Rockarma - Bring It!

Rockarma - Bring It!

Wydawca: Kivel Records
Rok wydania: 2008

  1. Badjune
  2. Between You N Me
  3. All 4 You
  4. Get Me Outta This Hole
  5. I Know
  6. Missing You
  7. Bring It!
  8. Here After
  9. Feels Like I'm Fallin
  10. Lets Go
  11. Thats All
  12. Same Ol Song

Skład: Damon Kelly - śpiew, chórki, gitara rytmiczna; Pete Fry - gitara prowadząca; Jeff Kahn - gitara basowa; Chris Ryan - perkusja
Gościnnie: Rob McCauley - wszystkie partie perkusji, chórki; Darrel Yates - gitarowe solówki w [2, 3, 4), chórki; Erik Johnson - gitarowa solówka w [6], chórki; Jim Perry - gitarowa solówka w [11, 12]; Ty Sims - chórki

Produkcja: Ty Sims i Erik Johnson

Rockarma jest dość interesującą formacją z Kanady, a konkretnie z Saskatoon (Saskatchewan). W 2005 r. chłopaki wydali swój debiut o takim samym tytule jak nazwa grupy, lecz mimo faktu, że za produkcję wziął się wtedy sam Bill Leverty, gitarzysta Firehouse, to właśnie brzmienie krążka było jego najsłabszym ogniwem. Bogatsi o kilka doświadczeń muzycy rejestrują trzy lata później swą drugą płytę zatytułowaną Bring It!, a produkcję powierzają tym razem swoim dwóm kolegom z zespołu Bombay Black. Nic w tym dziwnego, obie kapele nagrywają dla tego samego wydawcy - Kivel Records. Efekt tej współpracy jest nadzwyczaj udany, o grupie robi się głośno, a fani melodyjnego hard rocka dostają tego roku o jedną wartą uwagi pozycję więcej.

