
The Sisters Of Mercy - Vision Thing
Wydawca: Elektra / WEA / Rhino Records
Rok wydania: 1990
- Vision Thing
- Ribbons
- Detonation Boulevard
- Something Fast
- When You Don't See Me
- Doctor Jeep
- More
- I Was Wrong
- You Could Be The One [bonus w reedycji]
- When You Don't See Me (remix) [bonus w reedycji]
- Doctor Jeep (extended version) [bonus w reedycji]
- Ribbons (live) [bonus w reedycji]
- Something Fast (live) [bonus w reedycji]
Skład: Andrew Eldritch - śpiew, gitary, programowanie; Tony James - gitara basowa; Doctor Avalanche (automat perkusyjny) - perkusja; Andreas Bruhn - gitary; Tim Bricheno - gitary
Gościnnie:John Perry - gitary; Maggie Reilly - chórki
Produkcja: Andrew Eldritch i Jim Steinman
O brytyjskim zespole The Sisters Of Mercy można by napisać książkę. Foracja ta nagrała trzy albumy, z czego każdy różnił się od reszty, co przyczyniło się do podziału dotychczasowych fanów, ale i zdobycia nowych. Omawiana tutaj płyta Vision Thing okazała się być najbardziej kontrowersyjną w dyskografii Siostrzyczek, zarzucano jej komercyjność i odejście od pierwotnej ideologii, chęć przypodobania się amerykańskiemu odbiorcy. Z jednej strony komercja, z drugiej sporo tu punkowych tekstów traktujących o politycznych aferach i nabijania się z muzycznego światka...
Cóż rzec, grupa zaczynała od flirtu z rockiem gotyckim (nie mylić z podobnie zwanym metalem, na marginesie - Andrew wielokrotnie zaprzeczał, jakoby Sisters mieli kiedykolwiek cokolwiek wspólnego z gotykiem) i cold wave, ba, dosłyszeć można się było podobieństw do new romantic i Depeche Mode, jednak u progu lat '90 muzycy zaskoczyli wszystkich i nagrali album hard rockowy. Z oryginalnego składu pozostał tylko wokalista i lider Andrew Eldritch oraz automat perkusyjny zwany Doctor Avalanche. W sumie i tak klimat i stylistykę gry zespołu narzucał głos Eldritcha, a to z racji tego, że jego barwa jest bardzo charakterystyczna, nosowa, na wpół szeptana, smutnawa. Otwierające album tytułowe Vision Thing może być tego dobrym przykładem. Niby tekst piosenki jest żartobliwy, a jednak w głosie wokalisty słychać jakiś smutek, żal, niepokój. Na uwagę zasługują chwytliwe partie gitar, ale pewnym mankamentem jest całkowity brak solówki (w pozostałych utworach również) oraz ten jednostajny rytm automatu perkusyjnego, co powoduje, że całość wydaje się jakaś mało żywa, po prostu sztuczna... ale i tak najważniejsze są tu przecież linie wokalne. Eldritch żartował sobie w wywiadach, że gdyby nie automat perkusyjny, jego kapela brzmiałaby jak Guns N' Roses, oczywiście sporo w tym przesady. Ribbons nawiązuje muzycznie do poprzednich wydawnictw zespołu, ma podobny klimat, ale wyróżnia się ciekawie zaaranżowanymi gitarami. Po raz kolejny mamy do czynienia bardziej z melorecytacjami i szeptami, niż ze śpiewaniem. Umiejętnie budowane napięcie, to takie małe dzieło sztuki. Początek Detonation Boulevard to jakby nawiązanie do bluesujących gitar z innych hard rockowych wydawnictw, dalej nadciąga ciekawa linia basu i słodkie kobiece chórki plus tradycyjne wokale Eldritcha. Doprawdy nie rozumiem, czemu w wielu recenzjach ten kawałek został zmieszany z błotem, jak dla mnie to jedna z najciekawszych pozycji na krążku. Moze brzmi to trochę zbyt radośnie jak na Sisters, może zbyt rozrywkowo i zbyt amerykańsko, ale to przecież nie wada! Przyszła kolej na balladę, w tej roli otrzymujemy Something Fast. Moje pierwsze wrażenie, gdy to usłyszałem, było "a cóż to jest?". Linie wokalne brzmią tak, jakby ktoś mówił coś sam do siebie, a potem ktoś do tego dograł pierwszy lepszy akustyczny podkład, przynajmniej w zwrotce. Posłuchałem jednak kilka razy i stwierdzam, że to bardzo interesujący efekt, podobnie jak i refreny odśpiewane z nakładającymi się kobiecymi wokalami. Zresztą refren śpiewany aż do wyciszenia numeru to po prostu bomba, naprawdę imponuje. When You Don't See Me to powrót w rasowe hard rockowe klimaty, przy czym nie należy się spodziewać typowo hair metalowych wokaliz. Mimo tego głos Eldritcha, niby zupełnie z innej bajki, a jednak doskonale tu pasuje. Chyba na tym polega fenomen The Sisters Of Mercy, że potrafili się wyróżniać spośród tysięcy podobnie grających kapel. Dla odmiany zachwalane przez wszystkich Doctor Jeep jakoś do mnie nie trafia, może poza tymi klimatycznymi zagrywkami klawiszy w środku. Kompozycja nie jest zła, ale jakoś odnoszę wrażenie, że jest słabsza od reszty setu. No cóż, o gustach się podobno nie dyskutuje. No i następuje More, najbardziej znana kompozycja z tej płyty, bowiem nakręcono do niej teledysk. Rewelacyjnie zaaranżowane klawisze, ponownie żywiołowo odśpiewane damskie chórki dodają utworowi mocy. Zresztą główna siła tego kawałka moim zdaniem tkwi w pewnego rodzaju kontraście, jaki występuje między zwrotkami a refrenami. Zwrotki są tajemnicze, spokojne, a refreny szybsze, bardziej żywiołowe. Wyciszająca się końcówka z wciąż śpiewająca kobietą, potem wejście fortepianowo zaaranżowanych klawiszy i do tego pojawiający się krzykliwy głos Eldritcha, to mógłby być doskonały koniec albumu. Ale mamy jeszcze I Was Wrong, któremu przypada rola zamykacza. Jak na taki tytuł, to kompozycja brzmi bardzo lekko strawnie, może to ze względu na akustyczne gitary i tempo szybsze niż z reuły w tego typu utworach. Mnie najbardziej podobają się tu odgłosy, jakie wydaje kostka uderzająca w struny akustyka.
Płyta jest dość krótka, ale to nie wada, dzięki temu udało się nagrać dzieło pozbawione zapychaczy. Poza brakiem solówek (zapewne ciężko grać sola pasujące do głosu Eldritcha) ciężko jest tu znaleźć jakieś wady, dla mnie takim mankamentem byłby brak żywego perkusisty, tyle że ja nie jestem za bardzo przyzwyczajony do wydawnictw nagrywanych z towarzyszeniem automatu perkusyjnego. Moim zdaniem jest to jedna z najciekawszych pozycji, które pojawiły się w przededniu grunge'owej inwazji. Z czystym sumieniem polecam.
Oficjalna strona zespołu: www.the-sisters-of-mercy.com