
Jorn - Dio
Wydawca: Frontiers Records
Rok wydania: 2010
- Song For Ronnie James
- Invisible
- Shame On The Night
- Push
- Stand Up And Shout
- Don't Talk To Strangers
- Lord Of The Last Day
- Night People
- Sacred Heart
- Sunset Superman
- Lonely Is The Word / Letters From Earth (2010 version)
- Kill The King
- Straight Through The Heart (live)
- Song For Ronnie James (videoclip)
Skład: Jorn Lande - śpiew; Tore Moren - gitary; Tor Erik Myhre - gitary; Nic Angileri - gitara basowa; Jgor Gianola - gitary; Willy Bendiksen - perkusja
Produkcja: Jorn Lande
Ronnie James Dio niestety przegrał swoją walkę z rakiem. Chociaż fizycznie nie żyje, jego muzyka będzie jednak żyć wiecznie. Najprawdopodobniej pojawią się wkrótce różne albumy poświęcone pamięci Ronniego. Zanim je usłyszmy, możemy posłuchać nowego krążka Jorna Landego, jednego z najpotężniejszych hard rockowych głosów dzisiejszych czasów. Oczywiście jest to album w hołdzie dla Ronniego i składa się w większości z coverów piosenek tego artysty.
Coverowanie nagrań Ronniego Jamesa Dio to nie lada wyzwanie i to głównie ze względu na charakterystyczną barwę głosu owego wokalisty. Nie ma się co spodziewać, że ktoś odśpiewa wszystko identycznie jak w oryginale, ale istnieje grupa gardłowych, którzy potrafią oddać styl Ronniego i do nich z pewnością należy Jorn. Płytę rozpoczyna akurat autorska kompozycja Landego, zatytułowana Song For Ronnie James, którą wybrano na singla promującego wydawnictwo i nakręcono do niego teledysk. Podczas balladowego wstępu Jorn śpiewa bardzo łagodnie, można się jednak domyślać, że dalej będzie już mocniej i ostrzej. Główny riff utworu jest pełen mocy i specjalnie ułożono go tak, by przypominał dokonania Dio i Black Sabbath. Jorn staje na wysokości zadania i również śpiewa z całą swą zadziornością, więc fani jego wokalnego talentu powinni być całkowicie usatysfakcjonowani. Zaskakuje połowa ścieżki, kiedy to z kolei linie wokalne biegną bardziej popowo (nadal jednak nie gubiąc chrypki), a podkłady momentami nawet przypominają Def Leppard. Wspaniała piosenka. Co do coverów, to zestaw otwiera Invisible, kawałek pochodzący z płyty Holy Diver. Jorn dość luźno potraktował temat i numer różni się pod wieloma względami od oryginału. Przede wszystkim we wstępie słyszymy barwę głosu mocno odbiegającą od Ronniego, a w kolejnych partiach wszystko brzmi potężniej, chodzi mi zarówno o głos, jak i o same gitary. Muszę przyznać, że wersja Jorna finalnie podoba mi się dużo bardziej. Następne w kolejności jest Shame On The Night, również z solowego debiutu Ronniego. Tutaj nie ma dużo różnic, jeśli chodzi o samą strukturę utworu, natomiast wykonanie Jorna zwyczajnie brzmi nowocześniej. Czuć cyfrową ingerencję w dźwięk, ma to swoje plusy i minusy. Analogowe nagranie oryginału jest jakby bardziej autentyczne, za to w cyfrowym dostajemy muzykę bardzo klarowną. Do wyboru, do koloru. Push to stosunkowo dość młode nagranie biorąc pod uwagę sceniczny staż Dio, bo pochodzące z płyty Killing The Dragon. Niezależnie od roku jej wydania to i tak klasyka. Wersja ekipy Landego brzmi odmiennie od oryginalnej, choć też ma swój urok. Jedyne, co można tu zarzucić norweskiemu wokaliście, to fakt, że manierą swego gardła bliższy jest tu Coverdale'owi z Whitesnake niż Ronniemu. Nie przepadam