
Tesla - Simplicity
Wydawca: Tesla Electric Recording Company / Frontiers Records
Rok wydania: 2014
- MP3
- Ricochet
- Rise And Fall
- So Divine...
- Cross My Heart
- Honestly
- Flip Side
- Other Than Me
- Break Of Dawn
- Burnout To Fade
- Life Is A River
- Sympathy
- Time Bomb
- 'Till That Day
- Burnout To Fade (writing demo version)[bonus]
- Honestly (writing demo version)[bonus]
- Taste My Pain [japoński bonus]
Skład: Jeff Keith - śpiew; Frank Hannon - gitary, pianino, chórki; Dave Rude - gitary, gitara basowa, chórki; Brian Wheat - gitara basowa, pianino, chórki; Troy Luccketta - perkusja i instrumenty perkusyjne
Produkcja: Tom Zutaut i Tesla
Tesla robi swoje i nie ogląda się na mody. Raz na kilka lat wypuszcza krążek studyjny. Padło, że kolejny album wyszedł w roku 2014, a konkretnie 6 czerwca. Za miksowanie i mastering odpowiedzialny jest Michael Wagener, legenda w hard rockowym biznesie. Żadnych zmian w składzie nie ma i to tyle w kwestii formalnej, posłuchajmy zatem, co też chłopaki przygotowali tym razem.
Pierwszy utwór zatytułowano MP3 i już on zwiastuje jakąs pułapkę. Owszem, wyraża on pewnego rodzaju pogardę i zdziwienie wobec tego bardzo popularnego formatu zapisu muzyki. Od strony melodycznej numer rozpoczyna się nadzwyczaj przednio od wpadających w ucho melodii i solówek (te przypominają mi nieco zakończenie słynnego Hotel California The Eagles). Dalej niestety mój początkowy optymizm wygasa niemal doszczętnie, bo wchodzą flakowate, rozciągnięte riffy, jak w jakimś grunge'u, a do tego jeszcze głos Keitha wtóruje temu wszystkiemu z równym brakiem mocy. To już nie te czasy co na pierwszych krążkach i trzeba się z tą myślą oswoić. Ricochet jest już znacznie lepsze. Balladowy wstęp, a potem hard rock, taki trochę w stylu znanym z płyty Shine Tyketto. Nie są to stylistycznie do końca moje rejony, ale takie granie jestem w stanie tolerować, zwłaszcza że część balladowa wypada naprawdę nieźle. Wraz z Rise And Fall zaliczamy powrót do stylistyki z numeru pierwszego, choć tutaj jest łagodniej. Znów nie uświadczymy tu tej pamiętnej żywiołowości z Mechanical Resonance czy The Great Radio Controversy. Piosenka jest ponura, ale może spodobać się fanom Enuff Z'Nuff. Na pocieszenie dostajemy balladę So Divine..., gdzie wprawdzie smutne klimaty z arkusza nut nie znikną, ale za to jak komuś przypadły do gustu balladowe nagrania z takich albumów jak Pull Wingera czy Dysfunctional Dokken, to właśnie będzie to porcja jego trucizny. Z kolei Cross My Heart to coś dla "południowców". Taka typowa southernowa ballada, ale dopracowana dodatkowo w każdym szczególe. Nie sięgam po takie rzeczy często, jednak gdy leci gdzieś w pobliżu, to też nie uciekam. Podoba mi się. Honestly, czyli jeszcze jedna ballada w zestawie, zapewne szybko zauroczy damską część publiczności, gdyż ma spore zadatki na superpościelówę. Jak ktoś pamięta te ballady puszczane przez MTV na początku lat '90, to właśnie jest coś w tym stylu. Bardziej rockowo, choć zarazem z dodatkiem country-bluesa w środku, będzie w Flip Side. W takim repertuarze Tesla spisuje się najlepiej i szkoda, że tego typu kawałków nie ma tu dużo więcej. Other Than Me, jeszcze jedna ballada, jakby było ich tu mało. Przypomina mi ballady Bon Jovi z ich ostatniego dwudziestolecia, kiedy to postanowili się bawić w mieszankę modern pop rocka i muzyki country. Chociaż w przypadku tego nagrania, to akurat ekipa Keitha i Hannona wypada dużo lepiej, a przynajmniej bardziej autentycznie. Break Of Dawn jest bardziej rockowe, lecz niestety w większej części modern rockowe. Hard rocka uświadczymy za to w refrenach. Nie jest najgorzej, ale i nie jest to ten poziom, którego bym oczekiwał od Tesli. Na uwagę zasługuje za to cały ustęp przed i w trakcie solówki. Burnout To Fade, jak można się tego było spodziewać, to kolejna ballada w stylu modern rock/country, jakie modne są od wielu lat za oceanem. Poprawnie zagrane, miłe dla ucha, ale czy będzie się chciało do tego wracać? Komu jeszcze mało ballad? Bo oto nadciąga Life Is A River. Zagrane według podobnego szablonu co wcześniej, tyle że z większą ilością pianina. Dla mnie główną, by nie rzec jedyną atrakcją, jest fajna, wolna solóweczka. Dla odmiany coś rockowego dostajemy w Sympathy. Obiecujący wstęp, a potem taka sobie reszta. Nie ma nad czym się rozpisywać. Time Bomb to strasznie słaby numer, mało melodyjny, rozwlekły i odegrany na siłę. Wypada jeszcze dużo gorzej od poprzednika. Więcej dzieje się w solówce, ale co z tego, skoro ciężko do niej dotrwać. Ballada 'Till That Day pozwoli odetchnąć po tym, co było przed chwilą. Raczej pozycja dla kobiet. Na końcu jeszcze dwa bonusy w postaci wersji demo Burnout To Fade i Honestly. Pierwszy z tych utworów wypada nawet nieźle, chyba lepiej niż wersja ostateczna, drugi można było sobie podarować.
Grupa zafundowała nam kolejna płytę zapełnioną w 90% materiałem balladowym. Polecić ją mogę chyba tylko kobietom, słuchaczom muzyki country oraz zagorzałym fanom nowoczesnej Tesli, nowoczesnego Bon Jovi i starszego Enuff Z'Nuff. Ja raczej nieprędko sięgnę po ten album ponownie, a miłośnikom bardziej energetycznego hard rocka doradzam najpierw zapoznać się z płytą i na wszelki wypadek nie zakupywać jej w ciemno.
Oficjalna strona zespołu: www.teslatheband.com