ogóle nie wiedzą o ich istnieniu. Przedstawiamy dziś Down & Dirty i ich drugi już krążek zatytułowany Taste Of Rock & Roll.

Członkowie Down & Dirty pochodzą ze stanu Illinois i aktualnie ich wiek nie przekracza dwudziestu lat. Zespół uformował się na początku roku 2008 na gruzach formacji Skizm, by po kilku zmianach składu przybrać obecną nazwę. W 2009 r. ukazał się debiutancki krążek chłopaków zatytułowany Live Fast, a grupa zaczęła dawać liczne koncerty (grała m. in. u boku Gypsy Pistoleros, Vains Of Jenna i Dirty Penny). Do sukcesów należy zaliczyć jej występ na festiwalu Rocklahoma 2009, gdzie młodzi muzycy zagrali w tzw. "Garden Of Evil" będacym sekcją dla VIP-ów. Już z nowym perkusistą w składzie w listopadzie roku kolejnego zespół zamknął się w studiu Electrowerks z producentem Chuckiem Macakiem, by zarejestrować swój drugi album. Taste Of Rock & Roll ukazuje się w maju 2011 r. i jak można się spodziewać, zawiera solidną dawkę prywatkowego sleaze rocka. Wystarczy wyobrazić sobie mieszankę stylów Junkyard, Skid Row (z czasów debiutu), Poison, AC/DC, Guns N' Roses i Mötley Crüe, by mieć obrazowy pogląd na to, co się tu wyczynia. I tak na przykład otwierający zestaw numer R U Ready dobrze obrazuje styl gry chłopaków z Illinois. Ostre gitary sposobem budowania riffów przypominają stylistycznie AC/DC, ale blisko temu też do wczesnych Motleyów. Głos wokalisty, może nie tyle barwą co sposobem artykulacji sylab, przypomina gardłowego z Junkyard. Klimat nagrania jak najbardziej imprezowy. Dodam, że i brzmienie instrumentów jest bardzo klasyczne, zbliżone do tego z lat '80 i ciężko poznać, że to pozycja współczesna. Tytułowe Taste Of Rock & Roll na dzień dobry uzbrojone zostało w fajne intro. Ot, jakiś gość słucha muzyki przez słuchawki, po czym zdejmuje je i słyszy jakieś odgłosy dochodzące z telewizora. Potem wchodzi muzyka właściwa, czyli żywiołowo-rock'n'rollowe parcie do przodu. Tutaj na myśl przychodzą liczne kapele sleazeowe z końca lat '80 i początku '90. Solówka gitarowa bez większego wymiatania, ale i tak dość przyzwoita. Kawałek Free & Young przypomina mi mariaż Lillian Axe z czasów ich debiutu z rytmiką znaną z Dokken. Oczywiście dzięki liniom wokalnym cała ścieżka nabiera innego wyrazu, jednak podobieństwa chyba każdy słuchacz obeznany z tym gatunkiem grania wychwyci. Bardzo fajny utwór, moim zdaniem jeden z najlepszych w tutejszym secie. Ani trochę nie ustępuje mu kolejne All In. Tym razem da się wyczuć przemożny wpływ Junkyard i Guns N' Roses. Strukturalnie piosenka dość prosta, a mimo tego dzięki dużej dawce energii jej siła wyrazu wzrasta. Po takim zastrzyku rockerów przychodzi czas na balladę. Fallin sprawia wrażenie ścieżki trochę niedopracowanej, tu i ówdzie słychać, że chłopakom zabrakło pomysłów. W konfrontacji z typowymi pościelówkami złotej ery hair metalu wypada ona niestety blado. W Wild Child wokalista próbuje wczuć się w skórę takich gardłowych jak Sebastian Bach i David Coverdale. Trzeba przyznać, że gardło ma gość silne i dobrze mu takie "wydzieranki" wychodzą. Aranżacje chórków w refrenie mocno przypominają dokonania Mötley Crüe. Co tu dużo gadać, fajny kawałek, w dodatku uzbrojony w dość ciekawą solówkę. Hurts So Good to niby rockowy numer, ale gdzieś tam w tle da się wysłyszeć echa muzyki country. Gdzieś już słyszałem podobne patenty, tylko nie mogę sobie przypomnieć, gdzie. Hmm, może u Poison? Chyba dobre skojarzenie, bo i w kolejnym Party With Me też jakoś wyczuwam wpływy ekipy Breta Michaelsa. Klimat nagrania jak najbardziej party rockowy, zresztą zdradza to już sam tytuł. Jak to zwykle bywa w sleazie, mamy i jakieś elementy punka, na szczęście jest to wszystko technicznie zagrane. Get It Right startuje tak, jak byśmy za chwilę mieli usłyszeć którąś z kompozycji Nazareth, ale dalej jest już bliżej stylistycznie do Mötley Crüe (albo solowego Vince'a Neila). Chyba jeden z najbardziej wyróżniających się utworów z zestawu. Z pewnością dobra robota gitarzysty, który ciągnie całość zdecydowanie naprzód. You opiera się na patentach słyszanych wprawdzie w tym gatunku już wiele razy, ale czyż nie miło jest posłuchać czegoś takiego raz jeszcze? Bez galopad, z czuciem, przede wszystkim bardzo melodyjnie i bez wpadek. W zwrotkach linie melodyczne mogłyby być lepsze, jednak nie będę się czepiał. Zamykające krążek Gotta Luv It jest numerem poprawnie zagranym, choć pozbawionym polotu. No, ale to ostatnia pozycja w zestawie, więc ma prawo być zapychaczem. Na plus idzie za to urozmaicenie końcowych partii kawałka liniami harmonijki ustnej.

Jak na młody wiek muzyków tworzących zespół jest to płyta niesamowicie udana. Gdyby zadbano o większą różnorodność utworów i gdyby solówki były bardziej wymyślne, mielibyśmy do czynienia z pozycją typu "musisz mieć". Rzecz rekomendowana fanom Mötley Crüe, Junkyard, Gun N' Roses i Poison. Warto dać szansę chłopakom i posłuchać, warto też czekać na kolejne dzieło Down & Dirty.

Oficjalny profil zespołu na MySpace: www.myspace.com/downndirtyband