zbytnio za kawałkami z galopem, a takim nawet w pierwotnym wydaniu było Stand Up And Shout. Szybki heavy metal w wykonaniu obu wokalistów toleruję wprawdzie, ale wolałbym, by ten cover wykonało np. Iron Maiden. Klasyczną ścieżkę Dio Don't Talk To Strangers chyba wszyscy znają i każdy pamięta, jak ona leci. Jorn postanowił być dość wiernym oryginałowi, z tym że trzeba brać poprawkę na samo brzmienie, znów tym razem bardzo nowoczesne. W Lord Of The Last Day pochodzącym z albumu Magica cechował od samego początku charakterystyczny riff na nutę Black Sabbath i muzycy z kapeli Landego próbują tę specyfikę zachować. Chętnie usłyszałbym tę piosenkę w wykonaniu Ozzy'ego Osbourne'a. Nadszedł czas na coś z Dream Evil i tutaj Jorn upodobał sobie numer Night People. I również tym razem dał sobie świetnie radę, z takim efektem, że lubię obie wersje. Kolejną pozycją na warsztacie Norwega jest Sacred Heart, tytułowa ścieżka z trzeciego albumu Ronniego. Ciężko tu rozpatrywać, które wykonanie robi większe wrażenie, tym bardziej że z Dio ciężko jest konkurować. Lubię rozważać kawałek Jorna, jakby to był zupełnie niezależny utwór. Co się tyczy Sunset Superman, to w oryginalnym wykonaniu Dio zawsze podobała mi się zwrotka, natomiast nigdy nie przekonałem się jakoś do refrenu. Kiedy słucham nagrania ekipy Jorna, mam dokładnie te same odczucia. Oczywiście Norweg mógłby całkowicie zmienić refren, lecz wtedy nie byłby to już cover, a raczej luźna interpretacja. Chociaż na trybucie Jorna przeważają kompozycje z solowych wydawnictw Ronniego Jamesa Dio, to przecież nie mogło zabraknąć i nagrań z okresu, kiedy śpiewał on w Black Sabbath i Rainbow. Z repertuaru Black Sabbath wokalista wybrał sobie utwór Lonely Is The Word, który połączył z dość podobnym Letters From Earth. Jorn raz jeszcze śpiewa bardziej jak Coverdale, lub może jak Robert Soeterboek, stąd jego nagranie różni się wokalnie od wersji pierwotnej. Hmm... może nawet z tego powodu jego wersja podoba mi się bardziej niż autorska kompozycja Black Sabbath. Kill The King to jeden z moich ulubionych kawałków z Ronniem za mikrofonem i niestety muszę być bardzo krytyczny w stosunku do coverów, które zbyt daleko odbiegają od pionierskiego wykonania Rainbow. Jorn i jego koledzy nawalili tym razem (może z wyjątkiem drugiej zwrotki). Na początku ścieżki pominięto ten charakterystyczny riff, który przecież nadaje całemu numerowi motoryki i zespół przeszedł od razu do grania pierwszej zwrotki. Słyszałem wiele udanych przeróbek tej piosenki, ale żadna nie przebiła oryginału. Na koniec zestawu Lande zostawił sobie Straight Through The Heart, jeden z najlepszych kawałków pochodzących z płyty Holy Diver. Wersja Norwega to nagranie koncertowe i wyróżnia się brzmieniem, które moim zdaniem jest bardziej naturalne niż to prezentowane na całym albumie. Zaliczam je na plus.
Brakuje mi tu bardzo coveru genialnego utworu Holy Diver, ale zdaję sobie sprawę, że to ścieżka bardzo trudna do zaśpiewania (kwestia oddechu oraz przeplatania wyciąganych i krótkich sylab). Tak czy inaczej, Jorn wyszedł z próby zwycięsko i jego wykonania klasyków Ronniego też dobrze się słucha. Rzecz dla fanów Jorna obowiązkowa, a dla słuchaczy gustujących w hard rocku jak najbardziej wskazana.
Oficjalna strona wykonawcy: www.jornlande.com