
Starbreaker - Love's Dying Wish
Wydawca: Frontiers Records / Mystic Production
Rok wydania: 2008
- End Of Alone
- Evaporate
- Love's Dying Wish
- Unknown Superstar
- Hide
- Building A Wall
- Beautiful Disaster
- Live Your Life
- Hello, Are You Listening?
- Changes Me
- The Day Belongs To Us
- This Close
Skład: Tony Harnell - śpiew; Magnus Karlsson - gitary, instrumenty klawiszowe; John Macaluso - perkusja; Jonni Lightfoot - gitara basowa
Produkcja: Tony Harnell i Magnus Karlsson
Trzy lata temu wydany został debiutancki krążek formacji Starbreaker i z miejsca zyskał sobie sympatię słuchaczy. Choć był to tylko poboczny projekt kilku znanych muzyków i to w dodatku pod dyktando wytwórni, słychać było, że panowie przyłożyli się i nie nagrali papki, a dorzucili do tego trochę serca. Kilka tygodni temu ukazała się godna kontynuacja tamtego dzieła o intrygującym tytule Love's Dying Wish. Już okładka sugeruje, że nie będzie to album za wesoły i faktycznie muzyka na nim zawarta wydaje się bardziej mroczna.
Skład grupy znacząco się nie zmienił, tym razem w nagraniach nie wziął udziału Fabrizio Grossi, pozycję basisty objął natomiast Jonni Lightfoot, osoba mniej znana szerszemu gronu słuchaczy, ale chyba tylko dlatego, że sam raczej nie był frontmanem. Podobno jest weteranem tras koncertowych i jego grę można też usłyszeć na niejednym wydawnictwie choćby Air Supply oraz na trzech solowych. Harnella i Karlssona szczególnie przedstawiać nie trzeba, pierwszy był wieloletnim wokalistą w TNT i później w Westworld, drugi to przede wszystkim gitarzysta Primal Fear i Last Tribe, któremu sławę przyniosła także współpraca z projektem Allen / Lande. John Macaluso to z kolei "perkusista-turysta", grający raz tu, raz tam, występował m. in. z Malmsteenem, TNT i Ark. Tym razem członkowie projektu (a może już regularnej grupy) postanowili nagrać płytę trochę odbiegającą od debiutu, przebijające się tam gdzieniegdzie radosne motywy tutaj znikają niemal całkowicie i jak już wspomniałem we wstępie, cały krążek jest raczej mroczny. Pierwsze w zestawie End Of Alone to mój absolutny faworyt z tego dzieła. Przy pierwszym przesłuchaniu wrażenia na mnie szczególnego nie zrobił, ale winę za to mogę zrzucić tylko na zbyt cicho podkręcone głośniki. Kiedy już ustawiłem potencjometry na odpowiednią wartość, to i muzyka nagle stała się bardzo odpowiednia. Najważniejsza rzecz, jaką należy powiedzieć o tym kawałku, to kwestia stylistyki, w jakiej został nagrany. Muzycy zmiksowali tu kilka gatunków muzycznych, w tym hard rocka, ale takiego jak w wersji znanej z dwójki Hardline, połączonego ze sporymi wpływami rocka czy też lepiej - metalu progresywnego z klimatami a'la Within Temptation i elementami industrialnymi uzyskując w ten sposób specyficzny nastrój. Po wysokich wokalizach Harnella z czasów pierwszych płyt TNT nie pozostał nawet ślad i o dziwo, mnie to pasuje, bo tamta maniera wokalna czasami po prostu irytowała. Odnoszę wrażenie, że Harnell teraz jak wielu innych gardłowych próbuje naśladować manierę wokalną LaBrie z Dream Theater i w sumie robi to lepiej od oryginału stając się tym samym jednym z naturalnych kandydatów do obsługi mikrofonu, gdyby kiedyś LaBrie postanowił pójść na emeryturę ;). Podsumowując ten numer, można go słuchać sto razy z rzędu i za każdym kolejnym polubić jeszcze bardziej. Wszystko się jednak wcześniej czy później nudzi więc jest to odpowiedni moment, by przeanalizować następną ścieżkę. W Evaporate pod względem wokalnym nadal błyszczy Harnell, drażni mnie natomiast trochę fakt, że gitarzysta próbuje na siłę grać w sposób nowoczesny. Partia gitary momentami została wzbogacona o efekt szybkiego drżenia (jakby naprzemienne cofanie i wyprowadzanie do przodu dźwięku), chyba się to panner nazywało, pomysł typowo industrialny i pewnie kierowany do fanów takiej właśnie stylistyki. Lepiej wypada natomiast nieco orientalny patent zagrany tuż przed solówką, nie da się jednak ukryć, że cały numer przy życiu trzyma Tony. Nadeszła kolej na tytułowe Love's Dying Wish. Tutaj jak się dobrze wsłuchać, to wysłyszeć można echa dawnej działalności Harnella w TNT, samym pomysłem na kawałek