
Silent Call - Creations From A Chosen Path
Wydawca: Escape Music
Rok wydania: 2008
- My Way My Time
- Outcast
- I Believe In Me
- Fallen
- Rise
- Hold On
- I Come Undone
- Divided
- Long Comes The Night
- Cant Breathe
- Behold My Dreams
- Bloodred Sky
- The Chosen Path
Skład: Andi Kravljaca - śpiew; Daniel Ekholm - gitary; Tobbe Moen - gitara basowa; Patrik Ulfström - instrumenty klawiszowe; Mikael Kvist - perkusja
Gościnnie: Göran Edman - śpiew w [9]; Daniel Flores - perkusja
Produkcja: Silent Call i Martin Kronlund
Wygląda na to, że rok 2008 obfituje również w doskonałe krążki z gatunku melodyjnego metalu progresywnego, a jednym z nich jest świeżutkie dzieło Silent Call o tytule Creations From A Chosen Path. Prapoczątków tej sztokholmskiej grupy należy szukać na początku lat '90, kiedy to dzięki wspólnemu kumplowi poznali się Daniel Ekholm i Patrik Ulfström. Muzycy grali wtedy z heavy metalowej kapeli Satins 'n' Lace, która później zmieniła swą nazwę na Jamback. Z biegiem czasu do muzyki zespołu zaczęło wkradać się coraz więcej wpływów progresywnych, by wreszcie w 2006 r. z autorskiej współpracy Daniela i Patrika powstała nowa formacja nosząca obecną nazwę. Dołączył wtedy do nich perkusista Mikael Kvist (wcześniej w Elsesphere, Fate), który do grupy wciągnął też swego kolegę, basistę Tobbe Moena (znanego z Red Fun i mniej popularnych Oz czy Creozoth). Skład uzupełnił wokalista Andi Kravljaca, były członek Seventh Wonder i zarazem kolega Mikaela z czasów działalności w Elsesphere. W 2007 r. ekipa zarejestrowała czteroutworowe demo tytule Divided, by wreszcie nakładem Escape Music wydać swój debiutancki długogrający album w roku następnym.
Muzyka zespołu silnie oscyluje wokół dokonań Dream Theater, które w ciągu ostatniego piętnastolecia zdołała wyciągnąć ten gatunek muzyczny na światło dzienne, pociągając za sobą rzeszę naśladowców. Na szczęście nie jest to tylko wierne klonowanie twórczości Amerykanów, Silent Call to wypadkowa kilku podgatunków powiązanych z melodyjnym rockiem (silne przywiązanie do miłej dla ucha melodyki należy wręcz tu podkreślić). Specyficzna wydaje się praca perkusji, z dwoma centralkami, co dodaje utworom potęgi i równie charakterystyczne linie instrumentów klawiszowych, przez większą część czasu tworzące ilustracyjne tło dla całości konceptu. My Way, My Time jest jedną z najbardziej zapamiętywalnych kompozycji z tego krążka. Przypomina pod względem wokalnym i klawiszowym Dream Theater z czasów Falling Into Infinity czy Octavarium (z tych bardziej rozwlekłych utworów), gitarowo natomiast to takie same klimaty jak na Images And Words (głównie w zwrotkach, mniej w refrenach, tam bowiem bliżej temu do takich wykonawców jak np. Magnitude Nine). Taka kombinacja brzmienia sprawia, że kawałek można z miejsca pokochać. Zdecydowanie mój faworyt z płyty. Dalej mamy Outcast z zadziorną hard rockową gitarą we wstępie, co przeradza się dość szybko w bardziej progresywne nuty, zupełnie jakby inspiracją było teraz trzecie studyjne dzieło kultowych Nowojorczyków. Środek numeru mniej porywający od jego początków, ale nie dlatego, że niby jest słaby, lecz dlatego, że jest to granie mało oryginalne - dziesiątki kapel grają podobnie kopiując pewien schemat. Tak czy inaczej, fanom Teatru Marzeń utwór powinien spodobać się od razu. I Believe In Me jest pozycją znacznie spokojniejszą, w zasadzie balladową. Klawisze ilustracyjne, w znacznej mierze bazujące na brzmieniach fortepianowych, żadnego szczególnego wymiatania nie można też odnotować w liniach gitar, które wygrywają typowe "stojące akordy". Wygląda na to, że cała kapela stara się po prostu tworzyć odpowiedni nastrój pod emocjonalnie nastawione linie wokalne, a jedynym szybszym momentem w piosence jest solówka. Po tym następuje ciekawa instrumentalna miniatura zatytułowana Fallen, gdzie najważniejsze są klawisze, co nie dziwi, zwłaszcza że poza nimi niczego tutaj nie ma ;). Stylistycznie bardzo przypomina to innych klasyków gatunku - Savatage, którzy w swojej karierze tego typu zagrywek mieli całą masę. Uczta dla ucha, tyle że krótka. Miniaturka przechodzi w Rise, bardziej tradycyjny kawałek podobny do starego Dream Theater, wokalnie momentami też do