
Skid Row - Revolutions Per Minute
Wydawca: Steamhammer / SPV
Rok wydania: 2006
- Disease
- Another Dick In The System
- Pulling My Heart Out From Under Me
- When God Can't Wait
- Shut Up Baby, I Love You
- Strength
- White Trash
- You Lie
- Nothing
- Love Is Dead
- Let It Ride
- You Lie [Corn Fed Mix]
Skład: Johnny Solinger - śpiew; Scotti Hill - gitara prowadząca; Dave "The Snake" Sabo - gitara rytmiczna, chórki; Rachel Bolan - gitara basowa, chórki; Dave Gara - perkusja
Produkcja: Michael Wagener
Oberwało się Skid Row od recenzentów za płytę Revolutions Per Minute. Mnie również ten krążek nie spodobał się od pierwszego wysłuchania, w czasie kiedy wyszedł, ale odstawiłem go na kilka lat i co ciekawe, odnajduję w nim teraz dużo więcej pozytywów. W zasadzie nawet wbrew mojemu pierwotnemu stanowisku gotów jestem twierdzić, że to dość dobry album.
Na płycie pojawia się nowy perkusista, Dave Gara, którego zresztą w chwili obecnej w zespole już nie ma. Stylistyka gry formacji nie odbiega zbytnio od tego, co muzycy prezentowali na krążku Thickskin, chociaż są pewne drobne i zarazem istotne różnice. Tam klimat nagrań był raczej ponury, a tutaj udzielają się jakby radośniejsze nastroje. Brzmienie gitar to dalej barowy hard rock, na szczęście znikają zapożyczenia alternatywne i pojawia się więcej wesołych melodii. Wprawdzie o jakimś powrocie do stylistyki grania z dwóch pierwszych płyt nie może być mowy i fanów tamtego wcielenia ekipy należy sprowadzić na ziemię, jeśli jednak nie trafiło do nich Thickskin, to jest szansa, że przemówi do nich Revolutions Per Minute. Sam tytuł albumu wydaje się dość przewrotny i może mieć podwójne znaczenie. Z jednej strony jest to typowe techniczne oznaczenie miary w obrotach na minutę (dominują szybsze utwory), lecz może też być przenośnią i oznaczać "przewroty, rewolucje". Brzmieniem płyty zajął się ponownie Michael Wagener, który współpracował z zespołem przy okazji Slave To The Grind i jest to w zasadzie taki miły akcent. Pomijając może wrzaski Solingera na początku nagrania Disease otwierającego wydawnictwo, mamy do czynienia z całkiem przyzwoitą kompozycją. Słychać, że Solinger na dobre zadomowił się w grupie, jego głos lepiej niż uprzednio pasuje do materiału i wokalista sprostał zadaniu. Jeśli przypomnieć sobie niezbyt wyrafinowane linie wokalne Sebastiana Bacha z Subhuman Race, to właściwie nie ma co płakać po jego odejściu z kapeli. Nie ma Bacha, jest Solinger - "umarł król, niech żyje król!". Co do samego numeru, powinien spodobać się fanom 3xB: Black Sabbath, Black Label Society i Black Stone Cherry. Ścieżka Another Dick In The System to technicznie zagrany punk rock, o ile ten gatunek w ogóle można łączyć ze słowem "techniczny". Nie jest to nic wysokich lotów, ale trzeba przyznać, że to punkowanie kapeli dobrze wychodzi i gdyby wszystkie punkowe grupy grały tak jak Skid Row (czyli z rock'n'rollowym zacięciem), to być może częściej sięgałbym po ich nagrania. Interesującą ścieżką jest Pulling My Heart Out From Under Me, muzycy grają tu trochę jak kapele z lat '60 typu The Who, tyle że brzmienie jest bardziej nowoczesne (chociaż na siłę wstęp do kawałka może kojarzyć się z najbardziej znanym przebojem Nirvany). Nawet w takim materiale chłopaki się sprawdzają, jestem