Steve Vai - Sex & Religion

Steve Vai - Sex & Religion

Wydawca: Relativity / Sony
Rok wydania: 1993

  1. An Earth Dweller's Return
  2. Here & Now
  3. In My Dreams With You
  4. Still My Bleeding Heart
  5. Sex & Religion
  6. Dirty Black Hole
  7. Touching Tongues
  8. State Of Grace
  9. Survive
  10. Pig
  11. The Road To Mt. Calvary
  12. Down Deep Into The Pain
  13. Rescue Me Or Bury Me
  14. Just Cartilage [japoński bonus track]

Skład: Devin Townsend - śpiew; Terry Bozzio - perkusja i instrumenty perkusyjne; T. M. Stevens - gitara basowa, chórki; Steve Vai - cała reszta

Produkcja: Steve Vai

Po sukcesie, jaki wirtuoz gitary odniósł grając w grupie Whitesnake i sprzedając swój legendarny już album solowy, Steve Vai czuł potrzebę pójścia za ciosem i skomponowania czegoś równie wielkiego. Vai nie nagrał jednak kolejnej płyty w stylu Passion And Warfare, zamiast tego skompletował zespół, który ochrzcił od swego nazwiska (co bardziej spostrzegawczy zauważą, że na froncie okładki nie pojawia się imię gitarzysty). Wbrew swoim zapowiedziom nie nagrał też albumu mainstreamowego, bo w owym czasie nikt przecież nie grał tak jak Steve na Sex & Religion, jeszcze królował w mediach grunge i zaczął się pojawiać industrial, jednocześnie nikt już nie był zainteresowany melodyjnym hard rockiem. Vaiowi oberwało się za to posunięcie i od fanów i od recenzentów i jak sam mówi, obrywa mu się po dziś dzień. Moim zdaniem niesłusznie.

