
Solna - Eurameric
Wydawca: Wild Recordz / CD Inzane
Rok wydania: 2009
- Ms. Eurameric
- Blinded By The Rain
- Celebrate
- Where Are You Running
- Feel Alive
- Someone Else
- Moment Of Truth
- Woman In Love
- Light A Candle
- Sent From Heaven
- Dreams
Skład: Pamela Moore - śpiew; Ralf Scheepers - śpiew; Alex De Rosso - gitary; Fabrizio Grossi - gitara basowa; Rob De Luca - gitara basowa; Tim Harris - gitara basowa; Eric Ragno - instrumenty klawiszowe; Zane Petersen - perkusja
Produkcja: Zane Peterson
Moda na różne projekty i supergrupy, gdzie skład formacji tworzą muzycy powybierani z innych zespołów, trwa. Jednego z takich projektów podjął się szef wytwórni CD Inzane, producent i zarazem perkusista grup China Blue i Malicious - Zane Peterson gromadząc przy tym całkiem niezłe stadko złożone z członków (i członkiń) różnych znanych kapel, ale o tym za chwilę. W Internecie i branżowej prasie pojawiło się już kilka recenzji płyty Eurameric z bardzo pozytywnym przyjęciem tego debiutu, o ile w ogóle można nazywać debiutantami muzyków z latami stażu, skuszony więc zaangażowanymi w projekt nazwiskami i dobrą prasą postanowiłem sam sprawdzić, co to takiego i czym się to je ;).
Tak więc całą prezentację wypada zacząć od Pameli Moore, wokalistki znanej rockowemu światu najbardziej z roli Sister Mary na pamiętnej płycie Queensrÿche Operation Mindcrime, śpiewającej też w melodyjnej hard rockowej grupie Radar oraz prowadzącej działalność solową, a tutaj odpowiadającą za obsługę mikrofonu w niemal wszystkich ścieżkach wokalnych. Eurameric jest zresztą ponoć najostrzejszym ze wszystkich albumów rockowych, na jakich Pamela zaśpiewała. W niektórych utworach mikrofonem dzieli się z Ralfem Scheepersem, gardłowym w takich zespołów jak Primal Fear i Gamma Ray, a reszta ekipy jest równie doborowa. Partiami gitary zajął się Alex De Rosso (ex- Dokken, Perfect World, Headrush), instrumenty klawiszowe obsłużył Eric Ragno (China Blue, David Readman, Takara), a liniami gitar basowych podzielili się Fabrizio Grossi (Steve Vai, Starbreaker, Los Angeles), Rob De Luca (Sebastian Bach, Spread Eagle) i Tim Harris (Game Hens, Malicious), za perkusją zasiadł oczywiście sam sprawca całego zamieszania - Peterson. Pierwsze w zestawie intro Ms. Eurameric wita nas w sposób niezbyt wyrafinowany, ot ktoś podchodzi do telefonu, wystukuje numer i słyszymy głos Pani Eurameric, słowem nic specjalnego. Za to dalej prawdziwy wulkan w postaci Blinded By The Rain, czyli na wejściu gitarowy popis De Rosso i dalej podbite galopem partie gitar i sekcji rytmicznej, a na tym tle wspaniale brzmiący głos Pameli. Moore śpiewa tu z wielkim czuciem, trochę na stylistykę Heart, ale przy tym możemy niemal wyczuć jej oddech, po prostu rewelacja, zdecydowanie jeden z najlepszych kawałków na krążku. Celebrate kierowane jest do fanów cięższego grania, coś jakby Phantom Blue z czasów drugiej płyty skrzyżować z Black Label Society, mikrofonem Pamela dzieli się tu z Sheepersem. Początek numeru za pierwszym podejściem jakoś do mnie nie trafił, ale środek już od razu był to porządny kawał mięcha. Pełno tam ciekawych łączników oraz inteligentnych gitarowych zagrywek i aranżacji wokalnych, zatem nie skreślajmy tej ścieżki z góry, a po kilku przesłuchaniach melodie same zaczną nam chodzić po głowie. Where Are You Running to już rzecz bardziej skomplikowana, kiedy rozłożyć ja na czynniki pierwsze, tutaj otrzymujemy miks gatunkowy. Wstęp hard rockowy w stylu podobnym do słynnej płyty Liesegang/White, pewne fragmenty piosenki to znów typowy