
Shotgun Messiah - Shotgun Messiah
Wydawca: Relativity Records / CBS / Sony / Combat
Rok wydania: 1989
- Bop City
- Don't Care 'Bout Nothin'
- Shout It Out
- Sqeezin' Teazin'
- The Explorer
- Nowhere Fast
- Dirt Talk
- I'm Your Love
- Nervous
- Outro [bonus track]
Skład: Harry K. Cody (Harry Kemppainen) - gitara; Zinny J. San (Bo Stagman) - śpiew; Tim Tim (Tim Skold) - gitara basowa; Stixx Galore (Pekka Ollinen) - perkusja
Gościnnie: Tord Jacobsson - perkusja w [5]; P.O. Peterson - chórki
Produkcja: Harry K. Cody i Tim Tim
Poszukiwacze kapel grających technicznie na wysokim poziomie, z dużą ilością porywających solówek i innych gitarowych zagrywek, wcześniej czy później muszą zetknąć się z grupą Shotgun Messiah. Nie zyskała ona jakiejś oszałamiającej sławy, ale to chyba właśnie dlatego, że nie grała bardzo prostej muzyczki, jakiej większość słuchaczy pragnie, wciąż jednak pozostając w stylistyce sleaze/hard rocka.
Zespół uformował się gdzieś koło 1985 r. w Szwecji i funkcjonował najpierw pod kilkoma nazwami (Act, Shylock, Cools), by wreszcie pod nazwą Kingpin zarejestrować album Welcome To Bop City (1987 r.). W roku 1988 muzycy postanowili przeprowadzić się do Hollywood i tam z kolei zmienili swój szyld na Shotgun Messiah. Rok później nagrali ten sam materiał co wcześniej zmieniając mu tylko tytuł - amerykański i zarazem światowy debiut ukazał się więc jako Shotgun Messiah, w ciągu dalszych kilku lat światło dzienne ujrzały jeszcze dwa długogrające albumy i jedna EP-ka. Styl gry zespołu zmieniał się nieco z płyty na płytę, na "jedynce" mamy mieszankę glamu, sleazu i hard rocka, drugie wydawnictwo zdominowane jest przez sleaze rock, a ostatnia studyjna płyta wydana pod szyldem Shotgun Messiah to sleaze z mocnymi naleciałościami muzyki industrialnej. Zajmijmy się jednak debiutem. Przede wszystkim słychać, że szwedzka ekipa była bardzo obeznana z licznymi grupami z tego samego kręgu gatunkowego i potrafiła wyciągać i łączyć ich najlepsze elementy w gustownie skleconą całość. Dodam jeszcze, że wysoki poziomo techniczny, zwłaszcza gitarzysty Cody'ego, sprawiał, że kapelę można było porównać pod względem wykonawczym chyba tylko do bostońskiego Extreme. Na wstępie zespół proponuje kawałek Bop City. Jest to taki hard rock będący mieszanką stylów Ratt i Guns N' Roses, plus jakieś echa glam rocka z poprzedniej epoki, ale też pojawiają się elementy raczej rzadko spotykane u wymienionych wcześniej drużyn, choćby gwałtowne przyspieszenia riffów w środku taktów. Za to trochę podobieństw do Extreme, lecz o tym za chwilę przy okazji innego nagrania. Na pozycji drugiej jedna z najbardziej znanych ścieżek formacji, promowana teledyskiem Don't Care 'Bout Nothin'. Sporo tutaj zapożyczeń z niemieckiego Accept, ot, choćby charakterystyczny riff już we wstępie utworu. Na szczęście na tym chłopaki nie poprzestali i Harry ubarwił całość odpowiednio tu i ówdzie gitarowymi wstawkami w postaci króciutkich solówek i sporadycznego wymiatania. Bije z tego niesamowita energia i pewnie niejeden wioślarz pozazdrości mu umiejętności. Shout It Out to jak dla mnie hard rockowy monument. Rewelacyjna kompozycja, którą psują niestety wokale wyrapowane na wzór Beastie Boys. Długo