Z założenia w zespole teoretycznie wszyscy członkowie powinni mieć równe prawo głosu co do kształtu poszczególnych kompozycji i co do ogólnego kierunku, w jakim powinno iśc wydawnictwo. Jak nie trudno się domyślić, Vai zdominował jednak swoją osobą wszelkie koncepcje, chociaż w przeciwieństwie do poprzednich krążków album przestał być zbiorem solówek, a stał się zestawem piosenek ze zwrotkami i refrenami. Dźwięk tłuczonego szkła, a dalej już interesujące wibracje gitar i oto mamy An Earth Dweller's Return, czyli całkiem zgrabne intro do płyty. Właściwą pierwszą piosenką jest Here & Now, gdzie już podziwiać można talenty wokalne Devina Townsenda, chociaż pokaże on, co naprawdę potrafi, dopiero w dalszych kompozycjach. Tutaj uwagę przykuwają charakterystyczne rytmy basu i perkusji, które kojarzyć się mogą z czasami "małych zielonych ludzików" z Flex-Able. Tak, zdecydowanie sekcja rytmiczna wiedzie tutaj prym, przynajmniej do czasu solówki, może trochę krótkawej, ale bez problemu dorównującej tym z płyty poprzedniej. Przy okazji nadmienię, że bardzo podoba mi się tu brzmienie gitary Steve'a, zrobiło się jakby bardziej żywe, tak samo świetnie wypada klangujący bas. Bardziej spokojnie w następującym z kolei In My Dreams With You, czyli wzruszającej balladzie. Tutaj błyszczy także Devin, partie wokalne po prostu powalają, zresztą w kawałku tym maczał palce Desmond Child, znany kompozytor, zapewne właśnie w ścieżkach wokalnych. Co do Townsenda, to nie oszczędza on gardła, szepcze, wrzeszczy, pokrzykuje i po prostu śpiewa. Niby to ballada, ale bogactwo artykulacyjne wybija ją ponad przeciętność, aczkolwiek trzeba to powiedzieć, może nie być to kawałek łatwy w odbiorze dla większości słuchaczy. Still My Bleeding Heart to w moim mniemaniu najgorszy numer w zestawie. Odnajduję w nim wprawdzie wiele smaczków aranżacyjnych (różne wstawki i odgłosy, plus oczywiście solówka, zawodzenie Devina na końcu utworu to też dość ciekawy efekt artystyczny), jednak całościowo wypada on tak sobie, z pewnością Vaia stać by było na więcej. Na szczęście po nim mamy prawdziwą bombę i ucztę dla fanów hard rocka, tytułowe Sex & Religion. Rasowy gitarowy riff z ciekawą rytmiką, Stevens wali w centralki z prawdziwą mocą, a gitarowe solo to moim zdaniem jeden z najlepszych popisów w karierze Vaia. Townsend niby dwoi się i troi, jednak to chyba on jest tu najsłabszym ogniwem tym razem, mógł lepiej zaaranżować swoje partie. Dirty Black Hole mógłby z powodzeniem być numerem z repertuaru Skid Row, Devin próbuje tu jakby naśladować Sebastiana Bacha, a podkłady i ogólna struktura kawałka przypominają czasy drugiej płyty Skidów. W połowie kompozycji klimat zmienia się i podchodzi bardziej pod Extreme, nawet solówka jakby w stylu Bettencourta (ciekawe swoją drogą, kto kogo naśladował). Na pozycji siódmej najlepsza kompozycja na krążku - Touching Tongues. Rewelacyjne aranżacje, utwór właściwie instrumentalny, wokalista tylko pojękuje tu i ówdzie (raz to niby jodłowanie, raz to jakieś "indiańskie" dźwięki), nie śpiewa niczego konkretnego. Gitary fajnie zagrane techniką slide, do tego klawiszowe podkłady z towarzyszeniem sprytnie uderzanych talerzy, jakaś ogólna radość z tego płynie, oczami wyobraźni można zobaczyć dotykające się figlarnie języczki ;) (na końcu jakby odgłos całuska). State Of Grace to z kolei taka miniaturka, bardzo vaiowa chciałoby się powiedzieć, ma chyba imitować jakieś odgłosy z Tybetu, czy też indiańskiego szamana, albo lepiej - zuluskiego... Co potwierdzałoby następne Survive. Taki muzyczny żart, motywem przewodnim są pokrzykiwania typu "Boom Shaka Shaka Boom", a do tego rytmy perkusji i basu jednoznacznie kojarzą się z rytmami plemiennymi Zulusów. By nie było wątpliwości, w końcówce słyszymy jeszcze "I am Zulu", głos najprawdopodobniej należący do T. M Stevensa, jak można się domyślić po tym, że we wkładce figuruje jako Zulus Shaka. Efekt wyśmienity, kawałek bardzo udany. Pig to bardzo agresywny numer, rytmiczny, sporo tu wydzierania się, więcej schizofrenicznych solówek. Przypomina to momentami zagrywki, które Steve zamieści na Fire Garden. Dodam jeszcze, że pod koniec kompozycji mamy charczenie świń, względnie wymiotowanie, a wszystko to odegrane najprawdopodobniej na gitarze (zapewne ramię tremolo plus jeden z multiefektów Vaia, chociaż nie ma o tym słowa we wkładce). Kolejna miniaturka na krążku w postaci The Road To Mt. Calvary. Nie trudno się domyślić, że to nawiązanie do ogólnie znanej historii o Jezusie. Jest to zbiór różnych odgłosów, raz to klimatycznych, raz to niby coś jak z kuźni (lub przybijanie do krzyża) i głosy zawodzących kobiet. Przechodzi to płynnie w Down Deep Into The Pain, utwór w swych strukturach stricte hard rockowy, choć zagrany typowo po vaiowemu. Osiem minut ma to dzieło i w drugiej połowie pojawiają się typowe dla Vaia "schizy" w postaci dziwnych dźwięków, zbliża się to prawie do jazzu, by na końcu zapodać kwestie wypowiadane, oznajmiające narodziny syna i odgłos niby-to-harfy (jak w słynnej "Ballerinie..." z poprzedniej płyty). Album zamyka Rescue Me Or Bury Me, który zwiastuje niejako te wszystkie utwory, gdzie za mikrofon zabierze się sam Steve na późniejszych wydawnictwach. Pomijając te momenty śpiewane, kawałek można zarekomendować fanom progresu i jazzu oraz oczywiście Vaia (kilka momentów jak z Alien Love Secrets). Ostatnie dźwięki nawiązują z kolei do otwierającego dzieło intra.

Tak się akurat złożyło, że Sex & Religion było pierwszym krążkiem Vaia, jaki usłyszałem i wtedy mi nie przypadł do gustu, głównie dlatego, że znałem już bardziej melodyjne nagrania Satrianiego, Friedmana i Beckera. Wielkim atutem tej płyty jest to, że im więcej razy się jej słucha, tym bardziej się ona podoba, zwłaszcza gdy nie słucha się jej zbyt często, tylko raz na jakiś czas. Moim zdaniem jest to bardzo udane wydawnictwo i mimo wszystko polecam zapoznanie się z tym krążkiem. A dla fanów Steve'a to i tak rzecz obowiązkowa.

Oficjalna strona artysty: www.vai.com