Christian Muenzner - Timewarp

Christian Muenzner - Timewarp

Wydawca: Christian Muenzner
Rok wydania: 2011

  1. Maybe Tomorrow
  2. Confusion
  3. The Tell-Tale Heart
  4. Timewarp
  5. Victory
  6. Rocket Shop
  7. Soulmates
  8. Over The Mountains
  9. Wastelands
  10. Dawn Of The Shred
  11. The Gunslinger
  12. Endless Caravan

Skład: Christian Muenzner - gitary; Steve DiGiorgio - gitara basowa; Jacob Schmidt - gitara basowa; Daniel Galmarini - instrumenty klawiszowe; Hannes Grossmann - perkusja
Gościnnie: Derek Taylor - gitara; Per Nilsson - gitara; Ryan Knight - gitara; Bob Katsionis - gitara; Alex Guth - gitara

Produkcja: Christian Münzner

Jakieś dwadzieścia parę lat temu powiedziałbym "nie do wiary" - nie do wiary, że gitarzysta grający na co dzień w zespole death metalowym może być tak doskonałym technicznie instrumentalistą. Dziś to już chyba nikogo nie zdziwi, granice między gatunkami podtrzymywane są sztucznie, a niejeden muzyk gdzieś tam w domowym zaciszu czy w gronie znajomych gra sobie w innych klimatach, niż to się z nim zazwyczaj kojarzy.

