Sebastian Bach - Kicking & Screaming

Sebastian Bach - Kicking & Screaming

Wydawca: Frontiers Records / Get Off My Bach! Productions / Avalon Records
Rok wydania: 2011

  1. Kicking And Screaming
  2. My Own Worst Enemy
  3. TunnelVision
  4. Dance On Your Grave
  5. Caught In A Dream
  6. As Long As I Got The Music
  7. I'm Alive
  8. Dirty Power
  9. Live The Life
  10. Dream Forever
  11. One Good Reason
  12. Lost In The Light
  13. Wishin’
  14. Battle With The Bottle [japoński bonus]
  15. Jumpin’ Off The Wagon [bonus w edycji deluxe]
  16. Ain’t There Yet [bonus w iTunes]
  17. Kicking And Screaming (music video) [bonus w iTunes]

Skład: Sebastian Bach - śpiew, dzwonki; Bobby Jarzombek - perkusja; John 5 - gitara w [3]; Nick Sterling - gitara basowa, gitara akustyczna, gitara barytonowa, gitara elektryczna

Produkcja: Bob Marlette

Sebastian Bach, choć muzyka to nie jego jedyne zajęcie, znany jest głównie jako były głos Skid Row z czasów, gdy ta kapela odnosiła największe sukcesy. W moje ręce wpadło kilka solowych krążków Seby, ale jakoś nie robiły na mnie one dużego wrażenia (za wyjątkiem pamiętnej koncertówki "z przyjaciółmi"), jednak wreszcie Kanadyjczyk wydał materiał, który, kto wie, może zawstydzić jego kolegów z dawnego zespołu.