europejski AOR, do tego jeszcze kilka nut industrialnych (czy mi się zdaje, czy jednak do głosu Pameli dodano jakieś efekty?) i modern rockowych. Eksperyment udany jako całość, żaden z wymienionych gatunków w jakiś nieprzyzwoicie nadgorliwy sposób nie zdominował kompozycji. Przyszła kolej na balladę, trafiło na Feel Alive, gdzie ponownie spotykają się głosy Moore i Sheepersa. Efekt tego spotkania jest piorunujący, perfekcyjnie zaaranżowane linie wokalne tej pary to uczta dla ucha, coś, co sprawiło, że ten ckliwy numer faktycznie nabrał życia, a De Rosso jeszcze to umiejętnie przyprawił swoją gitarową solówką. Jak zwykle, gdyby to puszczono w radiu w latach '80, mielibyśmy murowany hit, a singiel sprzedałby się w milionach egzemplarzy, w dzisiejszych czasach na radiową emisję chyba nie ma szans. Someone Else jest w zasadzie przerywnikiem podobnym do intra i niczego nowego nie wnosi - tym razem ktoś wykręcił numer, lecz nie chciał sie przedstawić. Właściwym utworem jest natomiast Moment Of Truth. Kawałek dość ostry i ciężki, ze świetnie brzmiącym basem, za to z dość sztampowymi partiami gitar i niestety niezbyt pomysłowo zaaranżowanymi liniami wokalnymi. No cóż, Pamela nie popisała się tym razem, choć można jej to spokojnie wybaczyć ze względu na to, co zaprezentowała wcześniej. Początek Woman In Love jakoś dziwnie przypomina mi niektóre riffy z ostatniej płyty Alice Coopera, a w refrenie głos Pameli Moore łudząco nawiązuje do czegoś pomiędzy wokalistkami Vixen i Phantom Blue. Przyznam, że całościowo numer dość trudny w odbiorze, ale po kilku przesłuchaniach idzie się z nim oswoić. Do przewidzenia było, że na krążku znajdzie się jeszcze jedna ballada, tak więc Light The Candle to w zasadzie żadna niespodzianka. Ballada AOR-owa, może nawet power-popowa, delikatna, nastrojowa, jak to ballada, przede wszystkim poprawnie i wzorcowo zagrana. Kobietom spodoba się od razu, mężczyźni skapitulują zapewne dopiero pod wieczór ;). Dalej następuje Sent From Heaven, czyli tytułowa ścieżka z EP-ki promującej wydawnictwo. Cóż, gdyby uznać mnie za jakiegoś typowego słuchacza i na tej podstawie układać statystyki, to utwór przepadłby z kretesem, a płyta odniosłaby klapę. Kiedyś podobny kawałek w swojej karierze popełnił Heartland i ani jeden ani drugi numer kompletnie do mnie nie trafił, nawet po wielu przesłuchaniach. Przeciętne riffy, niemrawe wokale jak zza mgły, jedyne, co ratuje kompozycję, to solówka i kilka gitarowych wstawek. Album wieńczy jeszcze kolejna ballada - Dreams, ustępująca jednak poprzedniczkom, bo czegoś w niej jakby brakuje. Może to brzmienie klawiszy zostało niezbyt szczęśliwie dobrane, może gitarzysta powinien podarować sobie bluesowanie, nie wiem. Fakt faktem, że za to definitywnie niczego nie można tu zarzucić głosowi Pameli Moore, która odwaliła kawał naprawdę dobrej roboty.
Do płyty zrażała mnie nazwa projektu (wrzucenie jej do "Googli" zwraca jakąś podwrocławską wieś i producenta maszyn drukujących), czy głupawy tytuł, ostatecznie do sięgnięcia po nią przekonały mnie nazwiska muzyków. Przy pierwszym, pospiesznym odsłuchu album wydał mi się słaby, jednak jak się okazuje, za każdym kolejnym przesłuchaniem krążek coraz bardziej powala na kolana. Absolutnie nie jest to płyta, wobec której można przejść obojętnie. Wydawnictwo warto sprowadzić ze Stanów, gdyż o ile mi wiadomo, nie jest jeszcze dostępne w Europie, mam jednak nadzieję, że zgodnie z aluzją do tytułu dzieła pojawi się ono w końcu i po drugiej stronie oceanu. Polecam.
Brak oficjalnej strony zespołu