były głównie ciężkie riffy z pogranicza hard rocka i metalu, choć nie brakuje też bardziej rozwlekłych fragmentów budowanych na akordach i klawiszach pobrzmiewających gdzieś w tle. Jest także znacznie lepsza solówka niż we wcześniejszych numerach. Słabszym utworem jest Unknown Superstar, znów wydaje mi się, że całość ciągnie sam Harnell, a reszta instrumentalistów po prostu się obija i przynudza. W piosence brak wyrazistości i gdyby nie solo i linie wokalne, szkoda by było tracić czas na jej słuchanie. Z drugiej jednak strony warto jej posłuchać właśnie dla wokali. Hide pełni rolę ballady i kojarzy mi się brzmieniowo z ostatnimi dokonaniami niemieckiego Bonfire, zwłaszcza w refrenach. Nie jest to taka typowa ballada z gitarami akustycznymi jako podstawą, dźwięk odgrywany jest na niemal czystym brzmieniu gitar elektrycznych. Smutnawo zaczyna się Building A Wall z tą partią pianina, dalej nieco zagrywek podchodzących pod punk rocka, wokalnie bliżej zwykłego rocka, do tego jeszcze radośnie brzmiące chórki wyśpiewujące tytuł utworu, co daje dość ciekawy efekt kontrastu. Ciężko przez to kierując się samymi melodiami wywnioskować, czy to numer smutny czy wesoły. Solówka w większości ilustracyjna, ale są i momenty bardziej wymiatane. Beautiful Disaster ma chyba najwięcej wspólnego z materiałem z debiutu, to podobny typ grania, choć by nie wybijał się z obecnego zestawu, też jest raczej smutnawy. Ciekawy efekt uzyskano poprzez studyjne nakładki i zastosowanie dwóch partii gitar równocześnie - jedne, rytmiczne robią tło, a drugie, prowadzące niosą główną melodię. Wiele zespołów tak robiło w nieodżałowanych latach '80 i nadal wiele kapel mających jednego wioślarza w składzie stosuje takie rozwiązania. Kolejne Live Your Life jest niestety zapychaczem i muzykom nie udało się tu stworzyć niczego zapamiętywalnego, numer jakich masowo wyprodukowano tysiące. Do tego jeszcze na siłę nowoczesny, industrialnie przetworzona perkusja pod koniec kawałka musi ostatecznie przekonać tych, którzy jeszcze nie użyli "skipa". No właśnie, tytuł następnego na płycie Hello, Are You Listening? to takie upewnienie się, czy nie przeskoczyliśmy o dwie ścieżki za daleko. Teraz jest zdecydowanie lepiej, choć o przeboju też nie może być mowy. Takie sobie granie, bez energii, bez polotu, w zasadzie też bez szczególnego pomysłu. Oj, słychać spadek formy, bo Changes Me to już trzeci z rzędu numer bez charakteru, brak dobrych riffów jest aż nadto odczuwalny. Gdyby takie coś nagrało powiedzmy Offspring, to rzekłbym, że piosenka całkiem udana, ale że znam możliwości Harnella i spółki, to nie pozostaje mi nic innego jak stwierdzić, że muzycy się obijają. Uszu sobie nie pokaleczymy, ale też nie dostaniemy niczego, co zapamiętalibyśmy na dłużej. Dalsze The Day Belongs To Us arcydziełem może nie jest, ale przynajmniej przywraca zachwianą uprzednio wiarę w zespół. Początek jak z jakiegoś dreszczowca czy dramatu psychologicznego, szkoda tylko, że Tony tak szybko wszedł ze swoim wokalem. Linie melodyczne znacznie ciekawsze, ponadto zawodowa solówka, nastrojowo nadal w smutnawych klimatach. Zamykające płytę This Close nadzwyczaj przyzwoite, no i z dobra solówką. Więcej uwagi warto poświęcić zwrotkom i refrenom, czy też ogólnej strukturze utworu. Podkłady są bardzo rozwlekłe i oparte na harmonijnie utworzonej przez wszystkie instrumenty ścianie dźwięku, czyli taki patent zapożyczony od Dream Theater, którzy to takich kompozycji mają już kilka. Dwie ostatnie pozycje mają też w sobie coś z Queensrÿche za sprawą Harnella próbującego naśladować jego sposób śpiewania.
Początek płyty bardzo silny, udana i zadowalająca końcówka, błogie zadowolenie w zasadzie psują tylko 3 kawałki z drugiej połowy, które najchętniej z albumu bym usunął. W sumie całkiem niezły wynik jak na dzisiejsze czasy. Krążek mogę polecić tym, którzy lubią granie w smutnym nastroju, refleksyjne, a także ogólnie fanom progresywnych odmian muzyki rockowej i metalowej, oni chyba najbardziej owo wydawnictwo docenią. Nawet jeśli nie należysz do wspomnianych grup, posłuchaj tego krążka, a nuż się spodoba.
Oficjalna strona zespołu: www.starbreakerband.com