musiałem się oswajać z tutejszym "śpiewem" Zinny'ego, za którym i tak jakoś nawet w normalnych okolicznościach nie przepadałem (od drugiej płyty mikrofon szczęśliwie przejmie Tim Skold), w końcu nauczyłem się te rapowanki ignorować i koncentrować na tym, co jest tu genialne. A genialne są tu choćby riffy napędowe, shredderskie solówki i zawsze robiące wrażenie "pompowanie" basu. Gwarantuję, że przy tym kawałku usnąć się nie da. Formacja umiejętnie łączy tu wpływy hard rocka z funkiem i robi to równie świetnie jak Extreme. W przypadku Sqeezin' Teazin' mamy już do czynienia z nieco bardziej pospolitym graniem, popularnym po obu stronach oceanu w owym okresie. Tu już więcej sleazu na styl Faster Pussycat, ale i tak osadzonego na bazie hard rocka, jakiego nie wstydziłoby się wczesne Mötley Crüe i choćby niemieckie Victory. Utwór może się podobać już z samej racji fajnego, energetyzującego brzmienia gitar. Instrumentalny numer o tytule The Explorer to przede wszystkim popis umiejętności techniczno-kompozytorskich Cody'ego. Gitarzysta pokazuje, że nie są mu obce sztuczki wykorzystywane przez takich pirotechników jak Paul Gilbert, Steve Vai, czy Nuno Bettencourt. Bomba. W Nowhere Fast udało się chłopakom zmiksować elementy stylu takich wykonawców jak Lillian Axe, Ratt, Van Halen i Poison. Wyszło z tego w miarę komercyjne i dość radosne granie, odpowiednie na rożnego rodzaju prywatki i inne kameralne imprezy, choć na stadiony też by się to bez wątpienia nadało. Idę o zakład, że właśnie ten numer spodoba się największej liczbie słuchaczy. Dirt Talk wyróżnia się z zestawu swoim klimatem. Trochę słychać tu fascynacji solową twórczością Davida Lee Rotha, trochę Aerosmith, jest też coś z T.Rex, bluesowe solówki, a nawet słyszę coś z wczesnego Megadeth (ale to już moje bardzo subiektywne odczucie). Może to mniej przebojowe, wciąż jednak bardzo poprawne i mogące się podobać. Więcej przebojowości ma w sobie I'm Your Love, gdzie lepiej wypadają zwrotki i przedrefreny, a słabiej wykrzykiwane refreny. Głos wokalisty z jednej strony przypomina mi trochę barwę Teda Poleya z czasów, gdy nagrywał drugą płytę Danger Danger, z drugiej jest tu wiele zagrywek i wokali podobnych do Alice Coopera z okresu Hey Stoopid. Cała pieczeń oczywiście odpowiednio doprawiona jak zwykle robiącymi wrażenie wstawkami gitarzysty. Nervous również miesza w sobie wpływy różnych wykonawców, tym razem mamy tu coś pomiędzy Van Halenem, Lillian Axe, a Tigertailz. Na brak melodyjności z pewnością nie można narzekać i myślę, że numer powinien trafić w gusta szerokiej rzeszy odbiorców, oczywiście tych gustujących w takim gatunku muzycznym. Wznowienie płyty posiada o jedną ścieżkę więcej, jest to Outro, bez muzyki, za to z odgłosami, jakby jakiś facet oglądał w TV kreskówki. Jeśli Wasze wydanie tej miniaturki nie ma, to w sumie niczego nie straciliście.
Bardzo udana mieszanka stylistyczna wielu zespołów i im więcej z nich się lubi, tym bardziej się krążek będzie podobał. Tak więc rzecz obowiązkowa dla fanów Extreme, Ratt, Lillian Axe, Tigertailz, Van Halen, Guns N' Roses, Accept, Faster Pussycat, Danger Danger i kilku innych. Jak najbardziej polecam i rekomenduję.
Brak oficjalnej strony zespołu