Steel Panther - Balls Out

Steel Panther - Balls Out

Wydawca: Universal Republic Records
Rok wydania: 2011

  1. In The Future
  2. Supersonic Sex Machine
  3. Just Like Tiger Woods
  4. 17 Girls In A Row
  5. If You Really, Really Love Me
  6. It Won't Suck Itself
  7. Tomorrow Night
  8. Why Can't You Trust Me
  9. That's What Girls Are For
  10. Gold-Digging Whore
  11. I Like Drugs
  12. Critter
  13. Let Me Come In
  14. Weenie Ride

Skład: Michael Starr (Ralph Saenz) - śpiew, chórki; Satchel (Russ Parrish) - gitary, chórki; Lexxi Foxxx (Travis Haley) - gitara basowa, chórki; Stix Zadinia (Darren Leader) - perkusja, chórki
Gościnnie: Dane Cook - głos w [1]; Chad Kroeger - śpiew w [6]; Nuno Bettencourt - gitary w [6]

Produkcja: Jay Ruston

Stix: "Wyjmij jaja ze swoich ust, Starr".; Michael: "Ha ha"; Lexxi: "To jest zabawne, ponieważ nasza płyta nosi tytuł Balls Out". Typowy żart dla tej kapeli. Żartownisie ze Steel Panther prezentują wprawdzie poczucie humoru na poziomie wczesnego liceum, ale przyznam się szczerze, że czytając z nimi wywiady zawsze trudno mi się nie uśmiać.

