
Lillian Axe - XI: The Days Before Tomorrow
Wydawca: CME Records / Sony Music
Rok wydania: 2012
- Babylon
- Death Comes Tomorrow
- Gather Up The Snow
- The Great Divide
- Take The Bullet
- Bow Your Head
- Caged In
- Soul Disease
- Lava On My Tongue
- My Apologies
- Angels Among Us [europejski bonus]
Skład: Steve Blaze - gitary, chórki; Brian Jones - śpiew; Eric Morris - gitara basowa; Ken Koudelka - perkusja; Sam Poitevent - gitary, chórki
Produkcja: Steve Blaze
Ostatnio amerykańska załoga Lillian Axe miała pecha do wymiany wokalistów - najpierw jej szeregi opuścił wypróbowany już Derrick LeFevre, potem na krótko zagościł Ronny Munroe (Metal Church), a teraz mamy okazję posłuchać, jak sprawuje się nowy nabytek za mikrofonem, pochodzący z Jackson w Mississipi Brian Jones.
Pierwotnie płyta miała nosić tytuł Take The Bullet i ukazać się jeszcze w 2011 roku, tyle że grupa zmuszona była przełożyć premierę na rok kolejny. Jedenaste "dziecko" nowoorleańskiej ekipy różni się od poprzedników. Z jednej strony dużej niespodzianki nie ma, bo każdy krążek Blaze'a i spółki pod jakimś względem różnił się od wcześniejszych wydawnictw, z drugiej jednak tym razem ta różnica momentami jest znaczna. Muzycy zbliżają się na swym nowym wydawnictwie do ostrzejszej stylistyki grania, na szczęście, uspokoję Was, o żadnej ekstremie nie może być mowy. Inna zmiana to klimat nagrań. Na kilku ostatnich albumach dominowały raczej ponure nastroje, co odbijało się nie tylko na tekstach utworów, ale także na samym ich brzmieniu. Wraz z XI: The Days Before Tomorrow w melodyce ścieżek powraca nieco radości. W kwestiach czysto formalnych mamy jeszcze kolejną zmianę wydawcy, fakt ten jednak nie ma większego znaczenia, bo akurat Lillian Axe zawsze ceniło sobie twórczą niezależność. Album rozpoczyna się od utworu Babylon. Kawałek jest bardzo dynamiczny i pełen energii, a przy tym dość ostry, choć to wciąż hard rock, ociera się nawet o heavy metal (kto zna wczesne nagrania tej ekipy, wie, że też brzmiało to ostro). Panu Blaze'owi jak zwykle nie zabrakło pomysłu na dobrą solówkę, a nowy wokalista bez problemu wpisał się w stylistykę gry formacji. Wprawdzie jeszcze trochę czasu upłynie, zanim ostatecznie przekonam się do niego, ale już teraz wiem, że nie będą to wieki. Fanom Lillian Axe z pewnością spodoba się kolejne Death Comes Tomorrow, zwłaszcza gdy lubili to wcielenie grupy z czasów płyty Psychoschizophrenia. Podobne klimaty w wielu miejscach, może nieco nastrojów z ostatnich krążków, jednak mimo nieukrywanej ewolucji wciąż słychać, że to stary dobry Lillian. Przyznaję, że zespół zrobił mi miłą niespodziankę, bo ścieżka jest naprawdę zacna. Gather Up The Snow dla odmiany bliższe jest twórczości kapeli z czasów mniej więcej Waters Rising i też może się podobać. Barwa głosu nowego wokalisty jest inna od LeFevre'a, lecz jestem pewien, że gdyby ów tu śpiewał, podobnie zaaranżowałby linie wokalne. Co do The Great Divide mam mieszane odczucia w zależności od pory dnia, kiedy go słucham. Balladowo-klimatyczny początek jest bezdyskusyjnie genialny, potem jednak zaskakuje mnie zawsze to brzmienie, gdy numer robi się cięższy. Jets brudne, jakby nieco niedopracowane, a do tego praca gitar kojarzy mi się z muzyką alternatywną, czy nawet modern rockową i to mnie trochę do niego zraża. Chociaż dla odmiany wokale przypadły mi do gustu od razu, nawet jeśli nie jest to mój ulubiony sposób śpiewania u gardłowych... Do Take The Bullet (jak już wspomniałem, tak pierwotnie miał brzmieć tytuł całego krążka) zrażal mnie nieco riff napędowy i musiałem się dłużej przekonywać, gdyż numer z tego powodu wydawał mi się bardzo prosty, a przynajmniej dużo prostszy od poprzedników. Jego atutem jest są za to fajne solówki Steve'a i kilka wstawek w środku. Po kilku przesłuchaniach mam coraz mniej powodów do narzekań. Dalej dostajemy zacną balladę o tytule Bow Your Head. Nie jest to w sumie ani typowa pościelówka, ani jakiś szczególny wyciskacz łez, a zwyczajnie ciepło zagrana i odśpiewana wolna kompozycja oparta na czystych brzmieniach gitar. Mnie się podoba, mimo iż nie jestem zbyt wielkim fanem ballad i zazwyczaj muszę być w szczególnym nastroju, by czegoś w takich klimatach posłuchać. Czas na coś bardziej żywiołowego i tutaj mamy nieco punkowo-rock'n'rollowe Caged In. Szczerze mówiąc taka sobie rzecz, zupełnie poniżej (zazwyczaj) wysokiego poziomu, do jakiego zespół nas przyzwyczaił. Wpada jednym uchem i wypada drugim. Powrót do wysokiej formy następuje wraz z Soul Disease, choć od razu zaznaczę, że podobnie jak i w wypadku poprzednika, nie jest to typowe nagranie jak na styl Lillian Axe. Po prostu zagrane w innym stylu i łatwo przez to zapomnieć, że gra tutaj ekipa Blaze'a. Skoro już o nim mowa, nie sposób raz jeszcze zwrócić uwagi na porządne solówki, nienaganne technicznie i do tego bardzo melodyjne (w sumie to standard u owego gitarzysty). W zachowania transowe może wciągnąć słuchacza kolejne w zestawie Lava On My Tongue. Główny riff ścieżki z jakiegoś powodu przywodzi mi na myśl klasyczny już kawałek Machine Gun Warranta. Tu mamy podobne klimaty, przynajmniej do pewngeo stopnia. Znów urzeka solówka. Dla odmiany następna rzecz w secie to jeszcze jedna udana ballada - My Apologies. Taka dość typowa jak na Lilliana i nieco podobna do ballad, jakie mieliśmy okazję usłyszeć na kilku pierwszych płytach formacji. Dobrze spisał się tu wokalista i wlaściwie nie odczuwa się tu braku takich wcześniejszych tuzów jak Taylor czy LeFevre. Jako że żyjemy w Europie, tutejsze wydanie krążka zaopatrzono jeszcze w instrumentalny utwór bonusowy. Angels Among Us to świetny prezent, z pewnością wzbogacający wydanie podstawowe. Już po pierwszym kontakcie z nim wiedziałem, że to nagranie musi wręcz być integralną częścią dzieła. Piękna rzecz.
Nad nowym albumem Lillian Axe pracowało siedem miesięcy i słychać, że panowie przyłożyli się bardziej niż do dwóch poprzednich wydawnictw. Tam czegoś brakowało, można było poczuć niedosyt, tutaj z kolei takich odczuć nie ma. Bardzo solidny krążek - dla fanów Lillian Axe rzecz obowiązkowa, a dla miłośników dobrej hard rockowej muzyki jak najbardziej wskazana.
Oficjalna strona zespołu: www.lillianaxe.com