Christiana Muenznera lepiej znają pewnie fani spod znaku death metalowej muzy, bowiem grał on w takich kapelach jak Defeated Sanity, Necrophagist, obecnie udziela się w szeregach grupy Obscura, ale też współpracuje z Terrestrial Exiled (ekipa kierowana przez Rona Jarzombka). W 2011 r. Christian zaskoczył jednak wszystkich wydając płytę o tytule Timewarp, gdzie w towarzystwie znakomitych gości (choćby weteran DiGiorgio, czy w miarę nowy wirtuoz Katsionis) prezentuje coś, jak sam to określa, pomiędzy "shrapnelowskimi albumami z lat '80 a nowoczesnym metalem". Słowem, dużo tu gitarowego wymiatania na odpowiednio wysokim technicznie poziomie, a do tego jeszcze wszystko jest tu naprawdę dobrze przemyślane. Niemiecki gitarzysta potrafi łączyć umiejętnie ze sobą stylistyki macierzystego death metalu, power metalu, jazz rocka, fusion i przemożne wpływy wirtuozów typu Tony MacAlpine czy Joey Tafolla. Już pierwsze nuty ścieżki zatytułowanej Maybe Tomorrow przekonały mnie, że nie będzie to przeciętne wydawnictwo. Muenzner ma tendencję do grania ilustracyjnego, mniej więcej takiego, jak wspomniani przed chwilą panowie MacAlpine i Tafolla właśnie, a przy tym lubi grać jeszcze szybciej. Szaleńczo szybkie są też podkłady oparte na power metalowych galopadach sekcji rytmicznej, ale na szczęście nie jest tak przez całą długość kawałka, bo oto w jego połowie tempo drastycznie zwalnia i to tutaj mamy najpiękniejsze perełki artykulacyjne i możemy podziwiać kunszt muzyka. Trochę grania jak u Jasona Beckera, ale z większymi ciągotami do grania fusion i progresywnego, a dalej nawet mamy już czyste, progresywne fusion czy nawet jazz rock. Coś wspaniałego, możecie mi wierzyć... albo lepiej nie wierzcie, sprawdźcie sami! Confusion to definitywnie podróż w inne klimaty, porzede wszystkim cięższe, co słychać już od początku numeru. Tutaj mamy coś w rodzaju ciężkiego metalu progresywnego na wzór Scar Symmetry, względnie Nevermore, z tym że całość jest po prostu instrumentalna, choć po prawdzie nie trudno tu sobie wyobrazić linii wokalnych. Solówki nie odgrywają tutaj dużej roli, zdecydowanie więcej uwagę przyłożono do partii rytmicznych. Jest ponuro, ciężko, zazwyczaj wolno. Zmiana klimatów tak widoczna, jak gdyby ktoś podmienił płyty w odtwarzaczu ;). Death metalowe korzenie Christiana słyszalne są z kolei w kompozycji zatytułowanej The Tell-Tale Heart. No, tutaj żywcem słyszę wpływy takich grup jak Dark Tranquillity i Children Of Bodom, a więc przedstawicieli tego bardziej melodyjnego odłamu death metalu. W środku nagrania pojawiają się nawet wpływy neoklasyczne, ale niekoniecznie takie spod znaku Malmsteena, raczej tych kapel power metalowych grających neoklasycznie. Na brak wymiatania narzekać nie można. W klimatycznym Timewarp gitarzysta popisuje się przede wszystkim nienagannym użyciem techniki legato. W związku z charakterystycznym wykorzystaniem pogłosów i podobieństwami melodycznymi, utwór bardzo przypomina mi jedno z nagrań Grega Howe'a sprzed ponad dwóch dekad. Świetna rzecz, która z miejsca powinna spodobać się fanom shreddingu. Victory powraca do miksowania power metalowych temp z graniem w stylu MacAlpine'a. Tak, tak właśnie bym określił ten numer - taki szybszy MacAlpine. Nawet rozwiązania melodyczne bardzo zbliżone są tu do tych znanych z albumów Tony'ego. Szybkim kawałkiem jest również następny w zestawie Rocket Shop (sam tytuł wszak do szybkiego tempa zobowiązuje). Tym razem znów coś z MacAlpine'a, także szczypta Joey'a Tafolli, ale i z pewną domieszką naszego rodzimego wymiatacza Piotra Jełowickiego, choć wątpię, by Christian znał jego twórczość. To zdecydowanie pozycja dla sympatyków power metalu i gitarowego wymiatania, jak ktoś szuka czegoś bardziej artykulacyjnie artystycznego, to mogę go tylko odesłać do wcześniejszych kompozycji na tej płycie... albo do kolejnego Soulmates. Pierwsze dźwięki zdradzają fascynację krążkami Joe Satrianiego, ale dalej robi się znów ilustracyjnie na wzór MacAlpine'a czy pierwszej płyty Vinniego Moore'a. Tak czy inaczej, jest to jeszcze jedna udana ścieżka na tym wydawnictwie, której świetnie się słucha. Przy Over The Mountains musiałbym powtórzyć te same uwagi co przy okazji opisywanego wcześniej Victory. Dodam tylko, że kawałek ubarwiony został kapitalną partią basu i szkoda tylko, że raptem w jednym momencie i że moment ten nie trwa zbyt długo. Interesującym nagraniem jest ponad ośmiominutowe Wastelands, gdyż dużo się tu dzieje, a stylistyka w jego trakcie potrafi zmieniać się jak kemeleon. Początek to fajna partia klawiszy, którą potem dubluje gitara. Dalej już nieco solówek macalpine'owskich, ale i takich podobnych do stylu Johna Petrucciego z pierwszych krążków Dream Theater. To wszystko poprzeplatane jest jeszcze zagrywkami nowoczesno-metalowo-progresywnymi, więc znów jakieś ukłony do Scar Symmetry i Nevermore. Zaskakująco dobrze nasz gitarzysta odnajduje się też w graniu fusion i wcale bym się nie pogniewał, gdyby na swym kolejnym solowym dziele zamieścił tego więcej, choćby zamiast tych power metalowych galopad. Solidnym hard rockowym riffem startuje Dawn Of The Shred. Tytuł zobowiązuje, zatem w dalszej części ścieżki nie może zabraknąć wymiatania, no i nie brakuje. Już teraz mogę stwierdzić, że najprawdopodobniej ulubionym wioślarzem Muenznera jest Tony MacAlpine. Podobieństwa w stylach gry obu panów raczej nie mogą być przypadkowe. Już w poprzednim kawałku słychać było zapędy neoklasyczne Niemca, ale w The Gunslinger jest ich jeszcze więcej, co słychać głównie w partiach klawiszowych. Trochę mi takie granie przywodzi na myśl płytę X z repertuaru Royal Hunt, ale tutaj wszystko jest zagrane szybciej i przede wszystkim jest bardziej nastawione na gitarowe popisy. To może być nudne, ale znów muszę powiedzieć, że w solówkach pełno tu stylu MacAlpine'a... Zaskakującym zakończeniem krążka jest utwór Endless Caravan. Wschodnio brzmiący, tajemniczy, przy tym interesujący. Jakieś początkowe skojarzenia z niektórymi kawałkami Malmsteena (choćby słynna "Piramida Cheopsa"), ale raz jeszcze słyszalny jest też wielokrotnie cytowany Tony M. Kompozycja najwyższych lotów i wielki podziw, bo myślałem, że wioślarzy takiego kalibru w dzisiejszych czasach się już nie doczekam.

Czapki z głów, bo obok solowego albumu Glena Drovera jest to jedna z najlepszych gitarowo-instrumentalnych pozycji wydanych w 2011 roku. Wprawdzie czekam jeszcze z niecierpliwością na solowy wypiek Stéphana Forté z Adagio, ale już teraz wiem, że będzie mu ciężko konkurować z niemieckim kolegą. Uwaga maniacy gitarowego wymiatania - Timewarp Christiana Muenznera to dla Was pozycja obowiązkowa, zwłaszcza jak lubicie granie w stylu MacAlpine'a i Tafolli.

Oficjalny profil artysty na MySpace: www.myspace.com/christianmuenzner