
Terra Nova - Come Alive
Wydawca: Frontiers Records / King Japan / Zoom
Rok wydania: 2010
- Come Alive
- Fighting Yourself
- Holy Grail
- Here Comes The Night
- Those Eyes
- Under Pressure
- Do Or Die
- Who Can You Count On
- My Own Way
- The Final Curtain
Skład: Fred Hendrix - śpiew; Ron Hendrix - instrumenty klawiszowe, chórki; Gesuino Derosus - gitary, chórki; Lars Beuving - perkusja; Eric Coenen - gitara basowa, chórki
Produkcja: Fred Hendrix
Holenderska grupa Terra Nova istnieje już od około 15 lat i do tej pory zdołała wydać pięć płyt studyjnych. Zespół specjalizuje się w AOR-ze zahaczającym o melodyjny hard rock i z pewnością powinien spodobać się fanom tego gatunku. Różne krążki Holendrów miewały różną wartość, ale Come Alive moim zdaniem należy do tych lepszych.
Od wydania ostatniego dzieła formacji upłynęło pięć lat, jej lider i wokalista Fred Hendrix wraz z innymi członkami zespołu uwikłany był w międzyczasie w projekt Two Of A Kind. Pierwszym długogrającym albumem braci Hendrix pod szyldem Terra Nova było Light It Up z 1996 r., a drugie wydawnictwo zatytułowane Break Away umocniło pozycję grupy na rynku europejskim i japońskim jako restauratorów AOR-u. Pewnym sukcesem było długie tournee po Dalekim Wschodzie, które trwało aż do 1999 r., kiedy to wyszedł trzeci krążek Make My Day. Niestety zaraz po jego wydaniu zniechęcony problemami ze swym holenderskim wydawcą zespół rozpadł się. Po sześciu latach udało się wytwórni Frontiers Records namówić muzyków do powrotu, czego efektem była edycja albumu Escape. Na Come Alive formacja kontynuuje swoją muzyczną przygodę w podobnym stylu co wcześniej. Przez cały album przewijają się nuty, które powinny przypaść do gustu fanom takich grup jak Journey, Asia, Khymera, Sunstorm, czy z nowszych Grand Illusion i Auras. Pierwsze w zestawie, tytułowe Come Alive może przypominać debiut, co zresztą było właśnie celem i ambicją zespołu, jeśli wierzyć notkom promocyjnym udostępnionym przez wydawcę. Rytmika kawałka i melodyka gitar przywodzi mi trochę na myśl utwór otwierający pamiętną, klasyczną płytę Signal. Tutaj zdecydowanie więcej klawiszy, a sposób ich łączenia z gitarami przypomina mi nieco Sunstorm. Bardzo przebojowa i łatwo wpadająca w ucho ścieżka. Jeszcze lepiej przemawia do mnie Fighting Yourself, które mógłbym wskazać jako mojego faworyta z tego wydawnictwa. Ciepło brzmiący głos wokalisty, dobre refreny i może mało oryginalne, ale za to zawsze miłe uszom zaśpiewy typu "a a a ah", po prostu tym razem mi się podobają i nic na to nie poradzę. No i tempo kawałka jest dość szybkie, więc ziewanie nam nie grozi. Holy Grail też bardzo przebojowe, choć też należy do rzeczy wiele razy osłuchanych. Wokalnie tym razem panu Hendrixowi bliżej do CJ Snare'a z Firehouse, przy czym sama kompozycja wciąż w klimatach AOR-owo melodic hard rockowych. Podobać może się "journeyowata" ballada Here Comes The Night. Idę o zakład, że jeszcze na początku lat '90 niejedna stacja radiowa chciałaby na swej antenie wyemitować tę piosenkę i pewnie niejedną pannę chwyciłaby ona za serce. W chórkach brzmieniowo co nieco z pościelówek TNT. Mimo wszystko mnie bardziej przekonuje do siebie również balladowe Those Eyes. Pianistyczne podkłady i natchnione lirycznie linie wokalne mogą spodobać się miłośnikom grupy Valentine chociażby, z kolei refreny trochę jak w pościelówkach przywołanego już raz Firehouse. Takie nagrania zawsze robią wrażenie, o ile oczywiście jest się wrażliwym na piękno słuchaczem. Komu mało ballad, dostaje jeszcze Under Pressure, kompozycję opartą w dużej mierze o fortepianowo aranżowane klawisze. Najwięcej perełek mamy tutaj w samym środku nagrania, w tym ciekawie wplecioną partię wiolonczeli i teatralne chórki, jakby żywcem kopiujące dokonania Queen. Z pewnością kolejna mocna pozycja na krążku, która może zainteresować zwłaszcza fanów Grand Illusion. Całkiem niezłą piosenką jest nieco hard rockowe Do Or Die, aczkolwiek zważając na fakt, iż poprzedzało ją kilka "killerów", może pozostać niedoceniona przez słuchaczy. Trochę gitarowego wymiatania w solówkach to akurat coś dla mnie. Gdyby kolejne Who Can You Count On było zagrane szybciej, łatwo byłoby dosłyszeć pewne zrzynki z Bon Jovi, zresztą byłby to wtedy też i dużo lepszy numer. Wolniejsze tempo nieco psuje efekt, ale można popuścić wodze wyobraźni i wirtualnie w głowie go sobie przyspieszyć. Pewną zagadką jest dla mnie My Own Way. W bardzo dziwny sposób połączono tutaj fragmenty wolniejsze z szybszymi. Z jednej strony tylko ledwo trzyma się to kupy, ale z drugiej daje do myślenia. O dziwo, podoba mi się tu nawet fragment, który brzmi trochę jak ABBA. No i plus za hard rockową wstawkę przed solówką, jak i za same solo. Płytę kończy jeszcze jedna ballada, mianowicie The Final Curtain. Miłośnicy ballad w stylu Journey powinni być nią oczarowani. Niby nic oryginalnego, bo mamy oklepane patenty jak fortepianowy podkład i łagodny śpiew na jego tle, jednak z pewnością warto tego posłuchać.
Rok 2010 miał duże szczęście do dobrych wydawnictw AOR-owych i konkurencja w tym gatunku jest spora, lecz uważam, że gdyby tak sporządzić listę najlepszych płyt w kategorii AOR 2010, to Come Alive mogłoby się znaleźć nawet w pierwszej piątce. Kto lubi Journey, Grand Illusion i Sunstorm, może po krążek śmiało sięgnąć, a nie będzie zawiedziony.
Oficjalna strona zespołu: www.terranova.name