Queensrÿche, chociaż skala głosu Andiego operuje w innych rejestrach niż Geoffa. Całościowo numer jakoś szczególnie nie powala na kolana, jednak zawiera w sobie liczne smaczki artykulacyjne i aranżacyjne, warto więc przysłuchać się dokładniej klawiszom i gitarom. Choć może nie jest tak wyszukany jak poprzednik, ale bardziej trafia do mnie kolejny Hold On. W środku mamy głosowe wstawki rodem z Q'ryche, co zawsze mi się podobało i pewnie nieprędko znudzi. Utwór utrzymany w średnim tempie, z racji tego, że niezbyt skomplikowany, doskonale nadaje się jako podkład muzyczny, kiedy trzeba w międzyczasie zrobić coś innego (np. nieszczęsne porządki w pokoju ;)). Najsłabszą pozycją w zestawie wydaje się I Come Undone, z jednej strony przez ten nieco odpustowo brzmiący początek, z drugiej zaś z powodu oklepanego schematu grania typu "nie mamy nic do przekazania, to robimy ścianę dźwięku". Fakt faktem, kawałek ratuje ogólnie rewelacyjna produkcja krążka, o jakiej większość zespołów może tylko pomarzyć. Przy tym numerze następny w secie Divided, znany z wcześniejszej demówki, to wręcz hicior. Ten kawałek z kolei, choć bazuje na twórczości Dream Theater, próbuje eksperymentalnie rozszerzać jego formułę. Sporo zmian tempa, rytmy łamane, jeśli ktoś chce sobie potupać do tego nogą, to musi uważnie wsłuchiwać się w każdy takt. Takie podejście do tematu ma znamienny wpływ na budowanie nastroju i emocjonalny wydźwięk kompozycji. W Long Comes The Night gościnnie mikrofon przejmuje Göran Edman i gdybym o tym nie wiedział, to pewnie bym tej zamiany nie zauważył. Typowo progresywny kawałek z pewną niespodzianką w okolicach za drugą jego połową, gdzie solówkę zagrano w stylu neoklasycznym a'la Yngwie, coś jakby hołd właśnie w stronę Edmana i jego niegdysiejszej działalności. Przypomina to zresztą trochę pochodzące z tego samego roku dzieło Vindictiv. Najbardziej podobają mi się te wyrecytowane niższym głosem wokale tuż przed wspomnianą solówką. Can't Breathe błyszczy partiami gitar akustycznych, wrażenie robi silniejsze akcentowanie niektórych dźwięków. Stylistycznie blisko kawałkowi do tego, co prezentowało Within Temptation, niepotrzebnie tylko wpleciono w niego przetworzony samplerem głos (dobrze, że to tylko taki jeden moment w kompozycji). Bardzo podoba mi się Behold My Dreams, a konkretnie sposób, w jaki potraktowano współzależność partii gitar i klawiszy. Podczas gdy gitary grają wolniej i bardziej rozwlekle, powstałą w ten sposób przestrzeń wypełniają znacznie gęściej grające klawisze, a co kilka taktów pojawia się centralkowa jazda perkusji. Gdyby jeszcze tylko wokalista pokombinował trochę ze swoim niesamowitym przecież głosem podobnie jak na początku płyty, to już w ogóle nie dałbym o tym numerze powiedzieć złego słowa. Bloodred Sky to coś dla miłośników bardziej metalowego oblicza Dream Theater, jest ciężej, ale wciąż przy zachowaniu przyzwoitej dawki melodyki. Wstęp może nie zachwyca, ale reszta struktury utworu już bezboleśnie do mnie trafia. Album zamyka The Chosen Path, nawiązujące swym tytułem do szyldu całego krążka. Pianistyczne podkłady instrumentów klawiszowych leżą u podstaw piosenki i w zasadzie poza klawiszami i liniami wokalnymi nic tu nie ma. Są momenty, kiedy Kravljaca śpiewa w podobnej manierze jak gardłowy Stratovariusa w takich kawałkach jak Venus In The Morning, czy Years Go By. Taki typ śpiewania podoba mi się tylko wtedy, gdy nie trwa zbyt długo.
Jeśli ktoś lubi Dream Theater, po ten krążek może sięgnąć w ciemno. Bogowie prog metalu z Nowego Jorku zreformowali ten gatunek muzyczny w podobnym stopniu jak Paco De Lucia flamenco i trudno się dziwić, że dorobili się tak licznej rzeszy naśladowców, do których należy i Silent Call. Skoro już porównujemy te dwie grupy ze sobą, to obowiązkowo muszę dodać, że ten album podoba mi się bardziej niż np. Systematic Chaos, ostatnie jak dotąd studyjne dziecko Teatru Marzeń. W 2008 r. wyszło kilka tak dobrych krążków z tej samej lub podobnej stylistyki grania, że nawet nie potrafię sobie wyobrazić, by ten gatunek miał kiedykolwiek zginąć, nawet gdyby zabrakło Dreamów. Pozycja obowiązkowa dla fanów rocka i metalu progresywnego.
Oficjalna strona zespołu: www.silentcall.se