Razamanaz - Razamanaz

Razamanaz - Razamanaz

Wydawca: Perris Records
Rok wydania: 2003

  1. Urgency
  2. Feel It
  3. King Of The Night Time World
  4. Seasons Of Wither
  5. Kicks
  6. In The Dust
  7. Make You Mine
  8. Call Of The Wild [demo]
  9. Swamp Slide / Bad Feelin Blues [demo]
  10. Rock 'n' Roll Outlaw [demo]
  11. Tied Up (In Love) [demo]
  12. Walk, Don't Run
  13. In The Dust [bonus track]
  14. Pain
  15. Make You Mine [bonus track]

Skład: Cory Massi - śpiew; gitara; Michael Kelly Smith - gitara prowadząca i rytmiczna, chórki; Joe Bisbing - gitara basowa, chórki; Steve Attig - perkusja, chórki

Produkcja: Razamanaz

Czasem (a może i nawet często) zdarza się, że materiał nagrany przez jakąś grupę nie zostaje wydany w okresie jego powstania. Może nie zostać wydany w ogóle, może też zostać zauważony po latach i wtedy dopiero wydany. Taki los spotkał formację Razamanaz, której debiut przeleżał na półkach około dziesięciu lat.

Razamanaz powstało w 1993 r. w Philadelphii (Pennsylvania) z inicjatywy gitarzysty Michaela Kelly'ego Smitha, który wykorzystał przerwę w działalności swej kapeli Britny Fox i zgadał się z basistą Joe Bisbingiem, kiedy ten z kolei opuścił szeregi April Fool. Szybko dołączyli do nich wokalista/gitarzysta Cory Massi i perkusista Steve Attig i zespół nie tracąc czasu zaczął grywać w lokalnych klubach i tworzyć materiał na swój debiutancki album. W międzyczasie muzycy zarejestrowali kilka nagrań na wydawnictwa przygotowane w hołdzie dla KISS i Paul Revere & The Raiders, ale debiutancki krążek nie ukazał się jednak, nawet mimo zainteresowania wśród wytwórni europejskich i japońskich. Wydania materiału podjęło się dopiero Perris Records w roku 2003. Poza studyjnymi utworami na płycie znalazło się kilka niedokończonych ścieżek i demówek oraz dwa kawałki bonusowe. Sam zespół cytuje UFO, KISS, AC/DC, Starz i Aerosmith jako swoje natchnienie i wszystko się zgadza. Ja jeszcze dodałbym do tego zestawu macierzyste Britny Fox Smitha, choć bardziej z czasów ich trzeciej płyty niż z początków działalności. Album startuje ścieżką Urgency, która jest chyba najlepszym nagraniem w zestawie, zarówno muzycznie, jak i brzmieniowo. Kawałek brzmi tak, jakby grało Aerosmith, a wokalistę pożyczyło od AC/DC, głos Massiego przypomina bowiem manierę wokalną Bona Scotta. Gdyby jednak kompozycję zagrało Britny Fox, też pasowałaby ona do jej repertuaru. Feel It to już niemal kalka wczesnego brzmienia ekipy braci Young, nawet gitary i perkusja swoją barwą przypominają końcówkę lat '70. Przy tym jest to numer dość przebojowy i od razu powinien wpaść w ucho fanom znanych Australijczyków. Dalej pojawiają cię trzy covery. King Of The Night Time World jest bardzo udaną przeróbką nagrania KISS z 1976 r. Wersja Razamanaz jest dość bliska oryginałowi, choć barwa linii wokalnych z wiadomych względów brzmi inaczej, natomiast same melodie zostały zachowane. Podobają mi się oba wykonania, w obu zachowany został duch rock'n'rolla. Niemal identycznie przedstawia się sprawa z Seasons Of Wither, coverem jednego z klasycznych utworów Aerosmith. Bardzo zbliżona interpretacja. Choć za samym numerem nigdy jakoś szczególnie nie przepadałem, zawsze podobało mi się jego naturalne brzmienie i tu akurat wersja oryginalna wypada lepiej. Trzecia