Na pierwszy ogień idzie Badjune, czyli prywatkowy rock'n'roll przywodzący na myśl drugą płytę Danger Danger, ale i nie tylko, bo jak się uważniej wsłuchać, to doszukamy się i Poison, Kick Axe, może nawet Wingera (niektóre riffy w tej samej stylistyce co słynne Battle Stations brygady Kipa). Muzyka na wskroś radosna, poprawiająca humor, niekoniecznie jakoś szczególnie ambitna, ale na imprezę właśnie w sam raz. Aż trudno uwierzyć, że ktoś tak gra w 2008 r. i gdyby nie to, że w podobnym okresie takich wydawnictw pojawiło się więcej, pewnie bym nie uwierzył. Po takim mocnym otwarciu niezbyt daleko odbiegające stylistycznie Between You N Me, chociaż gitary brzmią mniej drapieżnie i linie wokalne plasują się bliżej AORu. Niesamowity jest ten cały pokład melodyki, jaki niesie ze sobą kapela, zwłaszcza że w ostatnich latach modne były raczej brzmienia garażowe. Jeśli w najbliższym czasie z jakimś nowym dziełem będzie chciało wrócić Poison, to poprzeczkę będą mieli ustawioną wyżej, no i przyjdzie im konkurować z młodszymi kolegami po fachu. W All 4 You raz jeszcze mieszanka firmowa tego, co znane było w drugiej połowie lat '80, trochę wingerowato z czasów jedynki, trochę pod KISS, gdzieś tam w tle echa czegoś starszego, np. T. Rex. Płyta idzie równo do przodu, utwory przemyślane, ale nie przekombinowane. Po trzech rockerach wypadałoby zagrać balladę i balladowo zaczyna się Get Me Outta This Hole, pytanie tylko, jak długo rockersi wytrzymają w takich klimatach. Niezbyt długo, jak się okazuje, jeszcze przed połową numeru robi się weselej, melodie zmieniają się na żwawsze, a rytm śmiałym krokiem prze do przodu. Wokalnie niektóre momenty przypominają mi o takim facecie jak Mike Tramp w jego najlepszych chwilach. Łagodniejsze granie przychodzi wraz z I Know, radiowym kawałkiem skłaniającym się ku AORowi, który dwie dekady temu wydany na singlu pewnie stałby się światowym hitem. Jak dla mnie, to i teraz jest on przebojem, pytanie tylko, czemu nikt do cholery takich piosenek w radiu nie puszcza. Muszę dodać, że na krążku gitarowe solówki są bardzo przyzwoite, by nie rzec, że jak na tak mało znaną kapelę to wręcz powalające. Missing You balladą wprawdzie nie jest, ale tytuł do czegoś zobowiązuje, tak więc otrzymujemy wyśmienity AORowy numer utrzymany w średnim tempie, ze spokojnymi wokalami i pulsującym zgrabnie basem. To jest dokładnie taka sama muzyka jak w latach '80, fani takiego grania poczują się jak w siódmym niebie. Kto wie, może i moda na melodyjnego rocka wróci. Nadszedł czas na jedną z moich ulubionych piosenek z setu, tytułowe Bring It!. Toż to wspaniała mieszanka stylu Ratt, odrobiny Dokken z Alice Cooperem z epoki Raise Your Fist And Yell, jestem prawie gotowy się założyć, że właśnie takimi wykonawcami zasłuchiwali się kiedyś członkowie zespołu. Przednie solo, chociaż podkłady pod nim mogłyby być ostrzejsze, czepiał się jednak nie będę, bo tak jak jest, też jest dobrze. Gdzieś to słyszałem, skądś to znam, czyli Here After. Mistrzowskie wręcz zmiksowanie stylów takich wykonawców jak Firehouse (wstęp do kawałka jak w Don't Treat Me Bad), Tyketto (patent z łączeniem akustyków z gitarami elektrycznymi) i Def Leppard (ścieżki wokalne w refrenach i niektóre partie gitar rytmicznych). Kto lubi takie granie, koniecznie musi tego posłuchać. Główną siłą Feels Like I'm Fallin jest chyba bardzo wyraźnie odznaczona partia gitary basowej, nie zlewa się ona w całość z gitarami rytmicznymi, więc jest dobrze słyszalna. Kompozycja wprawdzie nie jakoś szczególnie rewelacyjna, ale ma w sobie coś, co przyciąga. Dodatkowo na jej atrakcyjność wpływa sąsiedztwo z poprzedniczkami, po prostu płyta kręci się płynnie i ciężko znaleźć jakiegoś zapychacza. Let's Go to jeszcze jeden rocker, tyle że w nieco wolniejszym tempie. Tym razem mieszaniu poddano riffy a'la Dokken z melodiami w stylu KISS oraz refrenami jak we wczesnym Britny Fox i tradycyjnie już wyszło to znakomicie. Refreny z przeznaczeniem na odśpiewanie na stadionach. Przedostatnie w zestawie Thats All na myśl przywodzi Firehouse z dwóch pierwszych płyt, bardzo podobna stylistyka grania, zresztą muzycy się ze swymi inspiracjami nie kryją i wymieniają Strażaków wśród swoich ulubionych grup. Na końcu mamy Same Ol Song, którego początek przypomina mi jeden z utworów z jedynki Van Halena. Dalej klimat już troszkę inny, więcej nuty bluesowej, ale zagranej w sposób wesoły i skoczny, zwłaszcza w solówce. Gitarzysta najeżył ją flażoletami, za co otrzymuje ode mnie plusa.

W moim subiektywnym odczuciu krążek ten jest znacznie lepszy od debiutu. Kawałki stały się bardziej wyraziste i wreszcie otrzymały odpowiednie brzmienie. Kanadyjczykom udało się nagrać płytę bez zapychacza, która cieszy od początku do końca. Wcale bym się nie obraził, gdyby kolejne wydawnictwo było utrzymane w zbliżonym stylu i mam nadzieję, że to jeszcze nie wszystkie pomysły, jakie mogą im przyjść do głowy. Fani hair metalu, dla Was to pozycja obowiązkowa.

Oficjalna strona zespołu: www.rockarma.com