pełen podziwu. Rewelacyjnie słucha się When God Can't Wait, gdzie panowie w bardzo udany sposób połączyli ze sobą punka, country i szanty. Nadzwyczaj skoczny numer, zarazem melodyjny i z fajnymi chórkami. Może to i na swój sposób komercyjne posunięcie, bo jestem pewien, że i osobom nie słuchającym na co dzień muzyki rockowej piosenka się spodoba. Shut Up Baby, I Love You - już sam tytuł brzmi obiecująco, a i kawałek jest wysokich lotów. Niewątpliwie zespół robi ukłon w stronę starych fanów, tych którzy gustowali w płycie Slave To The Grind. Johnny udowadnia tutaj, że i w podobnej stylistyce śpiewania co Sebastian Bach potrafi się odnaleźć bez żadnych kompleksów wobec poprzednika. Dobry, szybki, agresywny hard rock. Mieszanka modern rocka i melodic rocka ze szczyptą rock'n'rolla to kolejna pozycja, czyli Strength. Trochę nie moje klimaty, mimo to utwór podoba mi się. Oczami wyobraźni dodaję sobie klawisze, których tu nie ma i słyszę takie zespoły jak Hardreams czy Covered Call. White Trash to natomiast granie gdzieś pomiędzy punkiem a modern rockiem i akurat ten numer mi nie odpowiada, choć nie mogę mu odmówić melodyki. Mamy tu przyzwoitą solówkę, która brzmi jak zagrana na harmonijce ustnej (czyżby na gitarze slide uzyskano taki efekt?) i fajne, niemal sleazowe teksty. Na niezły żart muzycy pozwolili sobie przy okazji You Lie. To taka radosna ballada utrzymana w stylistyce country/folk (pod koniec nawet mamy punka). Cóż, nie tego spodziewaliśmy się po zespole, ale trzeba przyznać, że to skądinąd bardzo udany kawałek i miło się go słucha. Można puszczać go ludziom spoza kręgów rockowych i pokazać im, że "szarpidruty" też mają poczucie humoru. W Nothing hard rock miesza się z modern rockiem i trzeba przyznać, że ta potrawa także udała się chłopakom. Jest rock'n'roll, są i radosne melodie. Numer kojarzy mi się z amerykańskimi filmami, głównie tzw. "młodzieżowymi komediami" z końca lat '90, tam pojawiały się takie kompozycje na soundtrackach. Kiedy jakiś producent będzie chciał odtworzyć klimat tamtych filmów, może podczas kompletowania ścieżki dźwiękowej przypomnieć sobie o Skid Row. Początek Love Is Dead kojarzy mi się z czymś, co już słyszałem, ale aktualnie jakoś nic konkretnego mi nie przychodzi do głowy. Zresztą w całym nagraniu akurat ten powtarzający się motyw ze wstępu podoba mi się najbardziej. takie granie zarazem tajemnicze i pełne energii. Zaskakuje tez okolica solówki, gdzie ekipa gra niemal kołysankowo. Let It Ride nie jest w moim guście, ale w uszy nie kłuje. Mogłoby być lepsze, gdyby Solinger postarał się tak jak we wcześniejszych kompozycjach. Tutaj w ogóle odnoszę wrażenie, że muzycy grają poniżej swoich możliwości, ale mamy też i fajną solówkę. Płytę zamyka miks kawałka You Lie, ale nie słyszę tu jakichś szczególnych różnic w stosunku do regularnej wersji, a przynajmniej takich, które dałoby się od razu wychwycić.
Album bardzo spójny i udany. Nie ma co kręcić nosem, że na dwóch pierwszych płytach Skid Row grało lepiej, w takiej stylistyce tez doskonale się sprawdza. Nie wierzcie recenzentom, posłuchajcie tej płyty kilka razy, a jak muzyka chłopaków nie wejdzie od razu, to wróćcie do niej po jakimś czasie. Moim zdaniem to naprawdę udany krążek.
Oficjalna strona zespołu: www.skidrow.com