przeróbka to Kicks, pierwotnie wykonywana przez Paula Revere & The Raiders w 1966 r. Nie wiem, czy pochwalić Razamanaz, czy zganić, ich wykonanie przypomina raczej współczesne modern rockowe zespoły niż oryginał. Da się tego słuchać, choć nie wiem, czy również tym ekscytować. Słabiutko wypada numer In The Dust, dużo lepiej grała w owym czasie cała czereda kapel glamowych i sleazowych. Mało pomysłowe partie gitar, niemrawa sekcja rytmiczna i tylko słychać, że wokal robi co może, ale nawet on nie jest w stanie uratować tej piosenki. Broni się jakoś kawałek Make You Mine, który bym nazwał taką rockową wersją muzyki country. Podobnie grała nasza polska IRA w wolniejszych ścieżkach, chociaż tutaj linie wokalne to akurat inna bajka, bliżej im do Erica Martina z Mr. Big. Spory potencjał na przebój ma Call Of The Wild, jest to jednak wersja demo i w dodatku zupełnie pozbawiona śpiewu. Brzmienie gitar podobne jest tu do Why Was I Born? Iggy'ego Popa i dlatego wyobraźnia podsuwa mi podobne aranżacje wokali. Szkoda, że ich tutaj nie ma. Kolejna demówka to Swamp Slide / Bad Feelin Blues. Przywodzi na myśl dokonania Cinderelli z czasów, gdy ta formacja podryfowała w stronę bluesa. Też mogłoby z tego wyniknąć coś niezłego, gdyby kawałek był skończony i dopieszczony w studiu. Tutaj wprawdzie wokale się pojawiają, ale dopiero w drugiej połowie nagrania i słychać je bardzo cicho. Rock 'n' Roll Outlaw w wersji demo spełnia obietnice złożoną w tytule i naprawdę potrafi rozbujać. Znów przyczepić się można do zbyt cichego nagłośnienia pana obsługującego mikrofon i trochę kartonowego brzmienia instrumentów (jak byśmy słuchali utworu zza zamkniętych drzwi). A tak poza tym, to mógłby to być hit. Tied Up (In Love) chyba najbardziej z całego zestawu przypomina kawałki Britny Fox z dwóch pierwszych płyt. Nic, tylko postawić za mikrofonem Dizzy'ego Deana Davidsona i mamy kolejny przebój tej kapeli. Jeszcze jeden cover w postaci Walk, Don't Run, klasyka z repertuaru The Ventures. Uwielbiam ten numer w oryginale i gdyby chłopaki go spaprali, to chyba bym im tego nie wybaczył. Na szczęście przeróbka jest dość wierna pierwowzorowi. Bonusowa wersja In The Dust podoba mi się bardziej od albumowej. Może to zasługa garażowego brzmienia, w którym wypada jakby bardziej naturalnie? Pozbawione linii wokalnych Pain rozczarowuje. Strasznie przeciętne nagranie i gardłowy musiałby tu naprawdę dać z siebie wszystko, by wyciągnąć je na wyższy poziom. Ostatnią pozycją w zestawie jest bonusowe Make You Mine, inna wersja numeru siódmego, brzmiące mi tym razem na jakiś cover. Poszukiwania w necie nie naprowadziły mnie na właściwy trop, wskazując na jakieś nowsze wypociny niż ta kompozycja. Pozostaje mi tylko poinformować czytelnika, że jest to wolny, kołyszący, bluesowy kawałek, gdzie momentami słychać coś, co brzmi jak śpiew, ale jest to tak ciche, że niemal niezauważalne.

Grupa Smitha mogłaby zrobić karierę podobną do Britny Fox czy Cinderelli, gdyby tylko materiał został dopracowany i wydany co najmniej dwa lata wcześniej, gdzieś koło roku 1990. Rozwój wypadków sprawił jednak, że nie wyszedł na czas, a wydanie go w jeszcze niezbyt przychylnym dla takiego grania roku 2003 spowodowało, że mało kto w ogóle o tym krążku wie.

Oficjalny profil na MySpace: www.myspace.com/razamanaz