Tytuł nowego krążka parodiantów muzyki hair metalowej z lat '80 nosi tytuł Balls Out, stąd i nie powinna dziwić duża ilość żartów odnoszących się do jaj. "W październiku czas wyciągnąć jaja... na podbródek twojej mamy" - tak zespół reklamował wydanie swego drugiego albumu studyjnego. Ktoś tam dodał, że płyta wyjdzie w miesiącu "Cocktober" - trudno to dosłownie przetłumaczyć na polski, ale znający angielski szybko załapią grę słów. Innego rodzaju żartów też nie brakuje, a ich kopalnią tradycyjnie są wywiady. Choćby Satchel w rozmowie z Guitar World żalił się i chwalił zarazem, że używa gitar sześciostrunowych. Dodał, że modnych siedmiostrunówek używają cieniasy, które nie wiedzą, że mają basistę w zespole (trudno się z tym nie zgodzić i to zupełnie na poważnie). W tym samym wywiadzie muzyk zapytany o znajomość Nowego Jorku rozbrajająco wyznał, iż nie zna go zbyt dobrze, bo samochód prowadzi zawsze Lexxi, a on boi się skręcać w lewo, więc nigdy nie dojechali do Wall Street ;). W jeszcze innym wywiadzie Starra zapytano, skąd się wziął na ich wydawnictwie muzyk z Nickelback - odparł śmiejąc się, że Kroeger zapłacił za to, by być na tym krążku. A tak już zupełnie na poważnie, to kariera grupy rozkręca się na dobre. Choćby w tym roku Steel Panther zagra koncert u boku takich tuzów jak Def Leppard i Mötley Crüe... jako współgwiazda. Zawartość Balls Out jest pod wieloma względami podobna do debiutu, ale jest to zabieg zamierzony (ciekawskich odsyłam do wywiadów), więc ktokolwiek polubił Panterowców wcześniej, zawiedziony z pewnością nie będzie. Tutaj jednak znalazło się kilka kawałków, które moim zdaniem są dużo lepsze od tego, co zespół zaprezentował wcześniej. Słowem - jest jeszcze lepiej niż było. Album otwiera intro o tytule In The Future, gdzie jeden ze znanych amerykańskich komików przemawia głosem a'la Lord Darth Vader. Z racji transowej barwy tegoż, nie zaleca się słuchania owej ścieżki ludziom podatnym na hipnozę i przekazy podprogowe ;). Potem startuje z kopyta szybkie Supersonic Sex Machine, utrzymane niemal w punkowych rytmach. Zaraz zaraz, posłuchajcie, jak śpiewa tu Starr. Mnie to przypomina manierę wokalną gardłowego z HammerFall. Czyżby na parodiowaniu hard rocka lat '80 nie miało się skończyć i nadszedł czas na parodię heavy metalu? Tak czy inaczej, jest to bardzo rozrywkowe granie dobre na jakieś niezobowiązujące prywatki, tym bardziej że i tekstowo nie ma tu ani odrobiny powagi. W mój gust lepiej trafia numer następny, czyli Just Like Tiger Woods. Tu więcej hard rocka, fajniejsze, bardziej przemyślane riffy, a do tego jeszcze refren, którego nie powstydziłyby się pewnie kapele AOR-owe (do tego jeszcze gitarowe i rytmiczne podkłady w stylu Def Leppard). Ten kawałek spodobał mi się od razu, tym bardziej że i solówka jest w nim przednia. Na pozycji czwartej mamy wydane w USA na singlu 17 Girls In A Row. Kapitalny riff napędowy już zwiastuje przebój, ale dalej może być tylko lepiej. Trochę leppardowsko, mocno bujająco, ale podobny numer miało i też nie aż tak znów dawno temu, Crazy Lixx. Tekstowo to oczywiście przechwałki odnośnie potencji jednego z muzyków, dementowane z kolei przez jego kolegów. Ale viagra podobno czyni cuda ;). Dla odmiany balladowe If You Really, Really Love Me zostało wybrane na singla dla Wielkiej Brytanii. W zasadzie to parodia ballady, ale nadzwyczaj udana, bo gdyby nie zwracać uwagi na liryki, łatwo byłoby się dać nabrać. Stylistycznie jakieś podobieństwa do pościelówek Mr. Biga czy Extreme, plus pewne amerykańskie zacięcie jak u Junkyard. Jedziemy dalej. Rock'n'rollowe It Won't Suck Itself może bawić już samym tytułem, że nie wspomnę o tekstach "z jajem". Obrazić się mogłyby chyba tylko purytańskie dinozaury... Zresztą rock'n'rolla i tak nikt chyba nigdy nie brał na poważnie. Dodam, że za gitary odpowiada tu gościnnie Nuno Bettencourt z Extreme. Tomorrow Night to jeden z tutejszych tzw. "stand outs". Ten kawałek od razu wpadł mi w ucho, bo brzmi jak taka bardziej mięsista wersja niektórych utworów Dokken czy Lynch Mob. Gitarowa solówka z kolei nieco "rattowa", ale też kapitalna i przede wszystkim pasująca do samej ścieżki. Na programatorze wieży trzeba będzie sobie ustawić, by leciała co najmniej ze 2-3 razy z rzędu. Porządny hard rock, jak za starych dobrych czasów. Dalej całkiem niezła ballada o tytule Why Can't You Trust Me (notabene sotsunkowo dość podobna tempem i klimatem do legendarnego Fat Girl (Thar She Blows)), która w poważnym zagrożeniu stawia takie kapele jak Poison. Chyba tylko teksty tego wygłupu powstrzymają odpływ fanek z obozu Breta Michaelsa ;). Pamiętając, że to wciąż jaja, nieźle się tego słucha. Komu mało podróbek Def Leppard, niech śmiało sięga po That's What Girls Are For. O ile np. takie Grand Design próbują kopiować Leppardów zupełnie na poważnie, tak Panterowcy robią to z dużym przymrużeniem oka. Fajny kawałek, chociaż referen mógłby być lepszy. Gold-Digging Whore to kompozycja, która w jakiś sposób kojarzy mi się z nagraniami Vixen (pomijam już fakt, że image muzyków zbliżony jest do "lisiczek" z końca lat '80), Helix i Krokus. Sam utwór jest niczego sobie, niestety słychać, że linie wokalne zostały dorobione na szybkiego i na siłę, co ciągnie go w dół. Ale nie ma co narzekać, bo w ramach rekompensaty mamy znów odpowiednio skrojone solo Satchela. Kolejne I Like Drugs brzmi jak mieszanka KISS i Poison, ze znaczną przewagą tego pierwszego, jak zwróci się większą uwagę na chórki. Niektóre rock'n'rollowe riffy mogą przywodzić na myśl nawet kapele sleazowe. Mnie jednak bardziej podoba się następny w secie Critter. Raz jeszcze coś z Dokken, wymieszanego nieco z Mötley Crüe, T.Rex i czymś jeszcze, choć Alzheimer złośliwie akurat doskwiera, by to teraz wymienić. No i po raz kolejny doskonała gitarowa robota wioślarza. Rock'n'rollowe szaleństwo nadciąga wraz z Let Me Come In. Szybsze tempo, szybsza jazda i ani trochę powagi. Może na tym polega fenomenalność tej załogi. Główna siła kawałka tkwi jednak w tym, że brzmi on jak żywcem wyjęty z płyt z lat '80 i wcale nie słychać, że powstał on w XXI wieku. Płytę zamyka ballada Weenie Ride, o tyle obrazoburcza, że muzycznie podobna do ballad Eltona Johna czy Johna Lennona, a wokalnie do głosu Tylera z Aerosmith, względnie wokalisty Bon Jovi. Do tego jeszcze z lekka neoklasyczna solówka. Chłopaki poszli na całość.

Kogo nie przekonał do siebie pierwszy album Steel Panther, ten powinien skapitulować przy Balls Out. Tutaj mamy więcej powalających na kolana kawałków, a przy tym wcale nie mniejsza dawkę humoru. Jak tu nie lubić takich ścieżek jak 17 Girls In A Row, Tomorrow Night, czy Critter? No, Panowie, czas wystawić jaja poza swój pokój i ruszyć na poszukiwanie nowego dzieła Stalowej Pantery ;).

Oficjalna strona zespołu: www.steelpantherrocks.com