John Petrucci - Suspended Animation

John Petrucci - Suspended Animation

Wydawca: Sound Mind Music
Rok wydania: 2005

  1. Jaws Of Life
  2. Glasgow Kiss
  3. Tunnel Vision
  4. Wishful Thinking
  5. Damage Control
  6. Curve
  7. Interlude
  8. Lost Without You
  9. Animate / Inanimate

Skład: John Petrucci - wszystkie gitary; Dave Dicenso - perkusja; Dave LaRue - gitara basowa
Gościnnie: Tony Verderosa - akustyczna i elektroniczna perkusja w [3]; Tim LeFebvre - gitara basowa w [3]

Produkcja: John Petrucci

Rok 2005 nie był zbyt szczególnie dobrym okresem dla słuchaczy poszukujących ambitnych wydawnictw, niemniej jednak i wśród tego, co wtedy wyszło, można odnaleźć kilka perełek. Jedną z nich jest z pewnością pierwsze solowe dzieło Johna Petrucciego, gitarzysty szerzej znanego z grania w kultowej już formacji Dream Theater, czy też w cenionym przez krytyków projekcie Liquid Tension Experiment. Mając za sobą wiele nagranych płyt John nie mógł po prostu nagrać niczego słabego i nie zawiódł. Oto miłośnicy instrumentalnej muzyki spod znaku wirtuozerii dostają w swe ręce kolejną pozycję, którą po prostu trzeba mieć.