Historia tego wokalisty i jego udziału w Skid Row jest powszechnie znana, przynajmniej w kręgach publiczności hard rockowej, więc nie będę się na ten temat rozpisywał. Także nie będę się rozwodził nad dotychczasowymi solowymi krążkami Sebastiana, by jednak niniejsza recenzja nie była oderwana od rzeczywistości, napiszę nieco o tym, co działo się u muzyka w ostatnim relatywnie czasie. Otóż w zeszłym roku rozwiódł się on z dotychczasową żoną i dość szybko pocieszył się nową dziewczyną, ponoć rosnącej sławy młodą modelką. Dla mnie to nieistotne, bo prywatne życie gwiazd niewiele mnie obchodzi, dla mnie liczy się tylko sama muzyka. A muzycznie ostatnim jak dotąd solowym dziełem Baza, jak go pieszczotliwie nazywają przyjaciele i przeciwnicy, było wydane w 2007 r. Angel Down. Płyta została zazwyczaj dość przychylnie przyjęta przez krytykę i fanów, choć tradycyjnie nie zabrakło i malkontentów. Tak więc do wydania Kicking & Screaming minęły cztery lata. Seba posiłkował się zewnętrznymi kompozytorami, ale i zebrał sobie doborową ekipę muzyków do współpracy. Za perkusją zasiadł weteran Bobby Jarzombek, znany z występów z grupami Halford, Riot, czy Iced Earth, gitary wszelkie obsłużył Nick Sterling, młody wirtuoz tego instrumentu, a do tego jeszcze w jednym z utworów pojawił się gościnnie John 5 - też uznana marka, choć łączona z mniej melodyjnymi wykonawcami jak Marylin Manson i Rob Zombie. Warto wspomnieć, że za świetną produkcję całości odpowiada Bob Marlette, współpracujący wcześniej z Black Sabbath, Shinedown, Atreyu i innymi zespołami. Płytę mocnym akcentem otwiera tytułowy numer Kicking And Screaming. Słychać nisko nastrojone gitary i hard rockowe riffy o nieco nowoczesnym brzmieniu. Seba śpiewa inaczej niż kiedyś i trochę brakuje mi tu tej jego agresywności z epoki Slave Top The Grind, ale i tak jest nieźle. Najwięcej smakołyków oczywiście w solówce i jej okolicach. My Own Worst Enemy to taki najbardziej "power metalowy" kawałek z całego zestawu (chociaż słychać i dodatki modern rockowe, choćby za sprawą brzmienia gitar). Wokalnie to zupełnie inna bajka i w sumie też może kojarzyć się to z głosem np. gardłowego Hammerfall, z kolei momentami też z krzykaczem Faith No More. Bardzo dobrze wypada kolejne TunnelVision, gdzie za gitary sięgnął John 5. Z pewnością jest ciężko, jeste też i nowocześnie, chociaż gdzieś za rogiem czai się "sabbathowski" riff. Myślę, że takiej ścieżki nie powstydziłaby się również zakkowska ekipa Black Label Society. Słowem, rzecz kierowana raczej w stronę fanów ciężkiego grania. Dodam jeszcze, że w końcu mamy tu Sebastiana naprawdę krzyczącego, co można uznać za spełnienie zapowiedzi tytułu wydawnictwa. Dalej leci Dance On Your Grave, numer który w jakiś sposób kojarzy mi się z płytą Subhuman Race Skidów. Znów postawiono na ciężkość brzmienia, plus nieco wysuniętego basu. Nagranie dość przyzwoite, aczkolwiek najsłabszym elementem są tu niestety wokale Bacha (chodzi mi głównie o melodykę). Ciekawą kompozycją jest Caught In A Dream, zwłaszcza jak się już rozkręci. Fajnie zaaranżowano partie gitar, bo mamy tutaj i nieco grania rytmicznego, bez utraty melodyki. Głos Seby brzmi tak, że gdybym nie wiedział, kto tu wokaluje, pewnie bym się nie domyślił. As Long As I Got The Music nie do końca mnie przekonuje. Może to za sprawą amerykańsko-modernrockowego brzmienia, może jeszcze bardziej z powodu tego, iż wyczuwam tu coś z country, które w połączeniu z owym brzmieniem nie chce zdać egzaminu. Za to fajnie brzmi z kolei głos Baza, tutaj postarał się o bardziej melodyjną modulację swego gardła. Następna ścieżka to balladowe I'm Alive. W zasadzie może się podobać od pierwszego odsłuchania, ale naprawdę zaczyna się ją doceniać dopiero przy kolejnych podejściach. Nie jest to typowa pościelówka, ale za to posiada odpowiedni klimat. Dirty Power to powrót do sabbathowskiego hard rocka, choć granego z rytmiką godną Pantery. Z jednej strony nic odkrywczego, a jednak mam jakieś przeczucie, że będzie to jeden z moich ulubionych kawałków z tego krążka. Aż trudno usiedzieć przy tym numerze, a jak się już próbuje, to całe krzesło się trzęsie... Początek (i nie tylko) Live The Life jakoś dziwnie przywodzi mi na myśl Megadeth, przynajmniej choć jeden utwór z albumu Rust In Peace. Ogólnie całość jest bardziej nowoczesna, niż można by się tego spodziewać. Mimo iż takie brzmienia nie należą do moich ulubieńców, to nagranie mi się spodobało. Z kolei spokojniejsze Dream Forever z jednej strony nasuwa mi podobieństwa do Toma Petty'ego i jego ekipy, z drugiej i coś z tego nowoczesnego Bon Jovi. Rewelacji nie ma, ale można posłuchać. One Good Reason to już zdecydowany powrót do stylistyki ciężkiego hard rocka i tę pozycję polecałbym tym fanom Skid Row, którzy lubią Slave To The Grind i późniejsze krążki tej kapeli. Może Bach chciał pokazać kolegom, że wciąż potrafi wczuć się w takie klimaty, kto wie. Tak czy inaczej, raz jeszcze solidna robota. Lost In The Light jest jeszcze cięższe, a przy tym też wolniejsze. Ktoś mógłby mieć nawet jakieś skojarzenia z thrash metalem, chociaż takie granie miewało tu i ówdzie w połowie lat '90 nawet niezbyt kojarzone z taką muzyką Dokken. Też jedna z najlepszych propozycji Sebastiana i jego drużyny na tym krążku, może nawet w całej karierze naszego bohatera. Numer o tytule Wishin’ początkiem dał mi nadzieję, że może będzie to jakaś ballada na wzór tych z wczesnych płyt Skidów. Dalej niestety mamy aranżacje linii wokalnych jak w jakimś britpopie i na końcu języka mam... niech no sobie ulżę - Oasis. Różne edycje albumu wyposażono w różne nagrania bonusowe. Na uwagę zasługuje świetne, utrzymane w stylu country Battle With The Bottle z wydania japońskiego. Raz jeszcze pofarciło się skośnookim... Piosenka różni się wprawdzie stylowo od reszty materiału, ale jest naprawdę dobra i cieszy ucho. Ain’t There Yet to też ballada, też w stylu country, ale jak to się teraz modnie mawia, "na cycki nie powala". Ten numer poszedł akurat do tych, co używają odtwarzaczy mp3, czyli niezbyt wymagających słuchaczy (ścieżka ma jakieś takie przytłumione kartonem brzmienie, ale empetrójkowcy i tak zapewne tego nie zauważą). Inny bonus to Jumpin’ Off The Wagon z edycji deluxe, który może być powodem, by po takie właśnie wydanie sięgnąć. Tutaj mamy country bluesa, aczkolwiek wykonanego trochę na wzór Davida Lee Rotha z jego solowej kariery. Kawałek bardzo rozrywkowy i potrafiący rozbujać.

Bardzo solidne, w znacznej mierze hard rockowe wydawnictwo ukazujące Baza w dobrej formie, a przy tym dość przebojowe. Najwięcej mamy tu chyba odniesień do płyt takich jak Subhuman Race Skid Row czy Angel Down samego Bacha, ale udziela się też klimat wydawnictw zespołów typu Shinedown, a jak wliczyć bonusy, to i co nieco z muzyki country. Ameryki krążek nie odkrywa, ale za to potrafi zapewnić rozrywkę na poziomie.

Oficjalna strona artysty: www.sebastianbach.com