
Jeff LaBar - One For The Road
Wydawca: Rat Pak Records
Rok wydania: 2014
- No Strings
- Asking For A Beating
- Muse
- Hello Or Goodbye
- Ode To Page
- Nightmare On My Street
- One For The Road
- Bye Bye Bye [iTunes bonus track]
- My Generation [iTunes bonus track]
Skład: Jeff LaBar - śpiew, gitara elektryczna, gitara akustyczna, gitara akustyczna 12-strunowa, gitara basowa, instrumenty klawiszowe, chórki; Troy Lucketta - perkusja; Chris Williams - perkusja; Cheney Brannon - perkusja; Chuck Williams - perkusja
Produkcja: Jeff LaBar
Gitarzystę Jeffa LaBara fani dobrego rocka niewątpliwie kojarzą z zespołem Cinderella, z którym wprawdzie od dawna niczego nie nagrał, za to co roku regularnie koncertuje. Z Ericiem Brittinghamem muzyk gra jeszcze w grupie Naked Beggars, a kilka lat wstecz mieliśmy okazję słyszeć go w udanym projekcie Freakshow. Po wielu latach Jeff zdecydował się na nagranie swojej płyty solowej, którą zatytułował One For The Road.
No, nie do końca sam się zdecydował, musieli go do tego popychać jego menadżer oraz żona, argumentując, że okoliczność wydania kolejnego solowego krążka Toma Keifera to dobry czas na wypuszczenie swoich pomysłów. Mniejsza o argumentacje i powody, ważne, że album w końcu się ukazał. Zła wiadomość jest taka, iż dostajemy raptem siedem utworów, dobra natomiast, że nie dostajemy byle gówna, tylko szczere złoto, wszak LaBar to już sprawdzona marka. Tak więc gitarzysta zaszył się w studiu w Nashville, wszystko sam skomponował, zagrał nie tylko na wszystkich gitarach, ale i na pozostałych instrumentach za wyjątkiem perkusji, a także zaśpiewał. Za bębnami zasiedli zaproszeni perkusiści. I tak np. w pierwszym utworze zatytułowanym No Strings, który można również obejrzeć w formie teledysku, za perkusja siedzi Troy Lucketta z Tesli. Numer jest przedni, od razu słychać, że to ta sama stylistyka gry co wczesna Cinderella, a pikanterii dodaje fakt, że za miksowanie tej ścieżki odpowiada Fred Coury, kolega Jeffa z tego samego bandu. Na co od razu zwraca się uwagę, to po pierwsze brzmienie, które jest bardziej nowoczesne (czytaj "cyfrowe") oraz na głos Jeffa. Wcześniej śpiewał tylko w kopciuszkowych chórkach, teraz słyszymy go na pierwszym planie. Brzmi inaczej niż głos Toma, ale przy tym wcale nie gorzej. Kawałek to solidny, apetyczny hard rockowy przysmak, a przy tym pierwszy kandydat na hicior. Nie gorzej jest w Asking For A Beating. Porządny gitarowy riff trochę w stylu Fifth Angel na otwarciu, potem nieco zagrywek jak z The Dudes Of Wrath, Accept, czy Megadeth, może nawet coś w klimatach najlepszych pomysłów Gemini Five. Weteran nie zawiódł, niejeden młody muzyk może się tu uczyć, jak należy riffować, jak frazować, o co w ogóle chodzi w hard rocku. Dla odmiany instrumentalne Muse to akustyczna miniatura. Przypomina mi trochę podobne patenty Annihilatora (Crystal Ann) i Savatage (Silk And Steel). Szkoda tylko, że trwa niespełna półtorej minuty. Dalej wraz z Hello Or Goodbye przenosimy się na terytorium muzyki country. Takie rzeczy robili już choćby Bret Michaels i Ron Keel, ale posłuchać warto raz jeszcze, bo gdy grają tak rodowici Amerykanie, jest w tym pewna szczerość. Mają to we krwi po prostu. W przypadku Ode To Page Jeff nawet nie próbuje ukryć, że jego wielką inspiracją był Jimi Page, gitarzysta Led Zeppelin. Jest to akurat ballada, co nie znaczy, że będzie tu prosto, wręcz przeciwnie, sporo się w niej dzieje. Stęsknionych za rockowym pazurem z pierwszych dwóch kawałków w ramiona pochwyci Nightmare On My Street. Ten numer jest przede wszystkim szybszy i na myśl może przywoływać niektóre dynamiczne nagrania z pierwszej solowej płyty Dona Dokkena. Galopować też trzeba umieć, tu power metalowcy mogą pobierać lekcje, przy okazji ucząc się, że dobra kompozycja musi mieć też swój drive. Na marginesie, wokalnie Jeff również doskonale daje sobie radę. Krążek zamyka tytułowe One For The Road, czyli melodyjny i rozbujany blues. Ucho cieszy nadzwyczaj udany i przemyślany refren - rzecz warta odnotowania w czasach, gdy większość kapel robi wszystko po najmniejszej linii oporu, na odczepnego. Na tym płyta się niestety kończy pozostawiając wrażenie mocnego niedosytu. "Cyfrowcy" kupujący album w iTunes dostają jeszcze dwa inne nagrania, niestety nie udało mi się do nich dotrzeć choćby w formie sampli. Na osłodę pozostaje obietnica wytwórni Rat Pak Records, która nadmieniła dyskretnie, że planuje jeszcze wydanie drugiego siedmioutworowego dzieła Jeffa.
Siedem kompozycji, zero gniotów, same hity. Krążek można śmiało kupić w ciemno, bo naprawdę ciężko byłoby tu być zawiedzionym. Dawka porządnego hard rocka z dodatkiem bluesa, country i dwóch zmyślnych ballad. Coś mi mówi, że wśród grona tegorocznych wydawnictw, w podsumowaniach One For The Road Jeffa LaBara może zawitać na bardzo wysokie pozycje.
Oficjalny profil muzyka na Facebooku: www.facebook.com/OfficialJeffLaBar