Album zaczyna się ostrymi dźwiękami Jaws Of Life, brzmi to ciężko i nowocześnie jakby z nawiązaniem do płyty Train Of Thought. Na szczęście nie będzie to wizytówką całego krążka, większa część zawartości jest raczej melodyjna. Zresztą już w tym kawałku sporo jest zagrywek w stylu Satrianiego, nie brakuje pewnych nawiązań do Queensrÿche czy Fates Warning oraz oczywiście do macierzystych zespołów Petrucciego. Poza wyeksponowanymi partiami gitary prowadzącej swego rodzaju delikatesem jest tu bardzo pięknie zaaranżowana ścieżka gitary basowej. Po znakomitym początku następuje nie gorsze Glasgow Kiss, kompozycja, która spokojnie mogłaby się znaleźć na którymś krążku Teatru Marzeń, zwłaszcza gdzieś pomiędzy "Images..." a "Scenes...". Calość jest bardziej wesoła od pozycji poprzedniej, bardzo podoba mi się tu linia basu, obie gitary wygrywają ciekawe dźwięki, każda gra coś niesamowitego, a zarazem nie wchodzą sobie w drogę. Patrząc na to retrospektywnie muszę stwierdzić, że ten numer jak i cała płyta to ścisła czołówka instrumentalnej wirtuozerii i nic dziwnego, że Petrucciego zaproszono do udziału w projekcie G3, nie ustępuje on bowiem umiejętnościami Vaiowi czy Satrianiemu (de facto jego styl gry stanowi wypadkową gdzieś pomiędzy tymi muzykami). Tunnel Vision zaczyna się bardzo industrialnie, co trochę mnie przestraszyło, że niby John będzie podążał w tym kierunku, jednak dalej melodie ciążą w stronę dokonań Satrianiego z kilku ostatnich płyt. Gdybym nie wiedział, że gra to Petrucci i ktoś by mi zapodał ten kawałek wmawiając, że to kompozycja Joe, byłbym skłonny uwierzyć. Dopiero w połowie utworu klimaty kierują się w bardziej progresywne rejony i wspomniane podobieństwa gdzieś nikną. Zaskakuje melodyką kolejne Wishful Thinking, bo jego początek to stylistyka ostatnich wydawnictw Bon Jovi, niestety, szczęśliwie jednak to tylko początek, bo dalej to znów powtórka z wolniejszych numerów Satrianiego. Pod koniec natomiast John zaserwował słuchaczom kilka bezmyślnych szybkich zagrywek na gitarze, które nie służą żadnemu konkretnemu celowi. Te dwie wpadki powodują, że w moim odczuciu jest to najsłabszy moment płyty. Kawałek o tytule Damage Control już swą nazwą sugeruje, że musi to być coś cięższego. I jest, ale tylko w partiach gitar rytmicznych, bo prowadząca wygrywa tu wiele ciekawych dźwięków, ponownie wyjętych jakby ze stylistyki Satrianiego, wszystko zagrane z ogromnym wyczuciem. Przy okazji dodam, że te długie wyciągane akordy w połowie numeru, a konkretnej ich brzmienie, zawsze bardzo mi się w stylu gry Petrucciego podobały. Zaraz po nich mamy niespodziankę w postaci dzikich galopów, gdzie prym wiodą gitary prowadząca i basowa, a perkusja w sposób niezbyt efektowny, aczkolwiek poprawnie im towarzyszy. Muszę przyznać, że pomysł umieszczenia takiej zagrywki był przedni, dzięki temu uniknięto znużenia słuchacza i grania jednostajnego. Curve na różnych wydaniach płyty występuje bądź to w postaci jednego utworu, bądź podzielony na dwie części (druga to Interlude i właśnie ta wersja wpadła w moje ręce). Bardzo miły dla ucha numer znów żywcem wyjęty z Satrianiego gdzieś z czasów Flying In A Blue Dream (bardziej) czy Vaia I Would Love To (mniej, ale też z podobieństwami), z równomiernie rozłożonym szybszym rytmem, o strukturze hard rockowej. Można by do tego dołożyć linie wokalne i spokojnie zamieścić ten kawałek na krążku jakiejś kapeli melodyjno-rockowej. I oto dla odmiany coś bardzo spokojnego, blues i swing w postaci Lost Without You, który pełni funkcję czegoś w rodzaju ballady. Tego kawałka nie powstydziłby się ani Satriani, ani Gary Moore, bo chyba do ich stylistyki najbardziej jest to podobne. Co chyba najważniejsze, dobrze że Petrucci zatroszczył się o różnorodność stylistyczną kompozycji na albumie, bo dzięki temu nie jest on nudny, a przy okazji ukazuje elastyczność Johna jako instrumentalisty, co przecież powinno być domeną wydawnictw solowych. Ajć, znowu skojarzenia z Satrianim nadejdą wraz z Animate / Inanimate, czyżby Joe był aż tak wielką inspiracją dla Johna, czyżby w ten sposób gitarzysta chciał złożyć hołd swemu mistrzowi? Tak by się wydawało, chociaż w połowie utworu odnaleźć można i pewne zapożyczenia od Malmsteena, ale to już w partiach rytmicznych bardziej niż w solowych. Za połową z kolei mamy wiele wstawek z rocka progresywnego, w czym Petrucci musi czuć się jak ryba w wodzie. Te 8 kompozycji na pierwszy rzut oka wydaje się być skromnym zestawem, ale jak się zważy na to, ile się w nich dzieje, to w zupełności wystarczy, by wywrzeć dobre wrażenie. Nie ma tu po prostu utworów zbędnych.

Największą siłą, jak zwykle u Petrucciego, są jego pomysły, które wydają się być studnią bez dna. Po tylu świetnych płytach naturalna koleją rzeczy powinien być ich brak, a jednak nadal komponuje on wspaniałe utwory, stąd też nie mogę wyjść z podziwu nad jego talentem, nie tylko technicznym, ale też właśnie kompozytorskim. Album polecam wszystkim sympatykom grania instrumentalnego, wirtuozyjnego itp. Jeśli lubisz stylistykę Joe Satrianiego, Steve'a Vaia, Vinnie Moore'a i im podobnych, musisz koniecznie zaopatrzyć się w ten krążek.

Oficjalna strona artysty: www.johnpetrucci.com