
Snew - We Do What We Want
Wydawca: SnewYou / Maman Music
Rok wydania: 2010
- We Do What We Want
- Feedback And Distortion
- Private Stash
- Risking My Life
- Get Loud
- Knock It Out Of The Park
- Power Pack
- Pick Up The Ball
- Who The Hell Are You
- Shinebox
Skład: Curtis Don Vito - śpiew; Andy Lux - gitary; Cat Tate - gitara basowa; Mark Ohrenberger - perkusja
Produkcja: Bobby Owsinski
Wreszcie coś dobrego z Hollywood, bo już zaczynałem wierzyć, że cały hard rock przeniósł się do Europy, a zwłaszcza do Szwecji. Grupa Snew powstała w 2005 r. i proponuje słuchaczom dobrze znane dźwięki, wszak w udany sposób kopiuje AC/DC na wzór podobny do Krokusa czy Rhino Bucket.
W 2008 r. formacja wydała nakładem własnej wytwórni debiutancki krążek o tytule Snew You, dwa lata później ukazuje się płyta o jakże wymownym, typowo rock'n'rollowym tytule We Do What We Want. Produkcją albumu zajmuje się osoba o stosunkowo mało znanym nazwisku, niemniej jednak o dość ważnych osiągnięciach w branży muzycznej - Bobby Owsinski współpracował już z The Who, Neilem Youngiem czy The Ramones), a za całą inżynierię i miksowanie odpowiedzialny jest zdobywca nagrody Grammy Ed Cherney (Rolling Stones, Eric Clapton, Iggy Pop, Bob Dylan, AC/DC, Spinal Tap). Jeśli chodzi o zawartość muzyczną wydawnictwa, to jest to dobrze zagrany hard rock na wzór starego, dobrego AC/DC. Kto lubi dokonania Australijczyków, powinien polubić też Snew, tym bardziej, że wśród wielu naśladowców ekipy braci Young, ta grupa jest jedną z tych, która potrafi skomponować najbardziej chwytliwe dla ucha melodie. Niech świadczy o tym chociażby przebojowe We Do What We Want, które dostarczyło płycie tytułu i zostało rzucone słuchaczom na pierwszy ogień. Dużo energii i radości z grania, charakterystyczne rytmy i ścieżki gitar, do tego pulsująca odpowiednio sekcja rytmiczna - w zasadzie wszystko dokładnie tak jak w AC/DC. Jeśli można wychwycić jakieś różnice, to może głos pana Don Vito nie jest tak forsowany jak gardło Johnsona, ale za to bardziej przypomina Bona Scotta. Numer jest niesamowicie przebojowy i wpada w ucho od pierwszych taktów, ma na to zresztą wpływ również dopracowane brzmienie. Linia melodyczna Feedback And Distortion to rock'n'roll w jego czystej postaci, choć oczywiście podany z odpowiednią ostrością. Tytuł nagrania dobrze oddaje jego początek, kiedy to muzycy serwują słuchaczom serię sprzężeń zwrotnych. Jest taki moment w środku kompozycji, kiedy można pomyśleć, że panowie pożyczyli sobie główny motyw ze słynnej melodii towarzyszącej przygodom agenta Jamesa Bonda. Niezły numer, choć chyba już nie tak powalający jak pierwsza pozycja w zestawie. W Private Stash zespół zmienia się nie do poznania. Niby wciąż gdzieś tam w tle pobrzmiewają nawiązania do znanej australijskiej formacji, ale tym razem utwór jest wolniejszy, jakby mniej ostry, a bardziej delikatny. Tutaj w pewnych rejestrach Don Vito przypomina mi nieco manierą Blitza z Overkill, lecz oczywiście mowa tu o dwóch zupełnie odmiennych gatunkach muzycznych. Pojawia się więcej bluesa i słyszę tutaj gitarowe slide'y, które wypadają tak, jakby to wszystko było grane na harmonijce ustnej. Przy kolejnych odsłuchach kawałek zyskuje na ocenie. Nagranie o tytule Risking My Life przywodzi na myśl kapele glam rockowe z lat '70 i niestety kompletnie do mnie nie trafia. Może to przez tę mało dynamiczną rytmikę i zlany dźwięk, może przez brak jakichś bardziej wyszukanych linii wokalnych, nie wiem. Chyba przy kolejnych przesłuchaniach płyty będę go traktował "skipem". Uśmiałem się trochę przy okazji Get Loud, bo niby mamy tu powrót do grania na styl AC/DC, zwłaszcza wokalnie, ale posłuchajcie partii gitar. Sposób, w jaki budowane są riffy, ich artykulacja i frazowanie - czyż nie przypomina to stylu grania Dave'a Mustaine'a z Megadeth? Mnie od razu rzuciło się to w uszy. Lubię ten numer, szczególnie gdy mam okazję by puścić go głośno. Przy Knock It Out Of The Park rytmika i tempo dość często słyszane w twórczości zespołu braci Young i choć nie jest to może nic nadzwyczajnego, ścieżka trafia do mnie od razu. Zapewne dlatego, że przypomina mi pewien numer AC/DC, który po prostu uwielbiam. Nie dam złego słowa powiedzieć. Power Pack ma w sobie coś z KISS, chociaż słyszalne są i elementy południowego grania na wzór Lynyrd Skynyrd. Początek utworu trochę mnie zraził, na szczęście jego dalsza część oczyściła go z wszelkich zarzutów. A tak na marginesie, czy mnie się zdaje, czy jednak w pewnych momentach wokalista "jedzie" pod Bruce'a Dickinsona z Ironów? Pick Up The Ball też mi coś przypomina, lecz ciężko byłoby mi teraz wskazać, co. Chyba słyszałem to na jakimś filmowym soundtracku. Mniejsza o to, numer jest łatwo strawny, choć przy tym niezbyt wymyślny. Bluesowy początek inicjuje Who The Hell Are You, jedną z wolniejszych kompozycji na płycie. Wolniejszych, nie znaczy gorszych. Czasem lubię posłuchać takich rzeczy, przecież nie samym czadowaniem żyje człowiek. Zresztą zrobienie czegoś wolnego, a przy tym dobrego, to też sztuka. Na finiszu zamieszczono Shinebox, które niezbyt do mnie przemawia, mimo całkiem fajnych wokali. To za sprawą niemal punkowych rytmów - no niby mamy tu rock'n'rolla, ale bardzo przypomina mi on przeciętne, punkowe kapele i nic na to nie poradzę. Całość to 10 nagrań, z czego 8 nadzwyczaj udanych lub przynajmniej cholernie dobrych i 2 numery kompletnie nie w moim guście. Ogólna ocena wciąż bardzo dobra, a krążek zyskuje jeszcze przy dodatkowym doładowaniu, gdy słucha się go głośno i z podniesioną głową.
AC/DC może już ze spokojem udać się na zasłużoną emeryturę, bo doczekało się udanych wnucząt. Najnowsze wynurzenie Snew broni się samo i jest bardzo silnym konkurentem dla tegorocznego wydawnictwa Krokusa, skądinąd przecież też niezłego. Komu wciąż mało stylu AC/DC niech nie omieszka zaspokoić pragnienia tym soczystym krążkiem.
Oficjalna strona zespołu: www.snewyou.com